Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 33 min czytania

DUCHOTA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I Warszawa. Podobno najbrzydsze miasto świata. W tramwaju pocę się tak bardzo, że możesz mnie wyżąć, kiedy przyjeżdżam do twojej willi. Ty pojebana dziewczyno. Ty pojebane miasto. Kochałem was.

- Załóżmy firmę! Przeżuwała żelki Haribo i moczyła nogi w misce. Było tak gorąco, że nawet nie chciało mi się jej pieprzyć. Po prostu patrzyłem na jej nogi i te żelki. - Jaką firme? Alex, o co ci chodzi? - Będziemy pokazywać ludziom jakieś śmieszne rzeczy. Będą do nas przychodzili, a ty im będziesz pokazywał coś śmiesznego, a ja będę ich kusiła, hihi. Załóżmy firmę. Będzie się nazywała A&J. - Do nas to znaczy gdzie? – mucha usiadła jej na kolanie i pocierała odnóżem o odnóże. Miała ochotę na jej kolano. Ja nie miałem. - No misiu, tu do mnie. Tu i tak nikogo nie ma, tylko ja sama. Nudzi mi się, wiesz? Jej rodzice byli dwa lata po rozwodzie. Matka była stewardessą. Ojciec miał firmę produkującą panele podłogowe. Firma ojca była bardzo bogata. To podobno były panele wysokiej klasy. Alex mieszkała w willi z matką, pod warunkiem, że matka akurat była w Wilanowie, a nie na przykład w Abu Dabi. Bardzo jej się nudziło, szczególnie w wakacje, kiedy nie można było bezczelnie udawać, że studiuje się dziennikarstwo. - Kotek, przestań pierdolić. Nalej mi whiskey i połóż się na mnie. Poleżymy sobie. Zrobiła smutną minę i poszła do barku pełnego najrozmaitszych rozmaitości. Nalała mi Jacka Danielsa. To ciekawe, bo nigdy nie lubiłem whiskey. Ale w jej domu nie mogłem się oprzeć pokusie wypicia kilku szklaneczek z lodem. Przyniosła mi alkohol i rozłożyła ręcznik. - Jak wyglądam? – jej ciało schło po prysznicu. Siniak na wewnętrznej części uda nie chciał zejść. Wyglądała na cztery z plusem. - Jak zawsze świetnie. Na szóstkę z plusem. Połóż się na mnie. Położyła się. Ugryzła mnie w wargę i zachichotała. Zacząłem krwawić, a ona zlizywała krew. Była niesamowicie znudzona. - Co będziemy dziś robić? - Nie wiem. Rozgryzłaś mi wargę. - Przepraszam . Jestem dzika, wiesz? - Zauważyłem. Umierasz z nudów, co? Może wybierzemy się na Malediwy? - Poszukam pieniędzy w szufladach. Może mama coś zostawiła. Poszła szukać pieniędzy. Wytarłem krew o białą kanapę. Było mi wszystko jedno co będziemy robić tego dnia. Piłem whiskey, patrzyłem na nią i strasznie śmieszył mnie jej widok, kiedy szukała gotówki we wszystkich możliwych szufladach. - O, patrz co znalazłam! Znalazła dwieście złotych. Pieniądz w sam raz, żeby szybko go stracić. Ja miałem kilkaset, zaoszczędzonych przez pracę za barem. - I co z tym zrobimy?- spytałem liżąc swoje wargi i perwersyjnie racząc się metalicznym smakiem krwi. - Rozniesiemy Jacuś. Rozniesiemy to, zrobimy same głupie rzeczy, w porządku? - Może być. Gdzie chcesz iść? Co chcesz robić? - Chciałabym..Sama nie wiem. A gdyby tak się zabić? Przestałem delektować się krwią. Stała na schodku. Spod ręcznika widać było jej sutki. Była podekscytowana pomysłem zabicia się. - Zwariowałaś. Nie. Nie pójdziemy się zabić. Chodź do kina. Ten film z Leonardo jest podobno całkiem niezły. - No dobra. Mogę się na tobie położyć? -Ta..Możesz.. Położyła się. Zrobiła mi malinkę. Miała mokre stopy, a jasne włosy wchodziły mi do ust i drapały podniebienie. Świeciło słońce, a kilka much urządzało sobie wyścigi – od telewizora, na półkę z płytami DVD.

