Fantastyka · 18 min czytania
Drugie miasto - rozdział 3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Henryk nie był zdziwiony gdy okazało się, że wbrew założeniom towarzyszy wszystkie drzwi był pozamykane. Musieli się więc wrócić po łomy i miniaturowe palniki. - Przecież to pierdykło koło was - rzekł Misicki i uznał, że powinien ugryźć się w język, bo jest zbyt niedelikatny, szczęśliwie jednak Kurczyńskiego zdawało się to nie ruszać. - Ktoś tracił czas i zamykał te wszystkie drzwi zamiast czym prędzej uciekać?! - Taki już był kierownik Zdzisiek, kawał skrupulatnego sukinsyna. W końcu udało im się pokonać zamek. We wnętrzu budynku panowały nieprzeniknione ciemności, ponieważ wielkie okna, które znajdowały się w miejscach dawnych wrót do wozowni, były teraz zasłonięte masywnymi drzwiami. Poszukiwacze skarbu nie mając ochoty szarpać się z kolejnymi zabezpieczeniami, by napuścić światła słonecznego, sięgnęli po latarki i ruszyli w głąb pałacu. - Najprawdopodobniej schowali to w drugiej piwnicy, ale dla pewności przejdziemy przez obie - rzekł muzealnik.
Gdy zeszli po schodach, stanęli w korytarzu, którego ściany obwieszone były dziesiątkami ram z plakatami filmowymi. Jedynie w Henryku wzbudziło to zainteresowanie i wywołało parę wspomnień. Po paru krokach znaleźli się przed kolejnymi zamkniętymi drzwiami. Nikita wyciągnął ponownie mini palnik i po chwili mieli wolne przejście. Ruszyli długim, wąskim korytarzem, wprost do głównych sal wystawienniczych. Po drodze mijali jeszcze dwa pomieszczenia gospodarcze, które jak się okazało nie kryły w sobie żadnych tajemnic. Ot składzik na szczotki i papier toaletowy oraz mała kotłownia. Dla pewności Misicki sprawdził pobieżnie piec, chociaż był on ewidentnie za mały by schować w nim skrzynie ze złotem. Wszystko co mijali po drodze było zakurzone, jednak wyglądało zupełnie tak jak tamtego dnia, gdy nastąpił wybuch, tak jak to zapamiętał Kurczyński. Weszli do wielkiej sali z białymi ścianami. Stary sprzęt filmowy ustawiony po bokach zaczął nawet wzbudzać ciekawość dwóch jego towarzyszy, przez co muzealnik poczuł lekką dumę, że mógł tu kiedyś pracować. Następne pomieszczenia do których dotarli okazały się puste, za wyjątkiem plakatów filmowych na ścianie i kopiarek w rogach. - Cholera! - Zaklął Adam, dokładnie sprawdziwszy każdy kąt. - Tak jak myślałem, teraz zajrzyjmy do drugiej piwnicy. Spod podziemi pałacu przejście prowadziło do hal wystawienniczych i magazynów umieszczonych pod ziemią na dziedzińcu. Szklany sufit nad ekspozycją robił kiedyś znakomite wrażenie na gościach, teraz jednak cały był zawalony ziemią i zarośnięty, tak że światło słoneczne nie przenikało do środka. Wspomagając się latarkami i małymi palnikami zaczęli penetrować wszystkie pomieszczenia. - Mamy jeszcze 15 minut - poinformował Rosjanin. Henryk zajrzał do pokoiku gospodarczego, który znajdował się w korytarzu na uboczu. Nadal stał tu wiklinowy fotel z wielką poduszką, w którym przycinał sobie komara po nieprzespanej nocy w dniu katastrofy. Na skrzynkach obok wciąż ustawiony był jego żółty kubek po herbacie. Na chwilę się zamyślił, z czego wyrwał go głos Misickiego w interkomie: - Znalazłeś coś? - Nie, nic. - To chodź tu do nas do tych kamer. - To projektory... - Jak to zwał, tak to zwał - przerwał dziennikarz. Kurczyński ruszył w stronę sali, w której wystawione były XX-wieczne projektory kinowe. - Dokąd prowadzi ten korytarz - wskazał na długi i ginący w mroku tunel. - Do piwnic biurowca, chociaż tam nie ma za dużo miejsca. - Sprawdźmy - zarządził Adam, zaciskając palce na kolbie karabinu. - A może - zaczął Henryk - pójdziemy na wozownię? No, tam skąd wyruszyliśmy - wyjaśnił pospiesznie. - Jest tam więcej miejsca, chociaż nie tak tajemniczo jak tu. - Dobra, ale najpierw rzucimy okiem na te biura. Ruszyli ciemnym korytarzem, wspomagani jedynie słabym światłem latarek. Misicki chwilowo zdawał się nie pamiętać o ocalałych mieszkańcach miasta, czy potworach mutantach, które mogłyby się tu czaić. Żądza złota całkowicie go zaślepiła. Na szczęście Bogdanow ani na chwilę nie wypuszczał karabinu z ręki, mając go w ciągłym pogotowiu. Piwnice biurowca były faktycznie niewielkie. Mieściły się tam: pokój konserwatora, pralnia, magazyn kopii filmowych i dwa małe magazyny z książkami. W żadnym z tych pomieszczeń nie było ni śladu złota. Nikita z Adamem sprawdzili jeszcze kabinę windy, przy czym musieli się trochę naszarpać z drzwiami, okazało się jednak że jest pusta. Próg kabiny był wyraźnie uniesiony, widocznie odcięli prąd gdy zjeżdżała na dól, pomyślał staruszek. - Dziedzictwo narodowe... - mruknął Nikita, gdy kierowali się ku klatce schodowej. - Hę? - Zainteresował się Henryk. - Tyle wspaniałych eksponatów się tu marnuje, powinni je stąd zabrać, by w innych muzeach mogły dalej cieszyć oczy zwiedzających. Misicki tylko prychnął słysząc te słowa, ale nie odezwał się. - Tu nic nie ma, - rzekł i zakomenderował - prowadź nas do tej wozowni. Nie cofali się już drogą, którą przyszli. Kurczyński skierował się ku schodom, za oszklonymi drzwiami, które ustąpiły bez problemu, choć z głośnym zgrzytnięciem. Weszli na parter, minęli windę i znaleźli się przy drzwiach wyjściowych z biurowca, jak oznajmił muzealnik. Okazało się, że z upływem czasu musiały zbutwieć lub zarosnąć z zewnątrz bo nie mogli ich otworzyć. Nie chcąc się wracać taki kawał, Nikita postanowił je wyważyć. Z oporem, ale ustąpiły i towarzysze przez dziedziniec ponownie skierowali się do wejścia gospodarczego, którym wchodzili już wcześniej do pałacu.
