Fantasy · 22 min czytania
Drzewo Wody
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
EDYTOWANE VIII 2012
Słowniczek metefenin - bladolica, smukła istota o czarnych oczach i włosach, o niezrównanej szybkości, mieszka w domach zwanych tertemezją; zazwyczaj żyje do kilkunastu lat, jego etapy życia są krótsze niż u innych organizmów; posiada dar przeczucia, które oznajmia się w mrowieniu w palcach tniety - małe istotki stworzone z powietrza i kropel wody, pojawią się przy każdym zbiorniku wodnym, oczyszczając go gobrella - postać o rozłożystych, białych skrzydłach, mieszkanka Niebiańskiego Królestwa, która rządzi pogodą i powietrzem, prawie nigdy nie pojawia się na ziemi Infinia - bogini legend i wyrocznia, jej przepowiednie wpływały na decyzje innych stworzeń caele - turkusowe rośliny o miękkich pnączach rosnące na dnie stawów i jezior; kolebka życia nimf wodnych, która daje im energię i potrzebne pożywienie
Rozdział pierwszy
Cisza. Pierwsze promienie wschodzącego słońca z trudem przebiły się przez gęsty las. Ptaki zerwały się z gałęzi olbrzymich, pradawnych drzew, szeleszcząc skrzydłami. Jeden z nich musnął skrzydłem siedzącą na ramieniu dębu postać. Odwróciła się za szumem piór, ale po chwili jej wzrok ponownie spoczął na jasnoróżowym niebie. Jego poświata zostawiała na bladej skórze metefenina popielate odblaski. Siedząca postać była mała, tak mała wśród olbrzymich konarów i tak niesamowicie jasna na tle ciemnego jeszcze lasu, że zdawała się migotać, jej rysy zacierały się, by po chwili wyostrzyć. - Tauter! – dobiegło go wołanie, które zburzyło ciszę panującą wokół. Było to bolesne, odczuł je prawie cieleśnie. Zeskoczył z gałęzi i poprawił podwiniętą bluzkę. Odgłos łamanych gałązek i szum opadłych liści świadczył o tym, że ktoś się zbliża. Metefenin zmrużył oczy, aby dojrzeć sylwetki. - Nareszcie – wydyszała Aledia. – Baliśmy się, że nigdy cię nie znajdziemy. – Oparła się o pień dębu, posyłając Tauterowi nieco zezłoszczone spojrzenie. - Nie wiedziałem, że mnie szukacie – odparł na swoją obronę. - Jestem jeszcze zbyt młoda, żeby tak długo przebywać poza obrębem stawu. Teraz musimy wracać, abym mogła się pomoczyć – narzekała, sprawdzając czy suknia jest jeszcze wystarczająco mokra. Dornas, który wraz z nią przybył, nie odezwał się ani słowem, jednak przepełniał go spokój o przyjaciela. - Znasz jakąś krótszą drogę do jeziora? – zapytała nimfa. - Chyba tak. – Tauter wskazał zarośniętą ścieżkę na północny wschód. Aledia spojrzała na nią z powątpiewaniem, ale westchnąwszy, ruszyła za Tauterem. Szli w ciszy, wsłuchując się w las, który zaczynał budzić się z nocnej aury. Ciekawskie słońce zapuszczało swe promyki coraz głębiej w poszycie, wyrywając ze snu tęczowe ważki, które wzbiły się w górę, pobrzękując skrzydełkami. Ich dźwięcząca melodia rozeszła się po borze, przywracając pozostałe stworzenia do rzeczywistości. Odwieczny rytuał, który cieszył Tautera każdego poranka, gdy liście rozbłyskały kolorami cienkich skrzydełek, a ich dźwięk, niczym brzmienie małych dzwoneczków, rozpoczynał dzień pozostałych istnień. - Piękne – szepnęła Aledia. Po chwili w powietrzu zaczęły pojawiać się tniety – znak, że w pobliżu znajduje się staw lub sadzawka. - Czuję wodę – powiedziała, po czym puściła się spontanicznym biegiem. - Co tu sam robiłeś? – zapytał Dornas, gdy normalnym krokiem podchodzili do stawu. - Podziwiałem – odparł Tauter i posłał mu niesforny uśmiech. – Kto pierwszy przy stawie? Śmiejąc się, poczekał, aż Dornas ruszy i dopiero po chwili pobiegł. - Znowu pierwszy – rzucił Dornas, który dopadł do sadzawki jak zwykle drugi. - Genów nie pokonasz. Aledia