Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Drzewo marionetek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ciemna noc wraz z pełnią księżyca i cichym pomrukiwanie wiatru tworzyła atmosferę znaną wszystkim fanom horrorów. Tego wieczoru nie wyszedłbyś na spacerek po okolicy. No chyba, że nie jesteś całkiem zdrowy na umyśle lub życie nie jest ci specjalnie miłe. Napomknę jeszcze przed rozpoczęciem tej historii, że Raven mieszkał w okolicy wielkiego lasu. Gazety często pisały o tym miejscu, ponieważ ludzie ginęli tam w tajemniczych okolicznościach. Media zawsze tłumaczyły, że to tylko wilki, ale… kto im tak naprawdę wierzy? Gdyby to byli ci nocni łowcy, to po ofiarach zostałyby chociaż kości. Mhm… po nich nie zostało nic. Dlatego chłopak zwykle omijał go szerokim łukiem. Może miał rację? *** Silniejszy podmuch wiatru otworzył okno w pokoju Ravena natychmiast stawiając go na równe nogi. Przerażony bał się nawet kiwnąć palcem. Wpatrywał się tylko w kierunku okna, lecz gdy po kilku minutach nic nie nastąpiło, wstał, zamknął okno i położył się z powrotem do łóżka. Niestety, bezowocnie próbował usnąć. Chłopak miał problemy ze snem od samego początku, od kiedy się tu wprowadził wraz z rodzicami. Nie chciał tego. Bał się tego miejsca i z całego serca go nienawidził. Jaki szaleniec zamieszkałby w miejscu oddalonym o kilka kilometrów od miasta, mając za sąsiadów jedynie zwierzęta leśne? Psychol. Tak, tylko prawdziwy psychol. Na nic próbował to wpoić rodzicom, oni twierdzili, że to całkiem ustronne i miłe miejsce. Nie było tak, a im zależało tylko na tym, żeby wydać jak najmniej kasy. Starzy lokatorzy z dziwną radością malującą się na twarzy oddawali im klucze do drzwi. On serio nienawidził tego miejsca. Ponownie wstał i zaczął po omacku szukać lampki nocnej. Gdy w końcu natrafił na nią palcami, okazało się, że nie działa. Normalne. Już nie pierwszy raz brakowało tutaj prądu. Poczekał aż oczy przyzwyczają mu się do ciemności i ruszył w kierunku drzwi. Potykając się dwa razy, doszedł w końcu chwiejnym krokiem do drzwi. Zszedł ostrożnie po schodach na parter. Wyjrzał przez okno. Wiatr kołysał drzewami niczym w takt powolnej muzyki znanej tylko im. Raven chociaż nie umiał jej usłyszeć, był zafascynowany tą sceną. Jak zaczarowany stał i patrzył w okno, jednak ruszył się niechętnie do lodówki, ponieważ zaschło mu w gardle i musiał się czegoś napić. Gdy już to zrobił, ponownie spojrzał przez okno i znów miał wrażenie, że wiatr wygrywa nieznaną mu, magiczną melodię w takt której tańczą drzewa. Raz za razem pochylając się i prostując, ruszając gałęziami i drobnymi, ciemnymi listkami. Gdy się tak wpatrywał w to piękne przedstawienie ujrzał w głębi lasu nikłe światło. Stanął jak wryty, bojąc się choćby złapać oddech. Co ktoś mógłby chcieć robić o tej porze w lesie? W t y m lesie?! – zastanawiał się - A może to jakiś zagubiony turysta? Powinienem mu chyba w takim razie pomóc… ale jak ja mam tam teraz wyjść?! Jest środek nocy i… i… Walczył sam z sobą. Miał złamać swoją własną zasadę numer jeden, która brzmiała: „Nigdy nie wychodź po zmroku do lasu. Nigdy. Pod żadnym pozorem.”. Jedyny uchybek w tej zasadzie to pożar lub psychopata w domu. Nic tam nie było o pomocy zagubionym turystom… ale nie mógł ich tak zostawić, prawda? Nie pozwalała mu na to jego dobra duszyczka. No cóż… zwykle tacy najszybciej kończą swój żywot. W końcu zdecydował się wyjść. Nie wiedząc czemu to robi ubrał się w ciepłą kurtkę i wyszedł z domu. Wyjątkowo nie zostawił rodzicom żadnej karteczki… przecież zaraz wróci. Skierował się w

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%