Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 12 min czytania

Droga skrytobójcy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Żar lejący się z nieba był nie do wytrzymania. To już trzeci dzień bezlitosny skwar dokuczał mieszkańcom Korinbergu. Powietrze było całkowicie nieruchome, a upału nie łagodził nawet cień mrocznego zaułka. Adelmar po raz kolejny zastanowił się dlaczego to właśnie on musi zawsze wykonywać najgorszą część roboty. Mógł teraz spokojnie siedzieć w zaciszu własnego apartamentu, racząc się zimnym piwem. Szybko jednak otrząsnął się z tych myśli. Powoli zaczynał tracić cierpliwość. Czekał już kilkanaście minut, a w umówionym miejscu nikt się nie pojawił. Porzucił już nadzieję na pomyślne załatwienie interesu. Najwyraźniej w taką pogodę nawet najemnikom nie chciało się pracować. Zrezygnowany wzruszył ramionami i postanowił wrócić do domu. Kiedy się obrócił, wpadł na wysoką postać w długim ciemnym płaszczu z obszernym kapturem nie pozwalającym dostrzec twarzy. Adelmar dostrzegł przez moment nienaturalnie niebieskie oczy. Cofnął się kilka kroków, przerażony. Szybko jednak zapanował nad emocjami i względnie się uspokoił. - Ty jesteś Kurt? – zapytał. - Tak mnie nazywają – spod kaptura dobiegła krótka odpowiedź. - Gildia ma dla Ciebie zlecenie. Musisz pozbyć się córki Dilmakera. Ostatnio zaczął nam nieco bruździć, musimy mu przypomnieć gdzie jest jego miejsce. To my rządzimy handlem w mieście i każdy kupiec podlega nam. Adelmar spodziewał się jakiejś odpowiedzi lub chociaż gestu ze strony skrytobójcy. Jednak mężczyzna nawet nie drgnął. Stał w tym swoim płaszczu nie zwracając w ogóle uwagi na duchotę panującą w zaułku. Adelmarowi nagle zrobiło się chłodno gdy tak wpatrywał się w mrok pod kapturem swego milczącego towarzysza. - Zadanie będzie proste. Podejmiesz się? Minęła pełna napięcia chwila zanim dobiegła go cicha odpowiedź: - Tak. - Dobrze. Jeśli chodzi o twoje honorarium, Gildia zapłaci ci… - Tysiąc smoków. Cena nie podlega negocjacji. - Wysoko się cenisz. Znalazłbym co najmniej tuzin innych zabójców, którzy zrobiliby to za połowę tej kwoty. - Ale Gildia chce mnie. Wiecie, że jestem najlepszy. - Żądasz takiej sumy za zabicie zwykłej kobiety?! - Gdyby chodziło o zwykłą kobietę, nie zwrócilibyście się do mnie. Tysiąc smoków. To moje ostatnie słowo. - Niech będzie. – Nie potrafił ukryć rozczarowania. Dokładnie taką kwotę wręczył mu szef. Tym razem nie uda mu się nic utargować, a różnicy zachować dla siebie. – Dostaniesz złoto jak tylko… - Teraz. Chcę pieniądze przed zadaniem. Jak zawsze. - Uważasz, że dam ci pieniądze przed wykonaniem zadania? - Tak, jeśli chcesz żebym je wykonał. Mrucząc pod nosem niewyraźne przekleństwa wydobył sporą sakwę i rzucił ją pod nogi Kurta. Worek brzęknął zachęcająco w momencie zetknięcia z podłożem. Najemnik schylił się po swoją zapłatę. Adelmar wychodził już z zaułka. Nie patrząc za siebie powiedział: - Ale pamiętaj. Jeśli zawiedziesz… nie będzie dla ciebie litości. Odwrócił się chcąc napawać się tym drobnym triumfem. Chciał pokazać Kurtowi kto tu rządzi. Jednak kiedy spojrzał w tył zorientował się, że jest już sam…

***

Zgodnie z oczekiwaniami zadanie wcale nie było tak proste jak zapewniał Adelmar. Obserwował swój cel od kilku dni i już wiedział na czym polegała niezwykłość kobiety którą miał zabić. Córka Dilmakera okazała się być czarodziejką. I to całkiem niezłą jeśli wierzyć plotkom krążącym po mieście. Miała na imię Yvette. Była raczej pospolitej urody, co nadrabiała niesamowitą bystrością umysłu. Podobno w dużym stopniu to właśnie dzięki niej jej ojcu tak dobrze się powodziło. Ponadto przyciągała wzrok bogatymi i modnymi strojami. Swój magiczny talent wykorzystywała do pomagania ludziom. Poświęcała swój czas pomagając chorym i cierpiącym. Staruszkom przynosiła maści na bolące plecy, a matkom wręczała wywary mające przynieść ulgę gorączkującym dzieciom. Kiedy było trzeba pomagała też rannym. Oczywiście nigdzie nie ruszała się bez ochrony jaką wynajął dla niej troskliwy ojciec. Na każdym kroku podążało za nią dwóch potężnie zbudowanych mężczyzn patrzących z niechęcią na każdego kto zbliżał się do ich pani. Kurt wiedział jednak, że Yvette potrafi sama zadbać o siebie i że to właśnie ona będzie najgroźniejszym przeciwnikiem spośród tej trójki. Na razie prowadził tylko obserwacje, starał się poznać zwyczaje swojej przyszłej ofiary. Zbierał też o niej informacje. Jak dotąd nie dowiedział się nic ciekawego. Córka kupca wydawała się być święta. Jednak Kurt wiedział, że takie jak ona nigdy święte nie są. To tylko kwestia czasu aż natrafi na coś interesującego. Coś, co będzie mógł wykorzystać…

***

Okazja trafiła się sama, gdy kilka dni później Yvette ukradkiem opuściła dom. Była zupełnie sama. Ubrana w długi, obszerny płaszcz z kapturem naciągniętym głęboko na twarz. Od razu widać, że nie chciała być rozpoznana. Kurt mógł załatwić sprawę od razu, na odległość, nawet nie pokazując się ofierze. Zniknąłby zanim ktoś zorientowałby się że coś się stało. Jednak wiedziony ciekawością postanowił najpierw dowiedzieć się gdzie tak skrycie wybiera się dziewczyna. W jego fachu taka ciekawość byłą słabością, jednak czasem nawet najlepsi jej ulegają. Podążał za nią głównymi ulicami miasta. Yvette zatrzymywała się przy różnych straganach, jednak nic nie kupowała. O tej porze miasto tętniło życiem, więc Kurt musiał bardzo uważać, by nie stracić jej z oczu. Kilka razy o mało jej nie zgubił. Wyglądało na to, że stracił swoją szansę, obecność tylu świadków wykluczała wykonanie zadania - to byłoby zbyt ryzykowne. Jednak doświadczenie pchało go naprzód, czuł, że okazja jeszcze się nadarzy. Cierpliwość została nagrodzona, gdy dziewczyna zboczyła z głównych ulic wkraczając w ciemne i kręte zaułki. Tu niemal zawsze było pusto. W jednej z takich uliczek Yvette nagle zatrzymała się. Wyglądała na zaniepokojoną.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%