Duchy · 24 min czytania
druga część mojego opowiadania
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 2 niedziela
Tej nocy Ewelina spała spokojnie. Obudziła się o 8:15. Leżała jeszcze kilka minut wyobrażając sobie szkołę do której będzie chodzić. Wszyscy w domu jeszcze spali. Ona wstała z łóżka, i rozglądając się po pokoju, zwróciła uwagę na Maksa. „ Jaki on jest śliczny... STOP! Tego nie było!” pomyślała, jednak po chwili otrząsnęła się i poszła do kuchni. Napiła się wody i poszła do salonu, objrzeć coś w telewizji. Nie mogła się skupić na tym, co akurat leciało. Cały czas różne myśli miotały się w jej głowie. Najczęściej myślała o nawiedzonym domu na ulicy kruczej. Oglądała i myślała do około 9:00. Niespodziewanie obudziła się Żaneta, spoglądając na Ewelina powiedziała: - Co ty się tak zerwałaś? - Jak to zerwałam, przecież jest dziewiąta. - No to wcześnie. - Ja nigdy nie wstawałam tak późno, zawsze chodziłam do kościoła na 9:00. - Do kościoła, a po co? - ...Do kościoła chodzi się zazwyczaj po to, żeby się pomodlić... - A, tak... u nas to tylko Gabriel chodzi... mi się nigdy nie chce... - A Maks? - On nie wierzy, przecież już mówiłam... nie wiem czy na świecie jest chociaż jedna rzecz, w którą uwierzy... - Aha... a mogłabyś mi pokazać gdzie jest najbliższy kościół? - Znaczy jak będę jechać do sklepu popatrzeć ciuchy... jeszcze mamy jechać po tego zwierzaka, to cię mogę podrzucić, chyba że chcesz jechać ze mną... - Nie, wolę do kościoła. - A co ze zwierzątkiem? - To wiesz co? Kup mi to, co uznasz za stosowne, tylko nie chomika albo świnkę morską. - Jak chcesz... może kupić ci jakieś ubrania, tylko powiedz jaki masz rozmiar i co ci się podoba... - Nie, nie ma takiej potrzeby... - Nagle Żaneta wstała z łóżka i poszła do kuchni, po chwili przyszła z katalogiem podała go Ewelinie i powiedziała: - Masz, zaznacz to, co ci się podoba, a jaki masz rozmiar? - M albo L. - A ile masz wzrostu? - A po co ci mój wzrost? - Pytam z ciekawości, bo jesteś wysoka. - 180cm, ale wolałabym być niższa... - Dlaczego? - Bo tak głupio patrzeć na wszystkich z góry i od większości osób w moim wieku jestem wyższa... - Przestań, jest dobrze. Po czym poszła się ubrać. Ewelina została z i braku ciekawego zajęcia zaczęła przeglądać katalog. Podobało się jej sporo rzeczy, ale nie zaznaczała wszystkiego, żeby nie obciążyć kosztami Żanety. Gdy odłożyła katalog na stolik, poszła do pokoju, żeby się uczesać. Związała włosy i poszła do salonu. Jednak nie mogła usiedzieć w miejscu. Cały czas chodziła po całym mieszkaniu, miętoląc w reku swoją ulubioną bransoletkę. Trwało to mniej więcej pięć minut. Gdy Żaneta wyszła z łazienki, spojrzała na Ewelinę, która nerwowo chodziła po kuchni i spytała: - Co ty tak łazisz po domu jak kot z pęcherzem? Nie możesz usiąść w miejscu? - ...A przeszkadza ci to? - spytała zaniepokojona Ewelina – zawsze jak o czymś głęboko myślę to chodzę bez celu. - Czy przypadkiem coś się nie stało? - zapytała widząc nerwy w oczach Eweliny. - Nie, skąd... a na którą jest najbliższa msza? Żaneta spojrzała na zegarek i powiedziała: - Hmm... jest 9:32, to na jedenastą. - To co, już się szykować? - Najpierw zjedz śniadanie. - A co mam wziąć? - Co chcesz... - odpowiedziała, po czym poszła do salonu. Ewelina przeglądając zawartość lodówki zrobiła sobie kanapki, zjadła je, po czym poszła do łazienki, żeby się ubrać. Wychodząc zobaczyła, że Żaneta ogląda jakąś telenowelę brazylijską. Zdziwiła się, ale z ciekawości podeszła do niej i spytała: - Co to jest? - To „wieści Eleonory” bardzo ciekawy serial... Ewelina nic nie odpowiadając pomyślała „Jak można takie coś oglądać?”