siedziała na brzegu, mocząc nogi i dół sukni w wodzie. Dornas położył się na trawie i podparł głowę rękami. Wpatrywał się w niebo, które nabrało już błękitnego odcienia i szukał pierwszych chmur. Ich kształt zawsze zależał od inwencji gobrell, a ich humor objawiał się pochmurnym bądź słonecznym nieboskłonem. Wreszcie pojawił się pierwszy puch, który z początku nie był niczym więcej niż bezkształtną falą unoszącą się na firmamencie. Naraz zmienił się w biegnącego jelenia, który skoczywszy, stał się rozłożystym kwiatem, by po chwili się rozpłynąć. Elf oderwał wzrok od chmur i ulokował go w postaci przyjaciela. Tauter stał przy pniu olbrzymiego drzewa, dotykał kory palcami. - Spójrzcie – powiedział nagle, nie odrywając wzroku od konaru. – Pień jest wyrzeźbiony. Kora jest miękka, plastyczna, idealna do rzeźbienia. Nie wiem co oznaczają te symbole i słowa, ale… Są piękne. Dornas podniósł się na nogi i podszedł do drzewa. Z bliska było jeszcze większe niż przypuszczał. Gałęzie grube niczym węże boa, oplatały się, łączyły, tworząc kopułę liści rozłożystą i ogromną niczym dom. Konary poruszały się, skrzypiąc, choć nie wiał wiatr. Liście rozwiewały się, ledwo trzymając gałęzi. Zdawało się, że drzewo oddycha. Gdy elfi palec dotknął kory pnia, jakby spod ziemi rozległ się przeciągły huk, niczym odetchnięcie olbrzyma. Tauter i Dornas odskoczyli od drzewa, które poruszyło najbliższym konarem, chcąc ich złapać. Aledia pisnęła ze strachu. Nie mogła się ruszyć, widząc, jak ogromne drzewo chłoszcze powietrze gałęziami, a raz po raz rozlega się mrożący krew w żyłach grzmot. - To żyje! – wydyszał Tauter, podnosząc pełne przerażenia oczy na drzewo. Dornas złapał go ramię i chciał odciągnąć, gdy wtem dostrzegł na pniu nierówno wyryty język elfów. Oniemiały odczytał słowa. - Owszem żyje, bo to drzewo Infinii, jest wieczne. - Nic nie rozumiem. – Aledia podeszła bliżej i dotknęła ręki Dornasa. - Tak tu jest napisane. Drzewo Infinii, bogini legend i wyroczni, w którym wciąż żyje cząstka jej nieskończonego ducha. - Tylko tyle? - Boginia legend… - szepnął Tauter. Podszedł bliżej i usiadł przed drzewem, które znieruchomiało na dźwięk imienia wyroczni. – Myślicie, że jej duch może nam coś opowiedzieć? Aledia mimowolnie przysiadła przy nim, wciąż wpatrując się w wyryte symbole. Dornas wolał zostać tam, gdzie stał, założył ręce na piersi i wzruszył ramionami. - Infinio… - Szept Tautera unosił się w powietrzu przyprawiając ich o dreszcze. Nagle drzewo drgnęło. Tym razem ruchy miało powolne, niemrawe, jakby każde poruszenie sprawiało ból. Kora zaczęła pękać z trzaskiem, a liście posypały się niczym deszcz. - Co się dzieje? – wyszeptała nimfa, coraz bliżej przysuwając się do Tautera. – Co ty najlepszego zrobiłeś? Drzewo ewoluowało, traciło liście, kora odpadała na trawę. Drewno wydawało się płynne, gdy zbiło się w wysoki na dwa metry słup. Samo zaczęło się rzeźbić, tworząc sylwetkę, wydrążając oczy i usta, przybierając postać kobiety-drzewa. Drewniane powieki otworzyły się ze zgrzytem, a zza nich ukazała się para przezroczystych oczu. Istota wykrzywiła wargi w uśmiechu i przemówiła: - Obudziliście mnie. Tauterowi zabrakło tchu, gdy szkliste oczy odnalazły jego. - To ty mnie wezwałeś. Poczuł gęsią skórkę na dźwięk tego głosu. Brzmiał jak cichy szelest liści na wietrze, niczym śpiew ptaków wśród konarów. Głos leśnej bogini. - Tak… Wybacz mi. - Ależ nie, dziękuję – kobieta zaśmiała się szumem wiatru. – Od wieku nikt nie wypowiedział tu mojego imienia, choć nieraz chciałam podzielić się legendami, które powoli umierają wśród stworzeń… - Zechciałabyś nam jakąś opowiedzieć? – odważył