Psychologia · 6 min czytania
Drzwi obok.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Korytarz był długi, wąski, zimny i na tyle nieprzyjemny, że chciałam z niego czym prędzej uciec. Jak zresztą każdego innego dnia, w którym przyszło mi się po nim przechadzać. Tym razem jednak zaaferowało mnie to na tyle, że zapukałam do nieodpowiednich drzwi: - Niech Pani nie puka – powiedział Pan w szlafroku, siedzący przy małym stoliku zwężającym owy korytarz na tyle, że średniej budowy człowiek ledwo mógł się przecisnąć – Tam już Pani nikt nie otworzy. Wybałuszyłam na niego oczy, po czym dopiero po paru sekundach dostrzegłam, że dobijałam się do „przejściowej” kostnicy. W tym samym czasie z pokoju obok wyszedł roześmiany Paweł: - Co jest kochanie? Czyżbyś chciała mnie już widzieć drzwi obok?
***
Siedział na łóżku i szczerzył garnitur swoich białych ząbków, podczas gdy ja usilnie starałam się nie hiperwentylować. Chłopak, z którym dzielił pokój, czytał „Rzeźnie numer pięć” Vonneguta. Oddział hematologii nie był dobrym miejscem dla kogokolwiek. Jeszcze gorszym niż de facto jest widział go hipochondryk, a prawdziwym piekłem stawał się dla hipochondryka, którego drugiej połówce przyszło się tam leczyć. - Mówiłem ci, żebyś tu nie przychodziła – powiedział, głaskając mnie po głowie – A ty idziesz w zaparte i zjawiasz się tu dzień w dzień. Ja ogarnę się w ciągu tygodnia po wyjściu, a Tobie rok chodzenia do psychologa nie wystarczy. - Nic mi nie jest! – powiedziałam, sięgając do siatki z zakupami z Żabki. - Nie? A wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. Co w sumie jest całkiem możliwe, biorąc pod uwagę, że stałaś przed wejściem do kostnicy. Usłyszałam śmiech chłopaka z łóżka obok. Podniosłam głowę i spojrzałam gniewnie na Pawła, który dalej szczerzył się jak idiota. - Masz – wcisnęłam mu wściekle do ręki butelkę Coli – To żeby grzybice ci się w żołądku nie rozwijały, po tych cholernych cytostatykach. - Wiem jak działa Cola moja droga, nie zapomnij, że skończyłem medycynę. - No jakżebym mogła – mruknęłam wciąż poirytowana. - Chodź, pójdziemy na spacer – powiedział radośnie, zeskakując z łóżka. - Że gdzie pójdziemy? - Na spacer! Jest przecież taka piękna pogoda! - Widzę że ilość komórek mózgowych zmniejsza ci się proporcjonalnie do ilości leukocytów! Przecież ty nie masz prawie w ogóle odporności i chcesz wychodzić na dwór?! Do tego siedliska wirusów, bakterii i grzybów?! - No nie przesadzaj, aż tak źle z moją odpornością nie jest. Widziałem dziś rano wyniki i… - przerwał w momencie, kiedy spojrzał na moją twarz, na której dalej malował się gniew, tym razem w połączeniu z przerażeniem – No dobrze, a możemy iść chociaż do świetlicy? Pokiwałam potakująco głową i ruszyłam w stronę drzwi, z powrotem prowadzących na mój ulubiony…