Komedia · 31 min czytania
DRUGI DZIEŃ W PRACY cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
DRUGI DZIEŃ W PRACY cz.1
Następnego dnia pomimo najszczerszych chęci nie udało mi się dojść do pracy na siódmą. Zapowiedź pani dyrektor Chaos, że ma zamiar mnie używać oraz perspektywa, iż prawdopodobnie przez cały dzień będę musiał odrzucać zaloty tej podstarzaj nimfomanki, skutecznie zwalniały mój krok, więc pojawiłem się w biurze dopiero o wpół do ósmej. - Dzień dybry! – powiedziałem wesoło, budząc przy okazji pochrapującego Ludwika. - Co jest, do jasnej cholery?! Znowu jakiś pieprzony klient truje dupę? – staruszek przeciągnął się i sięgnął po paczkę papierosów. - Nie, to tylko ja! - Mówi się dzień dobry, a nie dybry – z przekąsem zwróciła mi uwagę przemiła pani Krysia. - A witam, witam, panią Krysię Pipkę! - Piepkę, do jasnej cholery! Ile razy mam powtarzać?! Nazywam się Piepka, a nie Pipka! - Zamknij jadaczkę, Krycha! – odezwał się Ludwik. – Młody na pewno chciał się przywitać z twoją kuciapką i dlatego powiedział – „witam pani Krysi pipkę”. - Gówno prawda! Wyraźnie słyszałam! Powiedział: „witam panią Krysię Pipkę!” - Nie, nie! – zaoponowałem, przyjmując wersję starszego pana. – Powiedziałem: „pani Krysi pipkę”, a nie „.panią Krysię Pipkę”. - A co cię obchodzi moja pipka, gówniarzu?! - W sumie to nic… - No właśnie! – kobieta była pąsowa na twarzy. – Witaj sobie swojego żałosnego kutasika i wara od mojej pipki, bo ci urwę jajca! I nie mów do mnie więcej po nazwisku, bo ciągle ci się myli! - To jak mam mówić, pani Krysiulko? – uśmiechnąłem się ironicznie. - O właśnie tak! Pani Krysiulko! - Dobrze, pani Krysiulko. Obiecuję, że nie powiem już ani słowa o pani pipce, ani o tym, że nazywa się pani Pipka, Piepka, Cipka, Dupka czy jak tam pani ma wpisane w dowodzie. - No mam nadzieję! - Nie ciesz się, bo ja ci nic nie obiecywałem, pipko! – zaśmiał się Ludwik. - Bo się pogniewamy! - To się gniewajcie. Co mnie obchodzą twoje sprawy z Romkiem? Nagle otworzyły się drzwi. Do moich nozdrzy dobiegł ostry, prowokujący zapach damskich perfum użytych w ilościach zdecydowanie przekraczających wszelkie normy dobrego smaku. Od razu domyśliłem się, kto wszedł do biura, a zanim zdążyłem się odwrócić w kierunku pani dyrektor, usłyszałem zalotny głosik: - Dzień dobry, Romuś! Zaspało się dzisiaj, co? - Tak, pani dyrektor Chaos. – odwróciłem się i spojrzałem tej wiedźmie prosto w twarz. - Byłem tak wyje…, to znaczy zmęczony po wczorajszym dniu w pracy, że nie usłyszałem budzika. - No dobrze, tym razem ci wybaczam, ale będziesz musiał mi coś za to zrobić. - A co takiego? – zaniepokoiłem się. - Dowiesz się w swoim czasie – pani Irenka puściła mi oko. - Obojętnie, co by to nie było, będziesz musiał zrobić to dobrze! – zaśmiał się nasz biurowy staruszek. - Dokładnie tak jak pan mówi, panie Ludwiku! – zawtórowała mu dyrektorka. – Będzie musiał mi zrobić dobrze! - Jeśli chodzi o jakiś wykresik czy pisemko do klienta to nie ma sprawy. Wczoraj świetnie mi poszło z tymi pajacami od petów. - Jasne, tylko że wyzwali cię od