się zapytać. - Naturalnie, to mój jedyny dar, o którym zdążyłam już zapomnieć, zaklęta tak długo. – Jej niezwykła twarz wyrażała zadumanie, gdy milczała dłuższą chwilę. – Posłuchajcie. Istnieje na świecie przeklęty kraj, gdzie ziemia jest bezpłodna i sucha, powietrze przesycone odorem śmierci i rozpaczy. Nie ma tam radości ni dobra. Ten kraj to Dartomen. W tym miejscu zapomnianym przez bogów, rośnie Drzewo Wody, nazywane przez ludzi Źródłem Młodości. Pośrodku Lasu Ciemności, który otacza Dartomen, z wyklętej, czarnej ziemi wyrasta drzewo, w poszukiwaniu którego wiele stworzeń oddało swe życie. Ich ofiary utrzymują przy życiu drzewo o soczystych liściach, oślepiająco świeże wokół zniszczenia i niebytu. Krew nieszczęśników przed wiekami zdążyła już weschnąć w glebę, jednak nadal nikt nie zdobył skarbu, jaki ma Drzewo Wody. Jego soki to ambrozja bogów, nektar dający nieśmiertelność każdemu, kto go wypije. Nigdy się nie zestarzejesz, nikt nie będzie w stanie cię pokonać, twoja wiedza będzie nieskończona, gdy będziesz pogłębiał ją przez całą wieczność. Wiedza, mądrość, zrozumienie – to daje eliksir wiecznego życia, nie tylko życia twego ciała, ale i umysłu. Tysiące śmiałków wyruszyło po dar drzewa, ale nikt nigdy go nie ściął… Z czasem stworzenia zapomniały o przeklętym państwie, z którego nikt nie wracał, a Drzewo Wody uznano za zwykły wymysł ludzi uciekających przed śmiercią i potępieniem. Tauter ocknął się z transu, jaki wywołał głos Infinii. Potrząsnął głową, zamrugał powiekami i dostrzegł, że Aledia i Dornas byli w podobnym odrętwieniu. Przez twarz bogini przeszedł cień lekkiego uśmiechu. - Na mnie już pora. Jej słowa uleciały z ust niczym odfruwające ptaki. Jej postać zaczęła się zmieniać, rozszerzać, liście rozrastały się w niezwykłym tempie. Po chwili ujrzeli to samo drzewo, co przedtem. Jednak na korze pojawiły się nowe słowa. - Drzewo Wody – odczytał Dornas. Dreszcz przebiegł plecy Tautera, gdy ujrzał wyryte litery. Były inne niż pozostałe, zdawało mu się, że lśnią, ze środka wydobywało się oślepiające światło. Jednak gdy mrugnął, promień zniknął. - Wracajmy, Taniya na pewno już cię wyczekuje – powiedziała Aledia, kładąc dłoń na ramieniu metefenina. Przyjrzała mu się dokładniej. Na jego twarzy zaskoczenie mieszało się z determinacją, jakiej nigdy przedtem u niego nie widziała. Był młody, jeszcze dziecko, ale jego rysy zdradzały wewnętrzną dojrzałość, która odciskała na nim swoje piętno. Zmarszczył czoło i potarł palce, jakby chciał pozbyć się swędzenia. - Tauterze? Podniósł na nią ciemne oczy i kiwnął głową. Mrowienie w palcach oznaczało tylko jedno – jego los został w tej chwili zapieczętowany. Decyzja, którą podejmie w przyszłości, miała swoje źródło w dzisiejszym dniu. I on wiedział, jaka będzie to decyzja.
*** Kilka lat później.
- Tauterze… - westchnęła Taniya. – To są mrzonki, nie widzisz tego? Nie zostawiaj mnie samej, czy nic dla ciebie nie znaczę? Chcesz mnie poświęcić swojemu marzeniu, swoim wymysłom? – Jej głos stopniowo milknął. Tauter spojrzał na nią z bólem. Jednym krokiem znalazł się przy niej i wziął jej dłonie w swoje. - Robię to dla ciebie, dla nas. Wszystko czym żyliśmy do tej pory… Co to było? Czy sama nie czułaś, że nadchodzi szczególny moment? Czy nie czułaś tego w koniuszkach palców, lekkie mrowienie, które jednak nie przechodziło aż do dzisiaj? Czy możesz temu zaprzeczyć? – Poszukał jej spojrzenia. - Nie – szepnęła i spuściła głowę. - Wiesz co to. Ja też wiem. Mój los się zmienia, drogi mojego życia kształtowały się do dziś. Podejmuję decyzję, która, z pewnością wiele zmieni, ale czy nie przeszło ci przez myśl, że to dobra