Podróże · 6 min czytania
Drzewo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Drzewo. Drzewo. Drzewo. Za drzewami pole a potem znów drzewa. Taki normalny las. Sosny, klony, trochę brzóz, jasną korą urozmaicających jednostajną ścianę pomorskiego buszu. Nie, las nigdy nie jest monotonny, jednostajny. Nawet jak nie ma wiatru, każde drzewo, każda gałązka i liść żyją własnym, zamkniętym życiem. Nie spieszą się, oglądają świat powoli, dokładnie. Nie uciekają. Pole ładne. Jeszcze zielone, wiosenne. Jeszcze nie pachniało latem. Jeszcze grzało się w czerwcowym słońcu po zimie. Czekało cierpliwie na lato. Jasnozielone i delikatne. Młode zboże jest delikatne, nikt mu nie zrobi krzywdy. Młody człowiek też jest delikatny... Po drugiej stronie szosy to samo. Zawsze to samo. Krajobraz niezmienny, do bólu nudny i przewidywalny. Można zamknąć oczy a i tak widać takie same drzewa, w takiej samej odległości, z takimi samymi liśćmi. Takie same pola i łąki i lasy i niebo, też wszędzie takie samo. Tylko ziemia inna, z tej strony nie obsiana i brudny, wyjałowiony piach. Niewielka górka, krzaki i dalej, piach i piach. Pachniało ziemią i kurzem. I upałem. Na piachu wrony. Tu nie ma kruków, a kruki są piękne, trochę straszne. Wrony są brzydkie i śmieszne. I ciągle krzyczą. Ciekawe, czy szukają ziarna? Przecież nikt nie obsiał... Ciekawe, co w ogóle jedzą wrony? Wiem, że wszystko, ale co lubią? Nie są całkiem brzydkie, pasują do tej ziemi opuszczonej przez człowieka i naturę. Do lasu bez grzybów i jagód, do pól nie obsianych żytem i łąk bez pasących się krów. Na żadnej łące nie było krów. Jak zwykle. Każde lato takie samo, ta sama długa i nudna trasa, krajobraz po tytułem „Tak wygląda Polska C”. Nie ma nic na co warto zwrócić uwagę, nic nie przyciąga wzroku. Te puste pola i niepłodne lasy wręcz krzyczą: nie jedźcie tam. Tam nic nie ma! Droga. Wstęga pomiędzy pagórkami. Wąska i długa. I fioletowa. Dlaczego w piękne dni szarość asfaltu staje się taka magiczna i nierealna? Tak cudna, że można by od razu polubić ten świat, albo przynajmniej uśmiechnąć się patrząc, jak wije się niczym śliwkowa krajka.
(nie ten świat i nie tę drogę, przestańmy się łudzić, tego cudu natury rozlanego w za dużym kraju pośrodku Europy nie można polubić, jest jak wyblakłe zdjęcie z gazety sprzed pięćdziesięciu lat, jak nudny propagandowy film na gruboziarnistej taśmie, puszczany w wiejskim kinie objazdowym, którego nikt nie ogląda, chociaż wszyscy siedzą)
Przejechał samochód, jakiś taki mały i zardzewiały. Kiedyś chyba czerwony. Po tych drogach nie jeżdżą nowe samochody. Tutaj w ogóle rzadko jeżdżą samochody, rzadko chodzą ludzie. Może tego pola nikt już nie uprawia, tylko samo, z tęsknoty za człowiekiem, raz na kilka lat okryje się kożuchem zbóż? Było ciepło. Gorąco, jak na czerwiec w tej okolicy. Zwykle pada tu całe lato, można siedzieć w łóżku i nie pokazywać się światu na oczy, można oglądać krople i marzyć o wielkim, ciepłym morzu. Można płakać, krzyczeć, narzekać, schować się i obrazić. Jak świeci słońce – trzeba się dobrze bawić.
(po to chyba w ogóle…