Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 17 min czytania

Droga ku wolności cz. 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Damian spojrzał na ścienny zegar. Dochodziła już godzina 17.00. To już ponad dwie godziny odkąd tamci zamknęli się w pokoju i prowadzą swoje dysputy. Jeśli miałby być szczery to nie obchodziło go, co tam robią, chciał teraz jak najszybciej wrócić do swojego czasu. Tutaj jest jakoś dziwnie, stwierdził w myślach. Czuł się jakby każdy wdech paraliżował go od środka i wysysał mu przy tym resztki energii. Coś było nie tak, ale nie potrafił tego określić. Do tego wszystkiego dochodziła ta dziewczyna. To jakiś nieprawdopodobny przypadek, że właśnie oni ją spotkali. A może tak miało się stać, gdyż było im to przeznaczone? Ich drogi skrzyżowały się w niefortunnym czasie, jakim jest właśnie ta wojna. Zbyt wiele okrucieństwa i zła. Tego nie można doświadczyć na lekcji historii. Nigdy nie będzie się świadomym tego, czym jest wojna dopóki się jej nie zakosztuje. Jestem zmęczony tym wszystkim, pomyślał. Niech ten koszmar się już skończy! Aargh - wystękał, gdy skaleczył się nożem w palec próbując posmarować sobie kromkę chleba czymś, co powinno przypominać masło. Na początku myślał, że wezmą ich do wspólnej rozmowy, lecz po przyjeździe zamknęli się w pokoju i nie wyściubili nosa nawet żeby wyjść do toalety. O czym oni rozmawiają? Usiadł przy małym stoliku ze swoim dzisiejszym obiadem, który de facto powinien zrobić Jacek, gdyż to on obiecał, że będzie zajmował się tymi sprawami. Do kuchni weszła Klaudia. Rozglądnęła się powoli i rzekła swoim słodkim głosem: - Czemu siedzisz sam? - Nie wiem, jakoś tak... - Rzekł obojętnie. Ona za ten czas usiadła naprzeciw. Obrzucił ją ciekawym spojrzeniem. Jest taka piękna, pomyślał. Te oczy, piękne błękitne oczy. Dziewczyno, czego bym dla ciebie nie zrobił. - To wszystko jest jakieś dziwne. - Powiedziała po dłuższej chwili, powoli spuszczając głowę. - Co jest dziwne? - Zapytał zaciekawiony - To wszystko. Nie mam pojęcia, czym było to, co zakopaliście do ziemi. Nie wiem, czemu ciągle mamy jakieś kłopoty. Co się dzieje? - Eeee - Damian próbował wymyślić jakieś łatwe do połknięcia wytłumaczenie. Klaudia spojrzała mu prosto w oczy. Poczuł się dziwnie. - Wiesz, tam znajdowały się rozkazy... Eee a raczej nie. Zaraz, co tam się znajdowało. - Przybrał minę jakby się nad czymś głęboko zastanawiał, a tak naprawdę próbował wybrnąć jakoś z tego niezręcznego tematu. Klaudia wciąż go obserwowała z zaciekawieniem. - Proszę nie kłam. Chociaż ty mnie nie okłamuj. Ale jeśli nie możesz powiedzieć to rozumiem, nie będę już pytała. - Ich oczy spotkały się na ułamek sekundy. Damian poczuł się jakby ktoś na niego założył ołowiowe ubranie. Nie może go zdjąć, ale musi iść dalej. Błękit jej oczu. Błagalne spojrzenie. Ona go prosi, a on nie może nic na to poradzić. NIE! Ma rację. Dość tych kłamstw! To zaczyna mnie przerastać, pomyślał. - Dobrze - przerwał na chwilę próbując zanotować jakieś zmiany w jej sposobie zachowania, ciągle była spokojna i opanowana. - Ale nie możesz tego nikomu powiedzieć, ja nie powinienem tego w ogóle ci mówić, nie wiem, co się może stać. - A co może? - Zapytała zdezorientowana. Damian przełknął ślinę i spróbował nabrać odwagi. - Widzisz to nie jest takie proste. Nie należymy do wojska. W ogóle nie jesteśmy stąd... To znaczy na razie. - Klaudia podniosła brwi do góry. Oczywistym było, że nie rozumiała w ząb, o co chodzi. - Ja nie urodziłem się 17 lat temu. Tak naprawdę to moje urodziny będą za około 50 lat. Zaczął swoją opowieść od niefortunnego wypadku, dzięki, któremu przenieśli się w czasie. Próbował wyjaśniać wszystko jak najprostszymi słowami wiedząc, że dziewczyna może tego nie zrozumieć. Nie wyolbrzymiał żadnej z postaci, nie wymyślał nic nowego. Powiedział to, co się zdarzyło. Z każdą sekundą jej twarz zmieniała wyraz. Gdy skończył swoje krótkie opowiadanie poczuł się lepiej, choć teraz zaczął zamartwiać się tym, że złamał przysięgę daną Jackowi. Zobowiązał się nie ingerować w teraźniejszość, aby nie zmienić tym samym przyszłości. Jednak nie mógł przewidzieć jej reakcji. Nagle wstała, wymierzyła w niego palec i rzekła drżącym od wściekłości i oburzenia głosem: - Cały czas! Nawet teraz mnie okłamujesz. Wiedziałam od samego początku, że coś jest nie tak. A teraz zmyśliłeś sobie kolejną