durniów! – zachichotała Chaos. – I nie chodzi o żaden wykresik, głuptasie. Będziesz musiał zejść znacznie niżej niż do poziomu komputera. - Niżej? – zdziwiłem się niepomiernie. – Do znaczy, że co? Do piwnicy? Mam przynieść jakiś kompot albo trochę ziemniaków? - Weźcie mi go, bo zaraz mnie coś trafi! – dziadulo chwycił się za głowę. - Panie Ludwiczku kochany, musimy być trochę wyrozumiali. Młody jeszcze jest i głupi, nie wie, jakie potrzeby ma kobieta. Ale wszystkiego go nauczymy! - Tak, pani dyrektor, nauczymy tego smarka! - Młody, głupi, a do tego nieuprzejmy! – odezwała się Krysia. - A dlaczego pani tak mówi, pani Piepko? – zainteresowała się Irena Chaos. - Bo wyzywał mnie od głupiej cipy! - Nie od cipy, tylko od pipki! – broniłem się. - Oj, nieładnie, Romuś, nieładnie! – dyrektorka pogroziła mi palcem, ale nie wyglądała na złą. - Nie kłam, Krycha! – odezwał się Ludwik. – Dzisiaj nic jeszcze nie mówił, że jesteś głupia. Chociaż jesteś! Jak cep! - Ja sobie wypraszam takie chamskie traktowanie! Domagam się przeprosin! - Będziesz widziała przeprosiny jak świnia niebo! - Napiszę wniosek do prezesa o przeniesienie mnie do innego działu! - To pisz, głupia franco! Przeniesie cię, przeniesie! Do Lesia! Tam dopiero poznasz, co to jest chamstwo! - On ma rację, pani Piepko. Lepiej nic nie pisać – Chaos poklepała kobietę po ramieniu. – A wyzywaniem od pipki bym się nie przejmowała, są gorsze słowa na „p”. Ale dość tych pogaduszek. Do roboty, a ty, Romuś, marsz do mojego gabinetu. Wyszła z biura, więc z miną męczennika poczłapałem się za nią. Gdy już usadowiła się w fotelu, a ja zająłem miejsce naprzeciwko tej wiedźmy, spojrzała mi w oczy i powiedziała: - Zgodnie z obietnicą będziesz dzisiaj intensywnie używany, ale jeszcze nie teraz. Pójdziesz do marketingu i pomożesz dziewczynom zrobić na komputerze plan wydatków na reklamę na następne półrocze. Jeśli chodzi o informatykę, to te głupie blondzie potrafią jedynie włączyć gadu gadu i sprawdzić sobie horoskop na onecie. - Dobre i to – mruknąłem. - Ty mi ich nie broń! Gdyby to ode mnie zależało, to dawno bym je wywaliła na zbity pysk i przyjęła jakiś młodych, dobrze zbudowanych przystojniaków! Ale nie jestem tutaj prezesem. Jeszcze. - Czyli w przyszłości zamierza pani być? - A co myślałeś? Jak długo można być pod facetem? Już najwyższy czas, żeby w końcu być nad, nie uważasz? – Irenka spojrzała na mnie badawczo. - To ja już może pójdę do laseczek, to znaczy do marketingu, zapierdalać przy tym planie. - No to zmykaj, tylko pamiętaj, że mam cię na oku. Opuszczając jej kanciapę szumnie nazywaną biurem nagle wpadłem na genialny pomysł. Trzeba znaleźć jakiegoś haka na tego babsztyla i wtedy się w końcu się ode mnie odczepi. Będę musiał nad tym popracować, a jak będzie trzeba, to się spreparuje coś paskudnego, żeby postraszyć wiedźmę. Uradowany wpadłem do działu marketingu jak burza. Anitusia siedziała przy swoim biurku i malowała sobie oczy, a Agnisia wygapiała się przez okno. Obie były tak samo gustownie i seksownie ubrane jak wczoraj, to znaczy w bluzeczki z dużymi dekoltami