II Miasto stanęło. Jak zwykle pierwszego sierpnia o siedemnastej. Ale my szliśmy ulicą dalej, nie obchodziła nas Godzina „W”. Lizaliśmy lody i bekaliśmy żarciem z KFC. Miała na sobie krótką spódniczkę, a tylko ja wiedziałem, że na wewnętrznej części uda cały czas ma siniaka. - Wiesz co? Lubię Warszawę. – poinformowała mnie kiedy szliśmy Długą w stronę Nowego Miasta. Trzech powstańców szło powoli drugą stroną ulicy. - Tak? Zawsze tak było? Zamyśliła się. Polizała rozpuszczającego się śmietankowego loda. Cały rożek pokryty był resztkami zaschniętej śmietany. - Wiesz co? Nie wiem. Początkowo kochałam Toruń. Wiesz, tam się wychowałam i w ogóle. - A pierwszy raz? – spytałem. Zachichotała. Wystarczyło przywołać jakikolwiek temat związany z seksem i od razu wpadała w głupkowaty chichot. - Ale co głuptasie? Czy bolało, hihi? - Nie. Nigdy cię o to nie pytałem. Gdzie przeżyłaś swój pierwszy raz? Chichot. Skręciliśmy na lewo we Freta. Po brukowanych uliczkach Nowego Miasta spacerowało sporo ludzi. - Ojej. To było tak dawno.. Ale oczywiście, pamiętam. Byłam na biwaku, nad jeziorem. On miał gitarę. Taką wiesz.. - Jaką? - Taką zwyczajną, nie taką jak na teledyskach. - Klasyczną? - Hihi. Chyba tak. Taką klasyczną. Było ognisko, piliśmy piwka. I tak się jakoś złożyło. Wyglądał strasznie dobrze. Był z Krakowa. - Tfu – splunąłem. Nie znosiłem Krakowa. - Wiem, wiem. Tylko Warszawa. W każdym razie skończył szybciej niż zaczął. Ale wiesz, liczyło się. - No tak.. - A twój? - Nie ma co opowiadać. Byłem pijany i głupi. A ona nie była zbyt piękna. - Nie tak jak ja? - O nie. Ona była co najwyżej na trójkę z plusem. Chichot. Usiedliśmy na schodkach na rynku. Słońce chowało się gdzieś za nami, a powstańcy popijali w okolicznej kawiarni czerwone wino. Alex wgryzała się w rożka. W kąciku ust zaschła jej śmietana. - Co chcesz teraz robić mała? –zapytałem oglądając sms-y w komórce. Alex, Alex, Piotrek. I znowu trzy od niej. - Zabijmy kogoś. Skoro nie chcesz żebyśmy zabili się sami, to zabijmy kogoś. Spojrzałem na nią. Wyglądała jakby mówiła zupełnie poważnie. Dopiero po chwili zachichotała. Echo chichotu odbijało się od budynków i zwróciło uwagę powstańców. Spojrzeli na nas na ułamek sekundy, po czym powrócili do delektacji czerwonym trunkiem. - Nie no, przepraszam. Wiem, że nie lubisz, kiedy taka jestem. Wróćmy do domu i pobawmy się, okej? - Okej, ale w co? - Będę cię gryźć. A potem zobaczymy. I zaproś Piotrka. Popatrzy.

Piotrek siedział na fotelu, a ona wgryzała się w mój brzuch na kanapie. Lizała mój pępek i szczypała za dupę. Piotrek patrzył. - Kurwa, nie wiem co zrobić, chyba zrezygnuję z tych studiów. Męczy mnie już wszystko, a do poprawki nie jestem zupełnie przygotowany. Alex ujeżdżała moje udo, a ja słuchałem. - Wiesz stary, zawsze możesz pociągnąć biznes ojca. - Żartujesz sobie? – parsknął i nalał sobie do szklanki Sprite’a z wódką – Kwiaciarnia? Mam prowadzić kwiaciarnię? - Może. Skoro nie chcesz studiować. – Alex gryzła mnie w ucho i wsadzałam mi moje palce do swojego tyłka. Piotrek sączył drinka. Włączył telewizor. - O patrz. Ci idioci znowu odpalili race na cześć Powstania. - Wiem. Widziałem. Byliśmy dziś z Małą na spacerze. - O, super. I co robiliście? - Spacerowaliśmy – odpowiedzieliśmy z Alex niemalże jednocześnie , a moje palce znajdowały się akurat w czeluściach jej słodkiej dupy.