historyjkę, bo myślisz, że jestem idiotką i dam się na wszystko nabrać! - Mała łza spłynęła po jej policzku. Drżała z gniewu. Nie wiedziała, co w tej chwili powinna ze sobą zrobić. Uciec? Może oni są w zmowie z tamtymi, co zabili jej rodziców? Czuła się bezradna, gdyż wiedziała, ze nie miałaby szans stąd uciec. - Chciałaś znać prawdę. - Rzekł rozdygotanym głosem, czuł się podle, że wcześniej ją okłamywał. Mógł przypuszczać, że źle to zrozumie, ale co innego mógł zrobić? Nie potrafił dłużej ukrywać tego sekretu. - Tak było naprawdę. Przysięgam, że tak było. - Klaudia odwróciła się do niego plecami i podeszła do okna. Zaczęła płakać zakrywając twarz rękoma. Szybko podszedł do niej, lecz nie wiedział, co zrobić, co powiedzieć. - Zostaw mnie! - Burknęła, gdy się zbliżył. - Posłuchaj wiem, że nie rozumiesz, co się dzieje, ja też i jestem tak samo zagubiony jak ty. Proszę zrozum mnie. - Niepewnie objął ją rękoma i przytulił się do niej od tyłu. Zdawało mu się, że przez sekundę z tym walczyła, lecz ostatecznie poddała się. - Dlaczego to robicie? Wypuśćcie mnie! - Nie możemy, teraz już wszystko wiesz, musisz z nami zostać. - Dlaczego to robisz? - Pociągnęła nosem, na chwilę przestała płakać. Co jej powiedzieć? Serce biło mu jak oszalałe. Nie mógł w tej chwili wykrztusić słowa z siebie. Dlaczego to robię, pomyślał. - Bo... Bo nie chcę, żeby coś ci się stało. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało.... I za każdym razem, gdy Cię widzę chce mi się płakać, bo boję się, że nie będziesz chciała znać kogoś takiego jak ja. Tylko w twojej obecności jest mi dobrze i mogę zapomnieć o wszystkich troskach.... Ty jesteś dla mnie najważniejsza, bo...- Jęknęła cicho. Powoli odwróciła się w jego stronę. Miała szkliste oczy, które patrzyły na niego z jeszcze większą niewinnością niż dotychczas. Po policzkach płynęły małe strużki łez. - Kocham cię Klaudia. I nie potrafię bez ciebie żyć. - Teraz było mu już wszystko jedno. Jeżeli teraz wybiegnie z kuchni to sobie coś zrobi, wtedy wszystko się już skończy. Być albo nie być. Otwarła usta chcąc coś powiedzieć, ale nie mogła. Nie mogła. Przytuliła się do Damiana przestając płakać na dobre. W jego obecności czuła się teraz bezpieczna, ale nie tylko. Nie potrafiła jednak powiedzieć, co to było. On jednak nie jest taki jak wszyscy, nie jest taki, za jakiego go uważała. Nigdy nie mogła przypuszczać, że takie okoliczności mogą spowodować tego typu reakcję ze strony chłopaka. On coś do niej czuł i nie bał się tego powiedzieć. Ona też coś do niego czuła, lecz potrzebowała czasu. Nie potrafiła inaczej. - Gdybym tylko mógł z tobą być - powiedział po dłuższej chwili. Czuł się szczęśliwy, choć ciążyło nad nim wiele zmartwień, to jednak nie przejmował się nimi. Żył chwilą, najszczęśliwszą w swoim życiu. - Możesz - szepnęła mu na ucho. Ścisnął ją jeszcze mocniej na znak, że nie chce się z nią rozstawać, nawet na moment. - Dziękuję. - To ja dziękuję. - Pocałował ją delikatnie w policzek, nie protestowała. Chciał, aby ta chwila trwała przez wieczność, przez całe jego życie. Nic się nie liczyło. Nie liczył się nawet ten wybuch, który właśnie usłyszeli. Prawdopodobnie coś działo się w sąsiedniej dzielnicy. Cały dom zadrżał, porcelanowe kubki uderzały o talerzyki wydając piskliwe dźwięki. Po chwili wszystko się uspokoiło. Damian odgarnął jej złote włosy z twarzy i uśmiechnął się. Patrzyła na niego i nie mogła uwierzyć, że spotkała w swoim życiu kogoś takiego. Powiedział jej, co do niej czuje, ale czy nie zrobił tego za szybko? Walczyła przez chwilę ze swoim rozsądkiem, który zakazywał jej pochopnych działań z kimś, kogo prawie w ogóle nie znała, kto wydawał się jej inny niż wszyscy poznani wcześniej faceci, do tego tak otwarcie mówił o tym, co czuł i to na samym wstępie znajomości. Znów patrzyli sobie w oczy, lecz tym razem było w tych spojrzeniach coś więcej, jakaś iskra, która odpowiednio podsycona mogłaby przerodzić się w wielki pożar, który szalał już w oczach jednej osoby. Ponowny wstrząs zakłócił spokój panujący w kuchni. Podobnie jak poprzednio po chwili wszystko się uspokoiło, lecz pozostał niepokój dotyczący przyczyny wystąpienia tych dwóch wybuchów. Przeszli razem do sąsiedniego pokoju, w którym na kanapie siedział Paweł. Obracał w dłoniach swój pistolet. Gdy ich spostrzegł wstał

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%