Horror · 6 min czytania
Droga zagłady Finał
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miejsce gdzieś na ziemi, takie jak tysiące innych. Jakieś wzgórze, kawałek równiny obrośniętej trawą, sielski spokój. Nawet wnikliwy obserwator nie zauważyłby, że to właśnie tu rozegrała się największa bitwa w dziejach świata. Tutaj starły się potęgi światła i ciemności, dobra i zła. Właśnie w tym miejscu odbył się pojedynek upadłego anioła ze swoim stwórcą, zakończony porażką pierwszego. Dawno temu Bóg udzielił łaski pokonanemu, zsyłając go do piekła, na wieczne potępienie. Świat się uspokoił, chłodzony poranną bryzą, która czyniła klimat bardziej sennym. Wszystko toczyło się powoli, ptaki szybowały w powietrzu, ryby pływały w strumyczku nieopodal, życie trwało w stanie prawie uśpienia. Wszystko zmieniło się, gdy pojawił się on. Zbudowany podobnie jak człowiek, lecz znacznie większy. Rysami twarzy absolutnie nie przypominając naczelnego, budząc odrazę i pożądanie niczym portret jakiegoś pijanego abstrakcjonisty, rozglądał się po okolicy. Dwa potężne skrzydła falowały delikatnie na wietrze, cały świat powoli wstrzymywał oddech, patrząc na okrutne ciało potwora stojącego w tym starożytnym miejscu. Jedno słowo zmroziło czas, pojedynczy wyraz - imię, spowodowało reakcję całego otoczenia, które znało je zbyt boleśnie, by móc zapomnieć. - Lucyfer! - Krzyknął ponownie. Upadły anioł pojawił się na zawołanie. - Daj mi swoją moc Lucyferze, już czas. - To nie była prośba, tylko rozkaz, a to wprawiło diabła w konsternację. - Nie potrzebujesz mojej mocy, masz dość, by po rytuale wzmocnienia rzucić To zaklęcie. Potwór zmrużył oczy. Zastanawiał się chwilę nad słowami oponenta, który był już mniejszy niż on. - Daj mi swoją moc. - Ponowił rozkaz, zupełnie nie przejmując się odmową. Lucyfer poczuł, że coś jest nie tak. - Nie dostaniesz jej! - Sam tego chciałeś... - Powoli ruszył w stronę demona. Lucyfer zdał sobie sprawę, że zaczął się cofać. Pierwszy raz w życiu poznał strach i absolutnie nie podobało mu się to uczucie. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa i upadł. Potwór stanął nad nim. Najwyraźniej się uśmiechał. - Chciałem byś zobaczył swoje dzieło, lecz ty postanowiłeś mnie zdradzić. Chwycił Lucyfera za gardło i uniósł wysoko. - Teraz... Zginiesz. Wbił mu łapę w klatkę piersiową i wyrwał czarne serce. Z początku diabeł nie zareagował, patrzał się tylko na cały spektakl, czując się tylko widzem a nie aktorem. Gdy potwór postawił go na nogach, powoli zaczynał rozumieć sytuację. Czuł, że opuszczają go siły, zdołał jedynie wykrzywić twarz w grymasie zdziwienia. Najpierw osunął się na kolana, a potem sakramentalnie uderzył mordą o ziemię. Cała scena śmierci trwała może dziesięć…