Romans · 23 min czytania
Druga szansa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Nie pozwolę się już wysłać w żadną delegację! – jęknęłam wchodząc do domu. – A na pewno przez najbliższe pół roku! - Cześć. Tak strasznie było? – spytał mój mąż, nie kryjąc uśmiechu. Za każdym razem tak mówiłam. Westchnęłam ciężko. - Jestem tak piekielnie zmęczona, że sobie nie wyobrażasz. Praca od świtu do nocy, bo jak już fundują ci drogi hotel, to myślą, że jesteś do ich dyspozycji przez dwadzieścia cztery godziny na dobę! Cześć córeczko. - Cześć. Lilka podniosła oczy znad gazety, bez większego zainteresowania, jakby nie było mnie dwie godziny, a nie trzy dni. Specjalnie mnie to nie dziwiło, bowiem Alicja, zwana Lilką wchodziła właśnie w młodzieńczy okres buntu, kiedy to rodzice stają się największym wrogiem. Znałam już to z autopsji, przeżyłam to kilka lat wcześniej z Olkiem. Wtedy bardzo przeżywałam jego dziwne zachowanie, ale kiedy samo przeszło zrozumiałam, że nie ma co się gorączkować. Tak musi być. - A gdzie Olek? – spytałam zdejmując buty. – Wyszedł gdzieś? - Jest u siebie. – odrzekł Michał, nie patrząc mi w oczy. Aha. Znów się pokłócili... - Nie mów, proszę, że się posprzeczaliście. – poprosiłam, lecz mój mąż wzruszył ramionami, wciąż unikając mojego wzroku. Zrobiło mi się przykro. Ostatnio coraz częściej im się zdarzało kłócić. Westchnęłam ciężko, bo planowałam wziąć długą kąpiel, przebrać się w coś wygodnego i posiedzieć przed telewizorem. Jednak nie mogłam tego tak zostawić. Musiałam porozmawiać z Olkiem. Zajrzałam do niego, siedział nad książką, ze słuchawkami na uszach. - Już jesteś? – powiedział wesoło, kiedy mnie zauważył. - No, na szczęście już. Nie czekając na zaproszenie usiadłam koło syna na łóżku. - O co znów wam poszło? Olek wzruszył ramionami i – podobnie jak Michał, odwrócił wzrok. - O to co zwykle. - To znaczy? Zawsze mówisz to samo. Może wreszcie dowiem się prawdy? Dłuższą chwilę Olek milczał, w końcu westchnąwszy ciężko powiedział: - Zawsze jak wyjeżdżasz usiłuje mnie wychowywać! - Myślałam, że już to sobie wyjaśniliśmy... - Jemu to wyjaśnij! – krzyknął w odpowiedzi Olek. – Niech sobie rządzi Lilką, niech ją wychowuje! A mnie niech da spokój! Zawahałam się. Byłam potwornie zmęczona, marzyłam o odpoczynku w cieplutkim domu, na przytulnej kanapie, ale należało rozwiązać ten problem teraz. Nie mogłabym zasnąć, wiedząc jak pogłębia się nienawiść pomiędzy nimi dwoma. - Ubierz się i chodź. – powiedziałam w końcu.
W zasadzie nie wiedziałam, dokąd chcę jechać, gdzie go zabrać. Chciałam tylko znaleźć miejsce, gdzie będę mogła porozmawiać z synem bez świadków i świadomości, że Michał siedzi tuż za ścianą. - Wydawało mi się, że zrozumiałeś, że Michałowi wcale nie o to chodzi, żeby cię wychowywać. On nie chce zastąpić ci ojca. - Bzdura! – oburzył się Olek. – Kiedy ciebie nie ma, on tylko czeka na pretekst, żeby mnie musztrować! I tylko mruczy: gdybym ja był twoim ojcem... - Synku. – odrzekłam z boleścią. – Ja porozmawiam z Michałem, ale ty też spróbuj go zrozumieć. Nie musisz go kochać, ale to przecież nie jest takie trudne starać się odnosić do niego z szacunkiem? - On nie zasługuje na mój szacunek! – przerwał mi syn ze wzburzeniem. - No, jak możesz? Jak możesz tak mówić? – zdenerwowałam się. – Od tylu lat Michał pomagał mi... nam. Nagle coś mnie tknęło. - O co tak naprawdę poszło? Ponieważ Olek zamilkł, utwierdziło mnie to w przekonaniu, że słusznie podejrzewałam że jest inny powód ich kłótni. - No? – zniecierpliwiłam się. – Co takiego Michał zrobił? Mój syn nadal milczał, a mnie denerwowało to coraz bardziej. - Olek! - Powiedział... powiedział, że zrobiłaś błąd wychodząc za ojca. Że cię unieszczęśliwił. Osłupiałam. Ze wzburzenia odjęło mi