III W moim mieście zazwyczaj pada deszcz. Trawniki są mieszanką brunatnego śniegu, nijakiej trawy i psich gówien, które od czasu do czasu osadzają się na podeszwach mieszkańców. Jednak wtedy było lato. Pierdolone lato, podczas którego deszcz nie miał zamiaru spaść.

Staliśmy z Alex i Piotrkiem przy PKP Powiśle. Chlaliśmy wódkę, a temperatura naszych ciał znacznie przekraczała trzydzieści sześć i sześć. - Jak myślicie, założyłam dziś majtki? – zapytała Alex wycierając ręką z kącika ust resztkę sprite’a, który służył nam za popitę do Cytrynówki. Spojrzeliśmy się po sobie z Piotrkiem. Zapaliliśmy papierosa. - Zagrajmy o to – rzucił Piotrek. - Jak? – spytałem krztusząc się dymem i powstrzymując odruch wymiotny. - No normalnie. Ja mówię, że założyła, a ty, że nie. Albo odwrotnie. Jako, że to twoja kobieta, mam prawo wybrać pierwszy. Alex zachichotała i też zapaliła fajka. Cała sytuacja bardzo ją bawiła. - Chujowa zasada. Ale niech ci będzie. No więc słucham. Piotrek podrapał się po brodzie. Popatrzył na różową spódniczkę Alex, na jej długie jasne włosy i płonące oczy. Wiedziałem, że ma na nią ochotę. Od zawsze. I wiedziałem, że kiedyś jego pragnienie się spełni. Alex była zdolna do wszystkiego co złe. - Myślę, że twoja dziewczyna Jacku..Myślę, że ma bieliznę. - Okej. W gruncie rzeczy ja też tak myślę. Ale niech ci będzie. Niech coś się dzieje. O co gramy? - Ja wiem! – wtrąciła się Alex. – Ten z was który wygra, będzie mógł mnie pocałować. Tak mocno. Spojrzałem na nią jak na wariatkę. Wiedziałem, że gdyby nią nie była, już dawno bym z nią nie był. - No nie patrz tak. Zaufaj mi. I obiecuję, że jeśli wygrasz, ten pocałunek będzie smakował zupełnie inaczej niż wszystkie dotychczasowe. Piotrek się zaśmiał, a ktoś inny zrzygał pod estakadą prowadzącą na Most Poniatowskiego. Zgodziłem się. Nie było nic ciekawszego do roboty. Chwyciliśmy się z Piotrkiem mocno za dłonie, a ona przecięła zakład. Nastąpiła chwila ciszy. Wyrwała mi z rąk butelkę Cytrynówki i pociągnęła łyka. Bez popitki. Uśmiechnęła się szelmowsko i zrobiła piruet. Potem drugi. Nie przestawała. Robiła je coraz szybciej i aż dziw, że się nie porzygała. Minęła chwila i podczas wywijania tych akrobacji zaczęła unosić spódniczkę w górę by po ułamku sekundy opuszczać ją w dół. Robiła to w takim tempie, że ciężko było się zorientować, czy ma na sobie cokolwiek. W końcu się zatrzymała. Tyłem do nas. Wzięła kolejnego łyka wódki i uniosła triumfalnie różową kurtynę. Zobaczyliśmy tyłek. Piotrek po raz pierwszy, ja po raz któryś. Delikatna pupcia szalonego stworzenia nazwanego przez pomyłkę kobietą. Ozdabiały ją przezroczyste majtki z czarnego, koronkowego materiału. Przegrałem zakład. Piotrek się zarumienił i nie potrafił powstrzymać triumfalnego uśmiechu. Alex odwróciła się. - Gratuluję Piotr, choć ty misiu, też byłeś blisko. Możesz odebrać nagrodę teraz, albo później. Na co się decydujesz? Nie spodobało mi się to. Tego nie było w umowie. Ale nie chciało mi się formułować sprzeciwu. Minęło kilka minut od mojej ostatniej kolejki wódki. Zabrałem ją Alex, popiłem i zaczekałem na decyzję kolegi. Znowu drapał się po brodzie i obserwował; jej łydki, jej ramiona, jej roześmiane usta. - Jacuś, będziesz miał coś przeciwko, jeśli odbiorę nagrodę kiedy indziej? Oczywiście w twojej obecności. - Jasne Piotruś. Odbieraj sobie kiedy chcesz. Teraz chodźmy potańczyć. Alex klasnęła w dłonie, pobiegła w miejscu i podskoczyła. Odpaliliśmy z Piotrkiem po kolejnym papierosie i leniwie przemieściliśmy się bliżej baru, gdzie didżej miksował najmodniejsze rytmy ostatnich miesięcy.