i bardzo krótkie spódniczki. - Cześć, cipulki! – jak zwykle przywitałem się miło i kulturalnie. - Sie mano, Romuś! Miło, że wpadłeś! Anitusia podeszła do mnie, uwiesiła na szyi i pocałowała w usta. Twarde, jędrne piersi naparły na mnie z dużą siłą. Agnisia poszła w jej ślady i w dodatku uszczypnęła mnie jeszcze w pośladek. Chyba miałem zdziwioną minę, bo zaraz wyjaśniła: - Wiesz, Romuś, w naszej firmie panuje bardzo rodzinna atmosfera i zawsze całujemy się z wszystkimi na przywitanie. Takie gesty jak przytulenie, klepniecie w pupę czy przyjacielskie dotknięcie biustu są tutaj na porządku dziennym i bardzo poprawiają atmosferę w pracy. - Też tak myślę. Ale z panią Chaos chyba się tak nie witacie? - No co ty?! Przestań, nie jesteśmy lesbami! – zaprotestowała Anitusia. – A przynajmniej nie jeśli chodzi o takie stare dupy jak Chaos! Zaśmiała się i klepnęła Agnisię w pupę, a ta zrewanżowała się tam samym. Kiedy Anitusia znów dała koleżance solidnego klapsa, postanowiłem przyłączyć się do zabawy. Strzeliłem Adze na tyłeczek aż miło. Dziewczyna wesoło pisnęła i wtedy się zaczęło. Zaatakowały mnie jak wściekłe psy i klepały po pośladkach na zmianę obiema rękami, a ja odpłaciłem się pięknym za nadobne. W końcu udało mi się je rozdzielić i zapędzić Anitę do kąta. Zasłaniała się, więc przytrzymałem jej rękę, a drugą dawałem klapsy. Agnieszka zaatakowała mnie od tyłu z taką energią, że aż zaczęły mnie piec pośladki, a wtedy Anitusia chwyciła mnie za klejnoty rodzinne i krzyknęła: - Puść mi rękę, bo pożałujesz! W tym momencie zadzwonił telefon, wybawiając mnie z opresji. - To na pewno prezes! – zawołała Aga i dopadła do aparatu. – Tak, prezes! Cicho! Przez chwilę zachowujcie się jak ludzie! Anitka usiadła na swoim miejscu, a ja przycupnąłem na jej biurku, przysłuchując się rozmowie. - Tak, prezesie, tak, dobrze. Oczywiście, że pamiętam, że będę dzisiaj używana. Nie, nie mam staniczka. Jakie mam majteczki? Takie jak prezes lubi, koronkowe stringi. Oczywiście, że się podmyłam, ja zawsze jestem podmyta. Ależ tak, panie prezesie, nie ma żadnego problemu. Absolutnie żadnego! W końcu odłożyła słuchawkę i szczerząc zęby w szerokim uśmiechu z miną zwycięzcy spojrzała na Anitę, a ta skromnie spuściła wzrok. - Aga, a w jaki sposób prezes będzie cię używał? – spytałem z głupia frant. – Co będziesz musiała robić? - W sumie nic. Leżeć i ładnie wyglądać. - A gdzie będziesz leżeć? - Nie wiem, na stole, na podłodze. Co to za różnica? - W sumie żadna. Ty się położysz, a prezes co będzie robił? Kwestia stosunków między Agnisią i szefem zaczynała mnie coraz bardziej frapować, zwłaszcza iż nie miałem koncepcji, w jakim to celu Agnieszka ma się położyć u prezesa i nic nie robić. Przecież równie dobrze mogłaby nic nie robić u siebie w biurze! Ja na przykład świetnie nic nie robię w każdym miejscu, w którym przebywam. - A jak myślisz? Nie interesuj się! Lepiej pomyśl, jak będzie cię używała pani Chaos! – Aga uderzyła otwartą dłonią w stół. - Ale później premiula od Łapacza wpadnie? - No a jak?! - Ile? Z dwie stówy? - Nie obrażaj