Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 14 min czytania

Droga przeznaczenia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 13 Zachód słońca – Egzorcyści – Z umysłu Boga

Nija stał wysoki i srogi na tle czarnej i wyszczerbionej ściany Spodka i patrzył na południe, w stronę przestraszonych ludzi. Był niezwykle podniecony i zadowolony, słońce bowiem chyliło się ku zachodowi, a jego plan powiódł się tak jak tego chciał. Dobrym pomysłem było podłożenie bomby pod budynek. Teraz pozostało tylko czekać na efekty w zachowaniu Mamerta. Nija wiedział, że chłopak będzie się obwiniał o całe zajście, a on wtedy wykorzysta sytuację. Wampir musiał tylko uzbroić się w cierpliwość, tak długo już czekał, więc poczeka jeszcze trochę. Poczuł przemożny głód, zbliżała się pora kolacji. Co byłoby lepsze, jeśli nie świeża krew dziecka lub jędrnego młodzieńca.? Nic. Wyruszył na łów.

Minęły dwa długie lata od tragicznych wydarzeń w Katowicach. Mamert doznał załamania nerwowego i Ulryka z wielkim bólem serca została zmuszona do umieszczenia go w klinice psychiatrycznej w Toszku. Nie był obecny na pogrzebie przyjaciół. Ulryka też nie poszła na pogrzeb, dopiero dzień po nim odwiedzała groby Toligniewa, Emiliany, Manueli oraz Ernestyny. Mirella za całe zajście obwiniała Mamerta oraz Modesta, podobnie zresztą jak pozostali rodzice zmarłych dzieci. Rodzice Ernestyny wyjechali z Polski i na stałe osiedlili się w Stambule. Atanazja żyła w przeświadczeniu, że to kara boska za grzechy młodości. Jedyna opoką był dla niej Albert. Rodzice Emiliany nie przejęli się zbytnio jej śmiercią, wszak mieli jeszcze syna. Gdy Liberata pochowała córkę długo nie mogła się pozbierać, podobnie jak i cała jej rodzina. W końcu odebrała sobie życie, pozostawiając w rozpaczy męża i dwie córki. Jej mąż cudem ogarnął cały dom i po roku od pogrzebu można by powiedzieć, że zaczęli na nowo toczyć zwyczajne życie we trójkę. Najgorszy stan z osób, które przeżyły śląską tragedie był Mamert. Ciągle powtarzał: Moja wina! Mówił o jakiś wizjach, potworach i uparcie twierdził, że to on ich zabił. Do tego doszła próba samobójcza. Z tych względów Ulryka umieściła syna w szpitalu. Był to największy błąd jej życia, i wkrótce miała za to zapłacić słoną cenę. Kiedy w klinice gasły wszystkie światła, wszystko spowijał mrok Mamerta odwiedzał Nija. Stan, w którym znajdował się chłopak predestynował podatność na wpływy. Jego umysł przypominał otwarte pudełko, do którego można wkładać niemal wszystko. Dzięki temu wampir mógł kształtować jego myśli podłóg własnych potrzeb. A leki uspokajające podawane przez personel szpitalny jeszcze bardziej wszystko ułatwiały. Połączenie między katem i ofiara było tak silne, że nic nie było w stanie go przerwać. I to było największą radością Niji. Dzień, w którym Mamert został wypisany z kliniki był dla wszystkich niezwykle radosnym dniem. Jednak jego fizjonomia się zmieniła nie do poznania. Cera była biała niczym prześcieradło, oczy przekrwione, długie włosy zakrywały pół twarzy, a pod oczami ogromne sińce. Również można było zauważyć pewne zmiany w uzębieniu. Były bielutkie jak nigdy, lecz także w pewien sposób bardziej zaostrzone. Chłopak przedstawił obraz nędzy i rozpaczy. Zaraz po powrocie do domu poszedł na cmentarz. Na płytach nagrobnych leżały mokre jesienne liście, ofiary zbliżającej się wielkimi krokami zimy. Zatrzymał się przy grobie Emiliany. Do jego oczu napłynęły łzy, potoczyły się po policzku i spadły na ziemię. - Przepraszam was kochani, to moja wina! – ciepłym głosem z nutka żalu powiedział patrząc w dal. – Wiem, że moje słowa nie maja teraz żadnego znaczenia i nie zmażą nawet w najmniejszym stopniu mojej winy. Mogłem coś zrobić, ale nie zrobiłem nic, ale osoba, która powstrzymała mnie swoją siłą przed ratunkiem dla was i innych ludzi zostanie wyeliminowana ze społeczności. Jego krew niczym woda będzie spływała po moich rękach, i zapewniam was, będę czuł dziką satysfakcje likwidując go. Zapłaci za wasza krzywdą i mój los! – oczy Mamerta zaszły czernią.