. Znów chodziła bez celu, czekając aż Żaneta skończy oglądać. Weszła do pokoju, znów spojrzała przez okno, ale nic ciekawego nie zobaczyła. Przechadzając się po pokoju, zauważyła książkę, lezącą na parapecie. Gdy podeszła do niej i sięgnęła po nią ręką, przypomniało jej się, że wczoraj nie wyjęła ze swojej walizki wszystkich swoich książek. Postanowiła że zrobi to teraz. Wzięła kilka do ręki, po czym układała je w szafie. Nagle jedna wypadła jej z ręki i spadła na ziemię, wywołując echo. Wtedy obudził się Maks i krzyknął: - Co ty robisz! Nudzi ci się!... - Układam książki!... nie wolno... - Nie mogłaś tego zrobić wczoraj? - Zapomniałam, chyba mam do tego prawo!... a poza tym co mam robić... jak usiądę przy kompie, to zaraz będziesz miał pretensje... a przecież nie będę oglądać tego durnowatego „serialu” Żanety... - „Wieści Eleonory”...tak? - Chyba tak, ale to jest takie głupie... a o czym to w ogóle jest? - Wiesz, ja tego nie oglądam, ale z tego co się orientuje, to w pierwszym odcinku jakiejś babce urodziło się dziecko, a jej siostra, właśnie Eleonora, co odcinek oznajmia tą wieść komu innemu... - Yyy... a ile to ma odcinków? - spytała zdziwiona Ewelina. - ...Chyba 3 tysiące... ...Ci ludzie czasami naprawdę nie mają co robić... - Ta.... - odpowiedział obojętnie po czym przewrócił się na drugi bok i zasnął. Ewelina położyła książki i poszła zobaczyć, czy Żaneta skończyła oglądać. Na szczęście okazało się, że tak, więc ubrały się obydwie i pojechały. Zatrzymały się przy kościele: - Trafisz sama do domu? - spytała troskliwie Żaneta. - Tak... Pożegnała się z nią i odjechała. Ewelina spojrzała na kościół. Był piękny. Wysoka budowla, a wokoło rosły duże drzewa, które dodawały mu uroku. Weszła do środka i usiadła w bocznych ławkach. Był jeszcze czas przed rozpoczęciem mszy, więc rozglądała się po kościele. Zerkała często na ludzi wchodzących do kościoła. Nagle zauważyła grupę nastolatków, na którą szczególnie zwróciła uwagę. Usiedli po drugiej stronie kościoła. Kilka minut później zaczęła się msza... Po błogosławieństwie, gdy wracała do domu, rozglądała się po okolicy. Uważnie sprawdzała nazwy ulic. Najpierw była Bagienna, poprzez M.Skłodowskiej i Wiatrową, aż jej uwagę przykuła mała piaszczysta uliczka. Weszła w nią. Okazało się, że to wspomniana wcześniej Krucza.Z ciekawości poszła dalej. Wydawało jej się tam dziwnie, ponieważ prawie wszystkie działki były puste. Po krótkim czasie przechadzając się tamtędy ujrzała duży dom. Był duży, zbudowany starodawnymi technikami budowlanymi. Gdy na niego spoglądała, miała dziwne uczucie, ponieważ znała jego historię. Podeszła bliżej. Na początku stała wielka ładnie ozdobiona brama. Była otwarta. Droga, która prowadziła do wejścia była szeroka i wyłożona kostką brukową. Zarówno po jednej jak i po drugiej stronie rosły wysokie dęby. Na końcu dróżki stał wcześniej wspomniany wielki dom. Chciała tam wejść, ale nie miała na tyle odwagi, więc się wróciła. Kiedy wracała intensywnie myślała o tym, co mogło się w tym domu stać. „Nie wiadomo tylko, czy to na pewno prawda, czy głupie ploty...”. Gdy wróciła do domu, oprócz Maksa nikogo nie było. Zdjęła buty i weszła do pokoju. Maks siedział przed komputerem. Ewelina podeszła do niego i nie wiedząc co robić, spytała: - Już wstałeś? - ...Co w tym dziwnego? - spytał ozięble Maks. - Tak spytałam – odpowiedziała wyraźnie speszona Ewelina. Nastała cisza. Nadal stała i nie wiedziała co zrobić. „Nie no... co mam powiedzieć, żeby podtrzymać rozmowę... ale dzisiaj jest jakiś inny, mniej miły.. Nawet go nie znam... co mam robić?...”. Po krótkim czasie Maks spytał z podniesionym głosem: - Długo będziesz tak nade mną stać?! Ewelina nic nie odpowiadając poszła do salonu. Tam usiadła na fotelu i włączyła telewizor na program muzyczny. „ Myślałam, że nawiązałam z Maksem dobry kontakt... Aha, jasne! o tym mogłam tylko pomarzyć... kiedy Żaneta przyjedzie.... nudzi mi się! Mam nadzieję, że kupi mi królika, a nie jakiegoś chomika... nie znoszę chomików...”. Na chwilę przerwała swoje przemyślenia, spoglądając na teledysk, który właśnie leciał. „ Co to jest? To jest tak beznadziejne, że aż się rzygać chce! A najgorsze jest to, że takie ''hity'' wszystkim się podobają..”