mnie! Więcej! Z pięć albo tysiak! - To sporo! - Jestem tego warta – dziewczyna poprawiła sobie biust i uśmiechnęła się seksownie. – Ale nie przejmuj się, dyrektorka też dobrze płaci, jeśli jest z kogoś zadowolona. - A wam ile płaci? - Ty ale jesteś słodki głuptas! – zaśmiała się głośno. – Nam nic, bo ona robi to tylko z chłopcami. - Ale co robi?! – coś przede mną ukrywała ta cwana bestia i coraz bardziej mnie to denerwowało. - Bara, bara, bara, riki tiki tak, jeśli masz ochotę, daj mi jakiś znak – zaśpiewała nagle Anita, a potem obie dziewczyny wybuchły śmiechem. - Dobra, daję ci znak – kiwnąłem jej ręką. – To gdzie i kiedy to zrobimy? Może dzisiaj po pracy? - Romuś, skup się! Nie zrozumiałeś aluzji! - Czego? - To pani Chaos będzie ci dawała znaki, a wtedy ty będziesz ją musiał bara, bara, bara. - A zaraz potem riki tiki tak – dodała Agnieszka. - Co?! Po moim trupie! Ja mam ciupciać tę starą wiedźmę?! – udawałem oburzenie, chociaż byłem już przecież umówiony z prezesem na premiulę od zaspokajania tej szalonej nimfomanki. Przecież nie mogłem się zdradzić, nikt nie musi wiedzieć takich rzeczy. - No a jak! Będziesz ją dymał aż miło! Myślisz, że po co cię tu zatrudnili? Chciałeś sprzedawać czy co? – zachichotała Agnisia. - No tak myślałem, że jak do działu handlowego, to sprzedawać - skąd te cwana sztuka wiedziała, po co mnie zatrudnili? Blondzia, a jednak ma łeb na karku. - Toś się grubo pomylił. A co, jak Ircia cię przyjmowała do pracy, to nie omawiała z tobą warunków waszej… – przerwała na chwilę, by zakaszleć znacząco – tej, no…, współpracy? - Nie, nic nie wiem o premii od bzykanka – wyznałem szczerze. - Jak ja się tu zatrudniałam, to prezes powiedział, że z przyjemnością da mi dwa tysiące na rękę. To wtedy od razu mu powiedziałam, że z przyjemnością to ja chcę pięć tysięcy. - I dał ci tyle? - No wiesz, oficjalnie mam tysiąc pięćset, ale z przyjemnością to nawet siedem, osiem. - Mi też chciał na początku dać dwa koła – odezwała się Anitka. – No to ja wtedy twardo, że chcę piątkę, a on mi na to, że u niego główny księgowy ma dwa tysiące. To mu powiedziałam, że za dwa tysiące to niech sobie dyma głównego księgowego! - Świetnie to rozegrałaś! – klepnąłem ją w udo. – I co, ile ci w końcu dał? - Tyle samo, co Agnisi. Wiesz, robota ta sama, to i zapłata też. - Ciekawe ile ma jego sekretarka? - Monisia? Wychodzi ponad dyszkę! Ale ta to się narobi, biedaczka. Co chwilę prezes ją woła do gabinetu. Nieraz wraca do domu wymęczona jak koń po westernie. - Musi mieć zdrowie, biedulka. Widziałem wczoraj, jaka jest zmarnowana. Ledwo powłóczyła nogami. Wygląda na to, że starego sporo kosztują te przyjemności. - No wiesz, przyjemności muszą kosztować. A i praca ciężka jak diabli. Nie chciałbyś robić tego co ja i Agnisia. - Na pewno nie. Nie cierpię, jak mnie dupa boli. - Wiesz, jaki on ma burdel na biurku? Ile razy jakaś zszywka albo pinezka ukuła mnie w tyłek! A raz to nawet musiałam sobie potem czyścić cipkę z majonezu! - Z majonezu? - No tak, bo coś tam żarł i mu się wylał na stół. - To jeszcze nic! – wtrąciła