Fantastyka · 8 min czytania
Drozd i Kruk.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Andrzej Marek Nowak
Drozd i Kruk czyli historia opowiedziana przez Tyciutka krasnoludka.
ISBN 978–83-928089-3-0
Wszelkie prawa zastrzeżone. ©2008 Copyright by Andrzej Marek Nowak.
ROZDZIAŁ 1.
Tyciutek.
Część 22 / 2
Pewnego dnia, gdy siedziałem sobie na werandzie mojego malutkiego domku, pojawił się przede mną malutki ludzik. Byłem tym bardzo zaskoczony, bo nie wierzyłem już w to, że takie małe ludki są jeszcze na świecie. Nie miał na sobie jakiejś dziwnej czapki z pomponem ani tym bardziej jakiegoś stroju krasnoluda z innych bajek. Był ubrany zwyczajnie i był bardzo malutki. Przywitał się ze mną nazywając mnie bajkopisarzem i powiedział, że ma na imię Tyciutek. Przybył do mnie dlatego, że chciał mi opowiedzieć pewną historię z dziejów Wielkiego Lasu. Więc spisałem ją dla Was. Tyciutek to jest krasnoludek o wielkim sercu i niespotykanie wielkiej dobroci. Nie powiedział mi tego wprost, ale z jego słów i opowiadania ta jego dobroć wypłynęła. Chodził sobie kiedyś po Wielkim Lesie i rozmyślał o różnych sprawach. Pomagał wszystkim tym, którzy tego potrzebowali. Poznał też muchę Luffę i Gołoza olbrzyma, który... no właśnie, o tym opowiem Wam w tej historii. Tyciutek ma też moc wielkiego czarodzieja. Jest wspaniałym leśnym lekarzem. Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nie było na świecie bajek ani powiastek ani bajkopisarzy, Tyciutek szedł sobie wśród leśnych traw i sosen do chatki starego Dobromira. By to mędrzec nad mędrcami i potrzebował lekarstwa na kaszel. Tyciutek mijał właśnie jeziorko, w którym bywały nimfy wodne. Jesienią na wrzosowiskach tkały z babiego lata zwiewne szatki na zimowe chłody. Nocą kąpały się w srebrnej rosie i promykach Księżyca. Wśród traw zielonych i pięknych, jak rzęsy wodnej nimfy, stanął sobie Tyciutek na paluszkach i wystawił główkę, bo usłyszał dźwięki muzyki. Ale że był malutki więc nic nie zobaczył. Podskoczył i dostrzegł, że nad jeziorkiem Leśnym Oczkiem wśród mgieł i promienistych blasków Księżyca pląsały w tańcu nimfy wodne. Były one bardzo szczęśliwe i rozradowane niczym skowronki o poranku. A wiatry leśne szumiały wśród drzew i krzewów. Jak małe dzieci kręciły się i wirowały w pląsach i podskokach. Już nie pierwszy raz tańcowały panny wodne z wiatrami leśnymi i z falami jeziorka. Teraz to był taniec z Balu nad Balami. Był on zawsze wtedy gdy w Wielkim Lesie zdarzyło się coś dobrego. Tańcowały tu razem ze sobą różne zwierzęta i owady, motyle, muszki, pszczółki, bączki i inne leśne duszki. Gadały sobie, mruczały, kląskały, pluskały, trurlały i pimpały. Spoglądały na siebie, patrząc, które ma bardziej zwiewną szatkę czy ładniej rozłożone skrzydełka, piękniejsze czułki czy zgrabniejsze brzuszki.
ROZDZIAŁ 2. Drozd i Kruk.
A wśród nich Drozd i Kruk, dwaj nie wiadomo co? Przyjaciele, koledzy czy tylko znajomi kamraci. Natykali się na siebie wśród leśnych ostępów w szumie sosen i dębów wiekowych, buków niezabuków i brzóz białokornych. Jeden bez drugiego nie mógł w końcu żyć. Gdy się spotykali to Kruk powarkiwał i kłapał swym dziobem na Drozda niczym pies gończy na zdobycz. Nie lubił go i chętnie by go potarmosił, gdyby nie strach przed ludkami - krasnoludkami, tymi tycimi maluśkimi krasnalkami. Choć byli oni mali, to byli silni i potężni bo mieli swoją czarodziejską moc. Mogli nawet stawić czoła wielkiemu Gołozowi, mieszkańcowi Skalnej Góry. U niego kruk był częstym gościem i chętnie dzielił się z nim wieściami z Wielkiego Lasu. Nie odmawiał on smakołyków, które Gołoz mu podsuwał. Kiedyś, Gołoz był przyjacielem leśnych duszków i panien wodnych. Też różnych ptaków, owadów, zwierzątek płowych i szarych. Od czasu gdy nastała sroga zima i Gołoz nie wpuścił ich do swej jaskini, cała Dolina przestała go lubić.
* * *
A radosna muzyka wciąż dźwięczała trelami na Wielkiej Polanie. Różne robalki, gąsienice,…