Gdy zniknęli we wnętrzu, z krzaków pod płotem, który oddzielał dawniej teren muzeum od Parku Źródliska, wyłoniła się grupa osób w długich płaszczach i skierowała w ich ślady. Każdy z nich miał ze sobą karabin przewieszony przez ramię i maczetę u pasa.
***
Eksploratorzy ponownie znaleźli się na wozowni, mijając drzwi do piwnicy, skierowali się w stronę dawnego głównego wejścia do muzeum. Po drodze sprawdzali toalety i pomieszczenia gospodarcze, ale nigdzie nie było śladu skarbu, wszystko zostało tak, jak to pamiętał Kurczyński z ostatniego dnia pracy. Stali właśnie w hallu przy szatni obok ważącego tonę reprojektora. Kurczyński rozłożył tylko ręce i rzekł: - To by było na tyle, nie wiem gdzie dalej szukać. - To niemożliwe!!! - Wydarł się Misicki, który już od paru minut wyglądał jakby go miał trafić szlag. - Niemożliwe!!! - A jednak, nie ma tu więcej miejsc, które odpowiadały by naszym założeniom. Wszystko jest tutaj takim, jakim to zostawiłem ostatniego dnia. - Nie! Do cholery! Nie! W czasie gdy dziennikarz wywrzaskiwał niczym Hitler na parteitagu, Nikita zajął się oglądaniem ustawionej obok machiny, wzbudzającej u niego wielkie zainteresowanie. Już miał pytać muzealnika o zastosowania tego metalowego kolosa, gdy Misicki w swoich krzykach zaczął przechodzić do konkretów: - W takim razie chodźmy na pałacowe wnętrza! Na pewno tam je schowali. - To bez sensu - zaoponował Kurczyński - równie dobrze możemy go szukać gdziekolwiek indziej. - Widocznie ktoś je zgarnął przed nami - podsunął Nikita. - Niemożliwe! - Możliwe czy nie, wracamy, skończył nam się czas i zaraz się zatrujemy - rzekł Rosjanin. - Kurwa, no dobra - zgodził się Adam. Zwrócili się w stronę korytarza. Podczas gdy Misicki mamrotał pod nosem przekleństwa, Bogdanow zagadnął muzealnika o coś co już od dawna nie dawało mu spokoju: - Heniek, czemu ty się zgodziłeś na ten wyjazd z nami? Przecież nie dla pieniędzy. Muzealnik uważnie zmierzył Rosjanina wzrokiem, po czym westchnął, szukając słów odpowiedzi. - Przez lata chodziłem do psychologa by poradzić sobie z tą traumą. Czasem, dawniej, zastanawiałem się co by było, gdybym mógł tu wrócić. No i pojawiliście się wy. Uznałem, że mam szansę zmierzyć się wreszcie ze swoim strachem, bo gorzej być przecież nie może... - Chciał powiedzieć coś jeszcze, lecz powstrzymał go widok ustawionych w przejściu, pięciu uzbrojonych osobników. Mieli na sobie brązowe i szare płaszcze sięgające po kostki, a twarze kryli pod kapturami. Grozy całej sytuacji dodawał fakt, że każdy z nich miał karabin wycelowany w poszukiwaczy złota. - Stać! - Zakrzyknął jeden z nich. - Złamaliście układ, czego tu szukacie? - Dodał drugi, niższy. - Kim jesteście? - Odpowiedział pytaniem na pytanie Rosjanin, groźnie marszcząc brwi i zaciskając palec na spuście swego karabinu. - Dobrze wiesz kim jesteśmy! - Odpowiedział ten niższy. - Szefie - zwrócił się do niego inny - oni są jacyś dziwni, to chyba nie rządowi. - Racja - zgodził się przywódca, po czym zwrócił się do zatrzymanych. - Kim jesteście? - Naukowcami - wypalił Misicki, który zdążył się już otrząsnąć. - Gówno prawda, czegoś tu szukaliście, słyszeliśmy - odparł jeden z zakapturzonych. - Próbek do badań - odrzekł Adam idąc w zaparte. - Łżesz! Ale później sobie to wyjaśnimy, idziecie z nami. - Zakomenderował szef i zwrócił sie do podwładnych. - Zabrać im broń. Nikita z Adamem oddali swoje karabiny, chociaż Rosjanin przez chwilę rozważał stawianie oporu. Jeszcze będzie czas, pomyślał. Gdy wyszli z budynku, przywódca grupy zwrócił się do pojmanych: - I zdejmijcie te…