mowę. - Co... co takiego?! Zatrzymałam się na poboczu, bo źle skończyłaby się dalsza jazda. Miałam ochotę wrócić i zrobić awanturę Michałowi. I kazać mu się wynosić w diabły. Zrobiłam błąd, wychodząc za Adama!!! - Synku. – powiedziałam słabo, odpinając pas. – Chodź, przejdziemy się i porozmawiamy. Pogoda nie była spacerowa, bo w powietrzu wisiała wilgoć – zapowiedź deszczu, ale musiałam ochłonąć. Tak naprawdę nigdy nie mówiłam Olkowi, jak to było z jego ojcem. Nie opowiadałam mu jak się poznaliśmy i ile przeszliśmy, żeby być razem... Ale Michał trochę wiedział, jak więc mógł powiedzieć coś takiego? Nie wiedziałam, czy Olek był na tyle dojrzały, by zrozumieć; czy mogłam opowiedzieć mu wszystko? Jednak cierpienie, jakie malowało się na twarzy mojego syna sprawiło, że zdobyłam się, by mu powiedzieć prawdę. - Wiesz, jak to było z twoim ojcem? Tak od początku? Może Michał ci powiedział? Olek pokręcił głową. - Jak poznałam twojego ojca byłam bardzo młoda. On pracował u mojego ojca – w zależności od sezonu, albo w tartaku, albo przy wyrębie lasu. I właśnie tam, w letnim domu, obok którego mieścił się tartak poznaliśmy się. Nagle przed oczami stanęły mi wydarzenia sprzed prawie dwudziestu lat. - Na początku w zasadzie nie zwracałam na niego uwagi, z resztą widywałam go rzadko, tylko w porze posiłku, kiedy razem ze wszystkimi przychodził jeść. Zaczęłam mu się przyglądać dopiero, kiedy jedna z dziewczyn z gospodarstwa powiedziała mi, że podobno on kocha się we mnie. Wiesz, tak z ciekawości. Olek słuchał z zapartym tchem. Nie było mi łatwo o tym mówić. Pomimo upływu czasu to wciąż bolało... - Mnie nie było wolno rozmawiać z tamtymi ludźmi, z pracownikami, ale rodzice często gdzieś jeździli i nudziłam się śmiertelnie, więc chodziłam wszędzie i ze wszystkimi się przyjaźniłam. Coraz częściej zaczęłam chodzić do tartaku. Intrygował mnie ten Adam, chociaż w pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, że z tą jego miłością to bujda, bo on zupełnie unikał mojego wzroku i jakoś tak wcale nie starał się do mnie zbliżyć. W końcu to ja się zakochałam. I zaczęło się. Oczywiście długo wszystko ukrywaliśmy, ale w końcu uznałam, że nie chcę tak żyć. Chciałam, by wszyscy wiedzieli, jak nam jest cudownie razem. Bo z czasem okazało się, że on jest najcudowniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek poznałam. Nie potrafiłam już sobie wyobrazić życia bez niego. Ale rodzice tego nie zrozumieli... - I co? Jak to się stało, że w końcu wzięliście ślub? – dopytywał się Olek, kiedy urwałam, żeby obetrzeć łzę. - To nie było takie proste. Po tej wiadomości, jak się spodziewałam, natychmiast wyrzucili Adama, a mnie wysłali do Warszawy. Cały czas byłam pilnowana, kontrolowali moje rozmowy telefoniczne, listy. Nigdzie nie mogłam ruszyć się sama. Nie wychodziłam, prawie nie jadłam... Chciałam ze sobą skończyć. Moje życie bez niego nie miało sensu. - No, ale się nie zabiłaś. – powiedział Olek. – No, na szczęście... - Nie zabiłam się, bo... – urwałam, zastanawiając się, na ile dziewiętnastolatek może zrozumieć takie sprawy. Brnęłam jednak dalej. – Zabiłabym dwie osoby.. Okazało się, że jestem w ciąży. – uśmiechnęłam się na samo wspomnienie i pogłaskałam syna po głowie. – Spakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy i uciekłam. Na szczęście dla mnie zaczął się rok akademicki i już pierwszego dnia, po pierwszym wykładzie uciekłam. Pojechałam do domku letniego. Wiedziałam, że Adam mieszkał gdzieś w tamtej okolicy. Udało mi się go znaleźć. Czy wiesz, że on przez wiele dni stał pod moim domem, by chociaż przesz okno mnie zobaczyć? – znów poczułam spływającą łzę. Duchy przeszłości dławiły mi gardło i potrzebowałam dłuższej chwili, by znów zacząć mówić. - Myślałam, że