. Po czym wzięła pilota i przekręcała losowo po programach z nadzieją, że znajdzie jakiś coś wartościowego. Jednak nie było nic, co by ją zainteresowało. Po krótkiej chwili weszła Żaneta. Miała ze sobą dożo toreb z ubraniami i nie tylko. Podeszła do Eweliny: - Te są dla ciebie, a te dla mnie – powiedziała oddając jej połowę tego, co miała – a to twoje zwierzątko. Ewelina rzuciła torby z ubraniami w kąt, a do ręki wzięła pudełko. Gdy je otworzyła, była w nim klatka, a w niej mały króliczek. Był cały czarny i bardzo ładny. Od razu wyjęła klatkę, położyła ją na stoliku w salonie. Usiadła obok i cały czas patrzyła na niego. Po chwili spytała: - Chłopiec czy dziewczynka? - Chłopak, jak go nazwiesz? - spytała robiąc w swojej szafie miejsce na ubrania. - Jeszcze nie wiem, ale i tak jest śliczny... dziękuję! - Nie ma za co... mi też się spodobał, on coś w sobie ma. - odpowiedziała uśmiechając się i upychając rzeczy w szafie – weź spakuj te ubrania, a jak będziesz miała czas to przymierz. Ewelina wzięła torebki z przedpokoju i niedbale wsadziła je do swojej szafy. Po czym poszła po królika i zabrała go do pokoju. Postawiła klatkę na swoim łóżku, usiadła obok niej i powiedziała: - Jaki on jest super... Maks odwrócił się, spojrzał na klatkę i spytał: - Co to jest? - Króliczek, prawda że słodki? - No... gdzie postawisz klatkę? - Jeszcze nie wiem. Jego pojemnik na wodę jest pusty, pójdę nalać. - powiedziała wstając z łóżka. Po chwili wróciła, przyczepiła pojemnik do klatki. Królik od razu podbiegł do niego i pił. - Tego było ci potrzeba! - powiedziała Ewelina – może chcesz jeść? Wyciągnęła karmę i nasypała do małej miseczki. Wsunęła królikowi do klatki. Po czym spojrzała na Maksa i spytała: - Jak go nazwać? Nie wiem. - odpowiedział od niechcenia Maks z głową odwróconą w stronę monitora. - Co, nigdy nie miałeś zwierzaka? - Nie... nie mam na to czasu. - Ja bym nie mogła bez zwierzaka... wiem! Nazwę go Baks. - Ta... bardziej oryginalnego imienia dla królika nie mogłaś wymyślić... - powiedział z ironią Maks. - To jak jesteś taki mądry to wymyśl coś lepszego! - Co to mój królik, żebym wymyślał mu imię?! Skoro go chciałaś to nad imieniem mogłaś się zastanowić wcześniej... ale skoro nie myślisz tak samo jak twoja ciotka to już nie moja wina... - Wiesz co? - spytała Ewelina z przykrością w głosie. Jednak Maks nic sobie z tego nie zrobił. Po chwili włączył sobie jakiś film. „ A właśnie, że nazwę go Baks! Na złość! Specjalista od imion się odezwał! ”. Po czym otworzyła mu klatkę, a on wybiegł na łóżko. Jeszcze nieśmiało się zachowywał, ale powoli się przyzwyczajał. Ewelina z powrotem włożyła go do klatki, wstała i spytała: - Gdzie go mogę postawić? - Wszędzie, tylko z dala od moich rzeczy. Rozejrzała się po pokoju i szukała mu miejsca. Pomieszczenie nie było małe, ale za to wszędzie były rzeczy Maksa. Nie chcąc pytać go więcej o zdanie poszła do salonu. Tam Żaneta leżała na kanapie i pisała coś w zeszycie z różową okładką. Ewelina usiadła obok i spytała: - Gdzie mogę postawić klatkę? - Jak to gdzie? No najlepiej w swoim pokoju. - Ale tam nie ma miejsca... - To postaw na razie w regale, później się coś wymyśli... Ale jak już się zajęłaś królikiem, to przymierz ubrania, które ci kupiłam. Ewelina postawiła klatkę na regale, wyjęła torebkę z ubraniami poszła do łazienki przymierzyć. Była w niej jedna para spodni, trzy bluzki i bluza. Wszystko jej się podobało, poza jedną bluzką, która miała duży dekolt. Po wyjściu z łazienki podeszła do Żanety, która leżała tak jak wcześniej na kanapie. Lecz Żaneta spytała pierwsza: - I jak? - Tak to wszystko mi się podoba, poza tym.. - Dlaczego? Bardzo ładna bluzka. - Ale ma za duży dekolt. - Duży? Ty jeszcze za dużego dekoltu nie widziałaś... - Myśl co chcesz, ale ja tego nosić nie będę – powiedziała kładąc ją na kanapie. - Nie to nie! ja będę nosiła. - Ok.