IV Wysłała mi list. Widywaliśmy się prawie codziennie, po kilka godzin. Mimo to, spocony do granic możliwości listonosz, przyniósł mi list i był to list właśnie od niej. Hej Misiaku! Piszę do ciebie, bo pomyślałam, że to całkiem fajnie napisać list do kogoś. Tylko te maile i maile, a przecież jest poczta, listonosze, skrzynki pocztowe i w ogóle. Co tam u ciebie Misiaku? Mam nadzieję, że wszystko dobrze i że może na przykład właśnie przed chwilą o mnie myślałeś. Nie myśl sobie, że napisałam do ciebie tak po prostu. Myślę sobie, że powinniśmy wyjechać z miasta i zrobić coś, co sprawi, że ta wakacje będą niezapomniane. Mam nawet kilka pomysłów. Chciałabym, żebyśmy pojechali z Piotrkiem. W końcu to twój najlepszy kolega, a ja tak świetnie czuje się w waszym towarzystwie. Całuję cię gorąco i bądź pewien, że ucałuję cię jeszcze goręcej, kiedy się zobaczymy. Twoja. A 11.08.2012

Przyjechałem do niej sfrustrowany. Nie potrafiłem określić czym. Byłem zły. Poczułem się jeszcze gorzej, kiedy zobaczyłem na tarasie Piotrka palącego jointa i sączącego przez słomkę koktajl bananowy. - Oho. Wpadłeś sobie. – wypaliłem nie zatrzymując się przy nim nawet na chwilę. Chciałem znaleźć Alex. Chciałem ją przelecieć, dać jej w twarz dla zasady, a potem opuścić jej szklaną rezydencję i być może nigdy do niej nie wrócić. Wszedłem do salonu. Siedziała na kanapie w szortach i t-shircie z myszką Minnie. Właśnie kończyła kręcić jointa. Jej barmańska szklanka stała na przeszklonym stoliku. Tak jak u Piotrka wypełniał ją koktajl z bananów. - O, misiak, hej! – krzyknęła nie przerywając skomplikowanej operacji przygotowywania skręta. Usiadłem koło niej i popiłem koktajlem. Byłem mocno spragniony. Zlizała bananowy osad z moich ust i położyła się na kanapie z głową na moich udach. Nie przestawała udoskonalać, nie najgorzej zrolowanego już, jointa. - Dostałem list. Zachichotała. - I co, podobał ci się? Na pewno ci się podobał. Lubię cię zaskakiwać. Co sądzisz o moim pomyśle? Skończyła kręcić jointa i usiadła z powrotem odrywając głowę z moich ud. Spojrzała na mnie i zamachała mi skrętem tuż przed oczami, chwaląc się jego pokaźnymi rozmiarami. - Wspaniale Alex. Uważam, że twój pomysł jest idiotyczny. Źle ci w Warszawie? - Dobrze. Ale potrzebuję ruchu. Uważam, że powinniśmy napaść na bank, a potem pławić się w luksusach w całym kraju, a może nawet i na kontynencie. Jesteśmy młodzi misiu. Zróbmy coś szalonego. Wsadziła mi rękę do gaci i uśmiechała się tak jak lubiła najbardziej – zalotnie i zawadiacko. - To jest kretynizm. Tu jest nam dobrze. Mi i tobie. Twojej matki prawie nie ma. Mamy siebie, całą willę, całe miasto. - Narzekasz..Znowu narzekasz. Zobaczysz, będzie super. Piotrek też jest za. - Kochanie, a po co nam on? - No jak to po co? Popatrzy. A poza tym, to twój przyjaciel. Wstała z kanapy i wyszła na taras. Miałem ochotę rozebrać się i wskoczyć do basenu pełnego lodowatej wody. Miałem ochotę być tam z każdą ze swoich byłych dziewczyn, byle nie z nią. Wyszedłem jednak z pokoju za nią. Jointy były już odpalone. Na widocznej pod rozpiętą koszulą Piotrka klatce piersiowej, widać było małe kropelki bananowego szejka. - Słyszałem Jacek, że pomysł, nie przypadł ci do gustu. Wypuścił z ust kłęby dymu. Charakterystyczny zapach zaatakował nasze nozdrza. Poczułem się jeszcze gorzej. - Nie jestem przekonany. Odebrałeś już swoją wygraną? - Jaką wygraną? - Dobrze wiesz o czym mówię. - Ah. – zakaszlał potężnie, Alex wypuściła dym i zachichotała – Nie, wciąż nie. Trochę mi jednak głupio, wiesz? - Nie przejmuj się. To był zakład, który przegrałem. Wszystko było fair. Możesz wsadzić jej język do ust nawet teraz. - Nie. Głupio mi, serio. Ale uważam, że moglibyśmy pojechać na spontaniczną przejażdżkę po kraju. Mam samochód i trochę pieniędzy. Zresztą wy też. Mam już dosyć tego miasta, tej duchoty. A poza tym, muszę przemyśleć swoją przyszłość. W mieście nie bardzo mi to wychodzi. Palisz? Zaoferował mi skręta. Alex ciągle chichotała. A on na przemian rozpinał i zapinał guzik swojej koszuli. Kropelki koktajlu wyparowały. Zapaliłem. Po chwili kaszlałem jak rasowy gruźlik. Piotrek poczęstował mnie resztką napoju, a Alex pokładała się na ziemi ze śmiechu. - A gdzie byśmy pojechali? - Gdzie by nas mapa poniosła. Zobaczysz. Mogłoby być ciekawie. Nie martw się Jacek. Warszawa ci nie ucieknie. I zapalił żarzącego się skręta. Usiadłem na krześle i popatrzyłem na włączony, stojący na środku trawnika zraszacz. Orzeźwiał rośliny i charakterystycznie pykał. Alex uspokoiła się i wytarła mokre od euforycznych łez policzki. Nienawidziłem jej, jego i siebie. Wstałem z krzesła i podbiegłem do zraszacza. Orzeźwił mnie, ale tylko na chwilę.

