Przygoda · 13 min czytania
Drugi, bledszy cień cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce powoli wyłaniało się zza widnokręgu. Jego delikatne jeszcze promienie oświetlały kolejne gmachy. Miasto bez pośpiechu budziło się do życia, a na niewielkim placyku kupcy leniwie otwierali swoje stragany. Mimo wczesnej pory kolorowe kramy budziły duże zainteresowanie zgromadzonych w obrębie placu ludzi. Kobiety skupione było wokół stoisk, na których kramarze eksponowali piękne tkaniny i różne inne ozdobne akcesoria. Wszystkie dostępne tam artykuły miały tą właściwość, że ich bliskość pozwalała choćby na chwilę zapomnieć o nużącej codzienności i trudnościach stale obecnych w ich życiu. Z drugiej strony placu grupa mężczyzn tłoczyła się wokół obszernej i wysokiej konstrukcji, wewnątrz której wędrowny handlarz prezentował przywieziony z południa rynsztunek. Powszechny zachwyt budziły piękne pistolety, zdobione w sposób nie przystający żadną miarą do tego co znali i z czym obcowali na co dzień. Mimo, że dzień targowy dopiero co się zaczął, wąskie uliczki wokół rynku zapełniały się coraz szybciej. Niezliczona rzesza ludzi posuwała się energicznie w jednym kierunku, niczym mrówki powracające do swojego mrowiska. Uważny obserwator dostrzec mógł jednak osobę, której zachowanie nie wpisywało się w ten poranny rytuał. Pewien wysoki, przesadnie może szczupły mężczyzna, zdawał się nie ulegać ekscytacji otaczających go ludzi. Młodzieniec nie kierował się w stronę rynku, co więcej chciał to miejsce jak najszybciej opuścić. Z pewnym trudem przepychał się, torując sobie drogę w płynącym miarowo tłumie. Gdy w końcu wydostał się z najbliższego otoczenia placu, skręcił w wąską uliczkę otoczoną szeregiem szarych kamienic. Było tam tak pusto i cicho, że można było odnieść wrażenie, iż rynek i zakątek, w którym właśnie się znalazł, to dwa różne światy. Pierwszy pełny był życia i energii, drugi odwzorowywał doskonale stan emocjonalny w jakim znajdował się młodzieniec. Dominowały tam cisza i spokój, które doskonale współgrały z obezwładniającymi go apatią i obojętnością. Mężczyzna postanowił jak najszybciej opuścić mijaną okolicę. Przyśpieszył i już po kilku minutach znalazł się w zupełnie innym otoczeniu. Gdy dotarł na obrzeża miasta słońce wyraźnie wyłoniło się już znad widnokręgu. Przed Piotrem, bo tak na imię miał ów młodzieniec, roztaczał się piękny widok. Mężczyzna przystanął na chwilę urzeczony napotkanym krajobrazem. Droga prowadząca do miasteczka zdawała się stopniowo rozmywać pośrodku morza, zielonych jeszcze o tej porze roku pól. Przejrzysty błękit nieba, którego nie mąciła obecność ani jednej chmury, potęgował piękno tego niezwykłego poranka. Piotr pomyślał o wszystkich znajomych osobach pozostawionych w mieście. Dla większości z nich, ten zapoczątkowany tak pięknie dzień nie będzie różnił się niczym od setek podobnych, które już przeżyli lub mieli jeszcze przeżyć. Intuicyjnie przeczuwał, że w jego przypadku może być zupełnie inaczej. To właśnie po to aby choć w części odmienić swoje życie, zdecydował się wyruszyć w tą podróż. Doskonale wiedział jednak, że gdyby nie pewne wydarzenia, nigdy nie odważyłby się podjąć ryzyka i stawić czoła czemuś zupełnie nieznanemu. Na tyle dobrze znał siebie iż był świadomy, że postępuje wbrew najbardziej zakrzepłym obszarom swojej i tak prawie ukształtowanej już osobowości. Od zawsze panicznie bał się wszelkich zmian i ze wszystkich sił dążył do uzyskania względnej stabilizacji. W chwili gdy w końcu uwierzył, że osiągnął już to o czym marzył, jedno zdarzenie diametralnie zmieniło jego dotychczasowe życie. Zdał sobie sprawę z faktu, iż wszystko zaczynać musi od nowa. To właśnie ta myśl przerażała go najbardziej i to właśnie ona sprawiła, że zwątpił w rzeczy, w które święcie dotychczas wierzył. Już będąc dzieckiem stale powtarzał sobie, że tylko starając się ze wszystkich sił będzie zdolny pokonać kolejne trudności, i że jest to jedyny sposób by coś osiągnąć, a przynajmniej by nie przeżyć rozczarowania. Był przekonany iż ewentualnych porażek nie odczuje aż tak dotkliwie, w sytuacji gdy nie będzie miał sobie nic do zarzucenia. Kolejne klęski stopniowo osłabiały jednak w nim tą wiarę, a ostatnia najdobitniej uzmysłowiła mu, że im więcej wysiłku wkłada w to by coś uzyskać, tym boleśniej przeżywa spotykające go później niepowodzenia. Piotr pochodził z rodziny kupieckiej, której tradycje sięgały wielu pokoleń wstecz. Jego przodkowie osiedlili się w tej właśnie osadzie, blisko wiek wcześniej. Nie miał rodzeństwa, a kiedy był jeszcze małym dzieckiem zmarła mu matka. Od tej chwili pozostawał pod silnym wpływem ojca, człowieka dobrego choć wymagającego. Interes, który wspólnie prowadzili rozwijał się całkiem dobrze, gdyż miasto ulokowane było niezwykle korzystnie. Leżało ono na znanym szlaku kupieckim, a w związku z tym stanowiło ważny w tej okolicy ośrodek handlu. Piotr od dziecka oswajał się z myślą, że pewnego dnia pójdzie w ślady ojca i sam zostanie kupcem. Pilnie uczył się pisać i liczyć, co więcej w tej drugiej sztuce wykazywał nawet znaczną biegłość. Był z tego powodu niezmiernie dumny, gdyż nieustannie powtarzano mu, że umiejętność rachowania jest niezwykle przydatna w handlu. Młodzieniec dorastał i coraz częściej pomagał ojcu w pracy. Sklep, a właściwie stoisko, które wspólnie prowadzili już na pierwszy rzut oka wyróżniało się spośród wielu innych, stojących na placu targowym. Było od nich nieznacznie mniejsze, ale wokół niego roznosił się niezwykły zapach przyciągający zaciekawionych przechodniów. Nawet gdy towary eksponowane przez innych kupców nie wzbudzały przesadnego zainteresowania, ich budka zawsze oblegana była dość tłumnie. W całym miasteczku wszyscy doskonale wiedzieli, że to właśnie tam kupić można prawie wszystkie przyprawy i zioła. Interes słynął w okolicy również dlatego, iż dzięki talentom handlowym ojca sprzedawali zawsze artykuły znakomitej jakości. Przez lata nawiązał on kontakty z wieloma wędrownymi kupcami korzennymi, którzy specjalnie na jego zamówienie, sprowadzali przyprawy z najodleglejszych nawet zakątków. Co pewien czas odwiedzali go przywożąc worki i skrzynki pełne aromatycznej kawy lub kolorowego pieprzu.…