Fantastyka · 7 min czytania
Droga przeznaczenia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 10 Mentor
Mamert wszedł do pokoju Ulryki i natychmiast ukrył się w cieniu. Dzień wyjazdu na koncert zbliżał się nieubłaganie, a on dostał parę dni temu jakiegoś dziwnego uczulenia od promieni słonecznych. Na całym ciele pojawiły się małe pęcherzyki, a jego wzrok zaczął szwankować. Okulary nie pomagały, wszystko się rozmywało. Niczym szpieg dobiegł do okna i zasunął rolety. Z miejsca poczuł ulgę, ten mrok był dla niego cudownym balsamem. Usiadł w fotelu i rozłożył karty, niestety pasjans nie wychodził. Zaklął pod nosem. Zrzucił karty ze stołu. Czuł gniew, który nie wiadomo gdzie miał swój początek. Był zły praktycznie na wszystko: na karty, na przerażająca ciszę w domu, nawet na rozgrzane słońce za oknem. Ciszę wypełnił pełen żalu krzyk chłopaka. Po chwili poczuł ulgę, która w oka mgnieniu zmieniła się w ogromną chęć zejścia do piwnicy. Wewnętrzny głos szumiał w jego głowie, w jego ciele. Zdawał się mówić: Tam odnajdziesz swoje przeznaczenie! To uczucie było zbyt silne – piwnica go wzywała. Żyła jakby własnym życiem. Wąskie drewniane, przepróchniałe schody prowadziły w nieprzebytą ciemność. Nikłe światło żarówki nie potrafiło pokonać tego mroku. Współgrał on ze specyficznym zapachem zgnilizny i psich odchodów. Było wiadomo, ze bardzo dawno nikt tego miejsca nie odwiedzał. Mieszkańcy wszystkie „skarby” trzymali w spiżarkach. Mamert nacisnął gałkę i drzwi ustąpiły z nadzwyczajna lekkością, lekko tylko skrzypiąc. Powoli zszedł po schodach znikając pochłonięty czernią. Był zaskoczony zdając sobie sprawę, że mimo ciemności bez problemu trafił do miejsca, w które ciągnęła go jakaś nadnaturalna siła. To było jak zew. Zatrzymał się. Słabe światło z ledwością zarysowywało kontury fragmentu pomieszczenia. Jednak pozwoliło na dojrzenie w tym półmroku jakiegoś przedmiotu. Leżał częściowo przykryty starymi gazetami. Schylił się, jego palce jakby całkowicie oderwane od nadgarstków wyciągnęły znalezisko i szybko schowały do kieszeni czarnych dżinsowych spodni. Gdy znalazł się w swoim pokoju, wyjął delikatnie przedmiot. I jął go obracać w dłoniach. Był to gruby wykonany z brązu łańcuch, na którym wisiał amulet w kształcie trupiej czaszki wykonany z tego samego stopu. Szybko zrzucił z siebie czarnego t-shirta z napisem: Śmierć cię uwolni! Po chwili na szyi zawiesił znalezisko. Poczuł jego chłód na karku i klatce piersiowej. Chłód amuletu powoli rozchodził się po całym ciele, elektryzował każdy jego centymetr, a jednocześnie przynosił ulgę. Już dawno nic Mamertowi nie sprawiało takiej przyjemności, to było lepsze od namiętnego seksu. Poczuł się silny jak heros, mocny, niezwyciężony. Trwał w tym stanie przez dłuższa chwilę, nagle w jego głowie rozhuczał się tajemniczy głos. Każde jego słowo raniło, niczym sztylety wbijane w serce, a jednocześnie było pożądane przez chłopaka. Głos był chropowaty i brzmiał niczym organy kościelne: - Ave! – grobowy głos rozbrzmiał w ogromna siłą w umyśle Mamerta, a jego ciało i dusza przeżywała niebotyczne katusze. – Ból, który teraz przeżywasz jest niczym w porównaniu z tym czego wkrótce doświadczysz. Jak na dłoni widzę twoje myśli, masz do mnie wiele pytań. Nie mogę na wszystkie odpowiedzieć. Nie teraz. Wkrótce dowiesz się czym, albo kim…