Filozofia · 6 min czytania
Droga Wolności
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ROZDZIAŁ 2 – DOM BARW Miasto, w którym mieszkała Rainbow, było równie szare i ponure, co każde inne. Jednakowe domy z jednakowymi stalowymi fasadami i białymi oknami. Szare, betonowe ulice nic nie znaczących numerach zamiast patronów. Ołowiane latarnie dające rozproszone, siwe światło hebanowymi, ponurymi nocami. Nawet drzewa w niewielkim parku sprawiały wrażenie popielatych. Jakby całemu miastu odebrano życie przez odebranie barw. Dom, w którym urzędowała Raibow, nie wyróżniał się. Kiedyś był szkołą, później popadł w lekką ruinę. . Wykupiła go i odremontowała przy pomocy pierwszej „tury”. Od fasady wciąż nie różnił się od innych ustawionych przy tym szarym placu. Jedynym wyróżniającym go elementem była biała tabliczka z czarnymi literami ogłaszająca: DOM BARW Sierociniec Plac 44 Ale nawet w tym, poza nazwą ni było nic nadzwyczajnego.. Jeszcze jeden dom wychowujący w tej stalowej rzeczywistości ponurą dzieciarnię. Ale pozory mylą. I aby się o tym przekonać wystarczyło przekroczyć Dom Barw. W pierwszych pokojach królowały gustownie połączone czerń i biel, a zaraz za nimi zaczynała się istna orgia barw – każdy pokój, każde pomieszczeni w innym kolorze. Niczym w tańcu przeganiające się i współgrające w całym wnętrzu, na przekór zewnętrznej szarości. Było to szokiem dla każdego nowego. A jednak prawie każdy natychmiast zakochiwał się w tych starannie dobranych barwach i wzorach. W drzwiach Rainbow, Xantone i cała nowa „tura” minęli notariusza i lekarza, którzy niezwykle grzecznie i radośnie przywitali i jednocześnie pożegnali wracających. Gaix prychnął coś niemiłego, za co Xantone prawie zdzielił go pięścią. Powstrzymała go Rainbow przytrzymując za nadgarstek. - Nie, przyjacielu. A ty, Gaix, pamiętaj: tu obowiązuje zasada wszyscy za jednego, jeden za wszystkich. A tamtych dwóch nie radzę obrażać. Lekarz często się przydaje. „Tura” została wprowadzona do pierwszego z czarno-białych salonów i ustawiona w szeregu. Przed nimi stanęła Rainbow z kilkuletnim chłopcem w ramionach. - Witajcie w Domu Barw. Jak zapewne wiecie, mam na imię Rainbow i to właśnie ja was odkupiłam. Zarządzam także tym domem. To jest Madox, jest jednym z podopiecznych. - Mam pięć lat – potwierdził szczerząc zęby mały. – Pięć i pół. - Tak. Ale czy to nie czas na drugie śniadanie, Madoxie? – zapytała miękko chłopca stawiając go na ziemi. - Upss – wykrzyknął ten zakrywając dłońmi usta i szybko zniknął za drzwiami. - Dom Barw to taka przenośnia? – Zapytała jedna z dziewcząt, ruda. W tej samej chwili jeden z młodzieńców z sykiem kazał jej się zamknąć, przypominając o zasadach. - Spokojnie, nic się nie stało. Możecie pytać swobodnie. Nie, Dom…