Aga. – Jak kiedyś miałam całą cipkę w musztardzie! Wiecie jak to szczypie?! - Wyobrażam sobie. Ciesz się, że nie miał chrzanu. Ale ja też nie będę miał lekko z Chaos. - Na pewno nie – zgodziła się ze mną Anitka. – Może nawet ciężej od nas, bo jesteś sam, a nas jest trzy dupencje i się zmieniamy. - Ale ona chociaż nie ma żarcia porozpieprzanego po stole – pocieszyła mnie Agnisia. – Więc nic cię w ptaszka nie będzie szczypać. - To mnie uspokoiłaś, bo już zaczynałem się bać – powiedziałem z przekąsem. Nagle zadzwonił telefon na biurku Anitusi. Dziewczę odebrało już po piątym dzwonku. Słuchała przez chwilę, potakująco kiwając głową, a potem powiedziała miłym głosem: - Romuś, przemiła pani dyrektor Irena Chaos raczyła do ciebie zadzwonić. Jesteś proszony do gabinetu pani dyrektor w bardzo ważnej sprawie służbowej. - No dobra, idę. To nara, dupencje, I will be back – z ociąganiem podniosłem cztery litery i poczłapałem do pani Iruchny. Kiedy wszedłem do jej biura, Chaos siedziała rozwalona za swoim biurkiem i spoglądała na mnie z głupawym, nie wróżącym niczego dobrego uśmiechem. Zachowałem powagę, a moja twarz przybrała wyraz kamiennej maski, gdyż nie zwykłem podlizywać się szefostwu. - Jak tam, Romuś, idzie przygotowywanie planu? - Jakiego planu? - zdziwiłem się niepomiernie. - Jak to: „jakiego planu”? - zagrzmiała. - To po co ja ci wysłałam do tych głupich blondzi z marketingu? - Nie mam pojęcia! - Może po to, żebyś sobie z nimi pofiltrował? - A może! - odparłem ciesząc się, że chyba jednak moja szefowa nie jest taka zła, skoro dba, bym się nie nudził w pracy. - Nie, nie i jeszcze raz nie! Miałeś pomoc im w przygotowaniu planu wydatków na reklamę na następne półrocze! Ale jak widzę, nie zrobiłeś absolutnie nic w tym kierunku! Ja już nie wiem, jak mam z tobą rozmawiać! - Miałem za mało czasu! Zaraz wrócę i zagonię do roboty te rozbestwione pannice, niech wreszcie ruszą z foteli swoje leniwe dupeczki! - krzyknąłem czując ogarniający mnie nagle zapał do pracy. - No właśnie! Zaraz tam pójdziesz i pogonisz te nieruchawe cipencje! Chociaż może i są ruchawe, ale nie tak, jakbym chciała. Ale najpierw mi tu w czymś pomożesz - dyrektora zrobiła sprytną minę. - W czym? - Coś mi spadło na podłogę. Możesz mi podnieść. - Oczywiście. A gdzie? - A tu, pod biurko – wskazała palcem na podłogę w pobliżu swoich nóg. Skoro nieopatrznie już się zadeklarowałem, chcąc nie chcąc wlazłem pod te duże biurko i rozejrzałem się dookoła. Nie dostrzegłem tan absolutnie nic poza wygiętym spinaczem i krótkim, skręconym rudym włoskiem - Ale tu nic nie ma! - Rozejrzyj się dobrze – odparła Irenka. Poszedłem za jej radą i gorzko tego pożałowałem. Otóż mój wzrok przypadkowo padł na jej nogi i jakoś tak odruchowo powędrował w górę. Chaos miała mocno rozchylone uda i krótką spódniczkę, ale między jej nogami bynajmniej nie ujrzałem majteczek pierwszej, drugiej, a nawet trzeciej świeżości. Zamiast nich zobaczyłem rude, wielkie, nieapatyczne cipsko z okropnie wystającymi wargami sromowymi, tworzącymi tak zwany fartuszek hotentocki. Tak bardzo mnie to…