V Wyruszyliśmy po południu. Koniec końców pojechaliśmy moim srebrnym Nissanem. Wyczołgiwaliśmy się z miasta na północ i staliśmy w korku. Na zewnątrz było gorąco, a w środku co chwila psuła się klimatyzacja. Nie odzywałem się, bo nie miałem ochoty i za bardzo nie wiedziałem czemu w zasadzie opuszczam Warszawę. Czułem strach, brak wiary we własne siły i niechęć. W ustach było mi wciąż za sucho, mimo że siedząca koło mnie Alex, co rusz odkręcała mi półlitrową colę. - Jedźmy! Tak strasznie się cieszę, że jedziemy! – klaskała w dłonie i macała mnie po udach. Piotrek oglądał mapę i bawił się bzdurami swojego iPoda. Zabrał ze sobą książke Stiega Larssona i bletki. Poza tym każde z nas wzięło najbardziej podstawowe akcesoria; ubrania, kosmetyki i kilka butelek alkoholu. - Po trzydziestu kilometrach zjedź w lewo. Cokolwiek się pojawi zjedź w lewo, potem jedź prosto i na trzecim skrzyżowaniu znów zjedź w lewo. - Dokądś nas to doprowadzi? – spytałem zmieniając bieg. Co chwila wrzucałem jedynkę by po chwili zrzucić auto na luz. Doprowadzało mnie to do szewskiej pasji nie bardziej niż fakt, że zarówno ona jak i on byli bardzo, ale to bardzo szczęśliwi. - Nie mam pojęcia. I właśnie to jest najlepsze, nie sądzisz? - Nie jestem pewien. Tkwiliśmy w zastygłym samochodowym sznurze. Asfalt parował, spaliny wirowały. Stanie w korku zajęło nam godzinę, a oni zdążyli upić się połową butelki czerwonego Johnnego Walkera. W końcu sznur samochodów ustąpił. Przyspieszyłem. Alex krzyczała i pluła z podekscytowania. Mijaliśmy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
DUCHOTA — czytnik · opowiadania