Ulryka długo zastanawiała się do kogo iść po pomoc w sprawie syna. Klinika psychiatryczna nie przyniosła żadnych rezultatów, wizyta u psychologa nie miała żadnego sensu. Jedyne, co mogła jeszcze zrobić to prosić o pomoc Ojca Mateusza. Niewiele myśląc zadzwoniła do niego i uzgodniła termin spotkania. Ojciec Mateusz był pulchnym 50 – letnim proboszczem parafii pod wezwaniem św. Piotra i Pawła. Był to człowiek niezłomnej wiary, mimo że drogę życiowa wybrali za niego jego rodzice. Jego podejście do parafian, oraz stosunek do ich problemów przysporzył mu wielu wiernych. Nieraz zastanawiał się jak potoczyłby się jego losy, gdyby sprzeciwił się woli rodziców i wybrał studia prawnicze. Pewne było tylko jedno, wtedy nie mógłby pomagać w ten sposób jak robił to teraz. Tego dnia, gdy odwiedziła go Ulryka siedział na plebani i zastanawiał się nad zorganizowaniem korepetycji dla dzieci z biedniejszych rodzin. Głównie chodziło o zrozumienie zawiłości matematycznych, języka angielskiego oraz gramatyki języka polskiego. W momencie, gdy jego myśli oscylowały wokół zwerbowania do tej pracy wolontariuszy ktoś zapukał delikatnie do drzwi. - Ulryko, jak zawsze jesteś punktualna – powitał ją. – Może napijesz się kawy, herbaty? - Nie dziękuję Ojcze, ale gdyby mi Ojciec zaproponował coś mocniejszego nie odmówiłabym – kobieta opadła na krzesło. Mateusz podszedł do dębowej szafki i wyciągnął z niej karafkę ze śliwowicą własnej roboty. - Stoi tutaj już 5 lat, więc czas ja wypić – zawyrokował. – Podejrzewam, że sprowadza cię kłopot z Mamertem. – Mateusz nalał po kieliszku alkoholu. - Tak, ma Ojciec rację. Podejrzewam, że mój syn jest opętany przez Szatana – szepnęła kobieta podnosząc do ust kieliszek z wódką. - Ulryko, co ty opowiadasz za herezje? Opowiedz mi, z czego tak wnioskujesz, a ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby wam pomóc. - Postaram się to jakoś usystematyzować, żeby Ojciec dobrze zrozumiał. Nie wiem tylko czy mi się to uda. – odparła smutno, a w oku zakręciła się jej łza. Mateusz delikatnie pogłaskał spracowane dłonie zdesperowanej kobiety i swoim kojącym głosem, który nieraz dodawał siły powiedział: - Spróbuj na pewno ci się uda, wierze w ciebie. Ulryka spojrzała głęboko w oczy swojego rozmówcy i nieskładnie wyrzuciła z ust potok słów, które przerażały, a zarazem odkrywały straszna prawdę. - Gdy opadły pierwsze emocje po tragicznych wydarzeniach, czyli dwa dni później chciałam z Mamertem o tym porozmawiać, niestety nie było z nim żadnego realnego kontaktu. Mówił tylko, że śmierć wszystkich ludzi to jego wina. Dwa dni później znalazłam go leżącego na zimnych kafelkach w kałuży krwi. Podciął sobie żyły. Mój syn próbował się zabić, a ja nie wiedziałam, co robić. Gdy leżał w szpitalu i dochodził do siebie, powtarzał, że

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%