już zawsze będziemy razem, ale Adam uparł się, że musi być „jak trzeba”. - To znaczy, jak? – spytał Olek. - Zabrał mnie do domu, do Warszawy, żebym opowiedziała wszystko rodzicom. Nie będę ci opowiadać, co przeżyłam podczas tej rozmowy... Ojciec nie chciał słyszeć o Adamie i koniec końców stanęło na tym, że mogę sobie robić co zechcę, ale oni nie chcą mnie widzieć i wydziedziczają mnie definitywnie. Ja miałam gdzieś ich pieniądze! Mogłam sobie mieszkać bodaj w drewnianej chatce, byle z nim. Adam nieraz pytał, czy nie żałuję. Ale czego ja mogłam żałować? Miałam wszystko, czego potrzebowałam i czego chciałam. Nie wyobrażasz sobie, jaka byłam szczęśliwa. Nie potrzebne mi były luksusy, jakie miałam w domu rodziców. Niczego mi nie brakowało. Jak skończyłam dwadzieścia jeden lat dostałam spadek po babci, bo taka to była rodzinna tradycja, że dopiero po ukończeniu tego wieku mogłam tym spadkiem rozporządzać. Zamyśliłam się. Tamte pieniądze dużo nam pomogły, ale jakby ich nie było, też byłoby dobrze. - Wiesz, że to on zawsze wstawał w nocy, kiedy płakałeś? Przynosił cię do łóżka, a jak już cię nakarmiłam nosił cię na rękach, dopóki nie zasnąłeś. Czasami kilka godzin, mimo że rano musiał wstać do pracy. Zauważyłam, że Olek ma w oczach łzy. - Mnie też nosił na rękach. Przynosił mi kwiaty, czekoladki... Rozśmieszał, kiedy miałam zły humor. Na pewno pamiętasz, jaki był? - Niewiele, ale... Pamiętam, że był dobry. - Był dobry. Był cudownym mężem i bardzo dobrym ojcem. I nikt nie ma prawa mówić, że było inaczej! Pozwoliłam łzom wytrysnąć z całą mocą, bo nie miałam już siły ich powstrzymywać. - To dlaczego wyszłaś za Michała? – spytał Olek. – Przecież on jest inny... Zastanowiłam się. Wyszłam za Michała, bo był przy mnie, kiedy najbardziej potrzebowałam wsparcia, towarzystwa, pomocy... Wiedział, że nie pokocham go tak, jak kochałam twojego ojca. Mimo to chciał się ze mną ożenić. - Wyszłam za niego z rozsądku. - Nie kochałaś go? - No, nie do końca. Na swój sposób go kochałam. Kiedy Adam zginął w wypadku, zostałam sama. Zawalił się cały mój świat. Musiała jednak żyć dalej, miałam ciebie i dla ciebie musiałam żyć. Ale było mi bardzo ciężko. Nagle pojawił się on. Pomagał mi we wszystkim, załatwiał sprawy, o których nie miałam pojęcia. Byliśmy przyjaciółmi, aż on oświadczył mi się. Nie zgodziłam się. Powiedziałam mu, że go nie kocham. Nie na tyle, żeby tworzyć szczęśliwy związek. - Ale w końcu się zgodziłaś? - Tak. W końcu się zgodziłam. Olek zamyślił się. Wiedziałam, że nie jest mu łatwo. Wzięłam go za rękę i powiedziałam: - Mogę ci tylko powiedzieć, że twój ojciec był największą miłością mojego życia. I bez względu na to, co kto ci powie – dzień, w którym się poznaliśmy był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Tak jak dzień twoich narodzin... I nigdy, nawet przez moment nie żałowałam tego wszystkiego. Gdybym mogła cofnąć czas, wszystko przeżyłabym tak samo... Olek przytulił się do mnie jak małe dziecko. Zauważyłam, że z wiekiem robił się coraz bardziej podobny do swojego ojca. Bałam się chwili, kiedy się usamodzielni i odejdzie. Przypomniałam sobie tamtą chwilę, kiedy usłyszałam, że Adam nie żyje. Jak mówiła policja – nie wyrobił się na zakręcie i wpadł na drzewo. Nie mogłam w to uwierzyć, przecież on tak ostrożnie jeździł! Dopiero wiele lat później dowiedziałam się, że bezpośrednio przed wypadkiem rozmawiał z moim ojcem, nie miałam pojęcia o czym. To dlatego jechał za szybko... - Jedźmy do domu. – zaproponowałam. Pozwoliłam Olkowi prowadzić. Po powrocie, tak jak sobie obiecałam, wzięłam długą kąpiel i przebrana w jasnoniebieski dres zeszłam do pokoju, gdzie Michał oglądał telewizję. Lilka niezmiennie tkwiła nad młodzieżowym czasopismem, nie…