Fantastyka · 5 min czytania
Drzewo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zapowiadano tego dnia wielkie obniżenie nieba. Kwiat rosnący wprost z Ziemi miał już mocne, grube liście i należało go podeprzeć przed podlewaniem. Ut i Fi mieli za zadanie przygotować tyczki na tyle mocne, by przytrzymały kwiat, ale tak delikatne, by go nie uszkodziły. Wyzwanie postawione przed nimi przez Radę Wężową było o tyle niebezpieczne, że należało zapomnieć o strachu i udać się w przestrzeń kosmiczną – niby znaną i swojską, ale pełną obrzydliwych stworów i marzeń sennych ludzi. Najgorsze właśnie były sny. Bo bywały straszliwe, piękne, erotyczne, udziwnione, przerażające. Dostanie się w obszar działania danego snu powodował automatyczne przekierowanie do mózgu śniącego. No i wtedy zaczynały się problemy. Każdy z ludzi – a nawet zwierząt, bo one też śnią przecież – inaczej reagował na obecność obcych w swoich myślach. Jedni łagodnie poddawali się intruzom, inni bronili się zaciekle. Od broniących się można było nieźle oberwać. Rada wyposażyła ich jednak w MR 19 – najlepszy statek, wymyślony przez genialnego instruktora i wizjonera, Mipu. Zamontował on w swoim najnowszym promie odpychacz snów – nowość, która miała pozwalać na swobodne poruszanie się wokół Ziemi. Drzewo, do którego mieli dotrzeć, by zdobyć tyczki, rosło kilka tysięcy trzepotów skrzydeł pszczoły od Ziemi. Miało właściwości, których nie można było nie dostrzec. Przede wszystkim było ogromne. Jego liście miały tak mocną strukturę, że Mipu, jak twierdził, wykorzystywał je do budowania modeli swoich wynalazków. Ponadto natura obdarowała je cudownym zapachem i mocą spełniania pragnień. Niestety, rosło zbyt daleko, by każdy mógł do niego dotrzeć. No i nikt go jeszcze nie widział. Więc obrosło legendą jak hubą. Ut i Fi mieli niebywałą okazję, aby dotknąć Drzewa i wypowiedzieć życzenie.
Start odbył się bez przeszkód. Standardowe odliczanie od dziesięciu już dawno nie było stosowane, więc, nie czekając na niczyje wytyczne, ruszyli.
Niebo rzeczywiście – zgodnie z prognozami – obniżyło się mocno, ale to tylko pomogło podróżnikom. Szybciej znaleźli się na orbicie i mogli bez przeszkód lecieć w nieznane. Odpychacz spisywał się nadzwyczaj dobrze. Mijane sny muskały jedynie kadłub ich statku. Była chwila, że niemal wpadli do iskrzącego erotyzmem snu pani Naczelnik All, jednak w porę udało im się skręcić w lewo i ominąć go bezpiecznie. Obydwaj westchnęli z ulgą. Wiedzieli, co groziłoby im za wtargnięcie do tego właśnie…