Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 7 min czytania

Drzewo wisielców

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Lekko odchrząknąłem i rzekłem do kobiety, która podawała mi klucze do nabytego domu, który znajdował się na końcu wsi, na małym pagórku: - Dziękuję. A wie pani może coś na temat tego domu. Jak wygląda? W jakim jest stanie? Kobieta spojrzała na mnie spod pięknych, kobiecych i urzekających rzęs i odpowiedziała: - Panie Rogers, trudno opisać dom, którego w ogóle nie widziałam. Pan Smith kazał mi dać panu tylko klucze. - Pan Smith? A imię? – spytałem się by dowiedzieć się więcej o człowieku, który odprzedał swój stary dom, w którym się wychował. W miejskiej restauracji mówili o nim dziwnie. Smith? A ten Smith… No ten, tego, on jest trochę inny od wszystkich tutaj. – mówił starszawy już bywalec tamtejszej knajpy. Nic o nim nie powiem ciekawego! On… ech… trudno o nim się mówi za jego plecami. Gdyby pan tylko go zobaczył. Taki niby niepozorny, aczkolwiek chytry i z dziwnym błyskiem w oku, którym stara się ujrzeć twoją duszę. Nic ci więcej nie powiem… I tak już za dużo powiedziałem. Proszę zostaw mnie w spokoju! – kelner tak właśnie o nim mówił, który szybko uciekł do kuchnii po naszej krótkiej rozmowie. - Imię? Heh… On chyba nie ma imenia. Po prostu „pan Smith”. – uśmiechnęła się i spojrzała na mnie czekając na coś. Może chcę żebym już sobie poszedł? No, młody to ja już nie jestem by flirtować z być może dwudziestolatką. No różnica między mną a nią może wynosić jakieś trzydzieści lat. - No coż, w takim razie dziękuję za klucze. Do widzenia – wyszedłem z budynku agencji i ruszyłem w stronę mojego samochodu. Toyota Auris. Ładna. Tylko tłumik chyba muszę wymienić. Jakbym jechał tarktorem, pomyślałem i uśmiechnąłem się przypominając moje dzieciństwo na farmie. Taa… ojciec, co rano wstawał i odpalał traktor pod moim oknem by mnie zbudzić i razem z nim ruszyć do pracy. Powoli przekręciłem kluczyk, który cicho wisiał w stacyjce. Faktycznie głośno wyję. By zagłuszyć dźwięki włączyłem radio: Wita was Edward Johnson ze stacji KBF NY. Słyszeliście może, co w pogodzie? Haha… otóż zbliża się do nas ogromna masa ciepła, która rozpromieniuje w te wakacje. Dzieciaki, wykorzystajcie ten czas na świeżym powietrzu. Mówię serio. No dobra, a teraz specjalnie dla was Michael Jackson i jego Thriller. Mój ulubiony kawałek. Jechałem tak w rytmach popu w stronę upragnionego celu. Chcę już zobaczyć ten dom, pomyślałem, ale zapomniałem o jednym. Cholera. Muszę jeszcze kupić parę rzeczy, ponieważ tam w odległości 30 mil nie ma ani jednego sklepu. Rozejrzałem się za najbliższym budynkiem handlowym i zaparkowałem wóz nieopodal miejsca z szyldem: „U Rose”. Heh, szyld jak dla domu publicznego, pomyślałem i ruszyłem do wejścia małego sklepiku. Szybko wpadłem i szybko wyszedłem niosąc w papierowej torbie potrzebne mi do życia rzeczy. Zatrzymałem się na chwili na chodniku by wyciągnąć kluczyki, gdy nagle poczułem uderzenie w bark i odgłos upadającej rzeczy. To jakiś nieuważający nastolatek na deskorolce. Dziwne. Z papierowej torby nic mi nie wylaciało. Spojrzałem, więc na dół i zobaczyłem starą, chyba mającą już swoje lata książkę. Chciałem już krzyknąć za młodzieńcem, ale jego już nie było. Podniosłem księgę,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Drzewo wisielców — czytnik · opowiadania