Fantasy · 6 min czytania
Duchowidząca: Pierwsze spotkanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pierwszy dzień wakacji! Nareszcie, po dziesięciu miesiącach nauki. Patrząc na świadectwo czułam się spełniona. Pierwsza klasa. Pierwsza klasa gimnazjum zdana! Moją radość hamował jedynie wyjazd do dziadka. Nie, że go nie lubiłam, ale myślałam, że z tydzień zostanę w domu i po świętuję te dwa miesiące z koleżankami. -Ewciu, nie denerwuj się tak-uspokajała mnie mama- to tylko tydzień. Bez entuzjazmu wrzucałam kolejne ubrania do czerwonej walizki. Gdy wcisnęłam ostatnią bluzkę zamknęłam torbę i wyszłam niosąc ją w ręce. Nie należała do najlżejszych. Ostrożnie wsadziłam ją do bagażnika i wsiadłam do czarnego Forda Mondeo. Mama usiadła za kierownicą. Poprawiła jeszcze blond koka i odpaliła auto. Wyjechałyśmy z miasteczka. -Ewo, wiesz, że nie możesz zostać sama w domu. Twój brat jest na studiach, ojciec pojechał na jakiś wyjazd do Monachium, a ja mam spotkanie służbowe w Warszawie. -Tak, tak, powtarzałaś mi to chyba z milion razy- wyciągnęłam słuchawki z jeansów i podłączyłam do telefonu. Wolałam posłuchać Vavamuffin albo Grubsona, niż mamy. "Malinowa mamba" wprowadziła mnie w idealny nastrój do wpatrywania się w okno. Przelatywały przed moimi oczami różne rzeczy, domy, drzewa, jakiś chłopiec w dziwnym berecie. On przykuł moją uwagę. Był ubrany tak... staroświecko. Nie zdążyłam się mu przyjrzeć. Wolałam zasnąć niż rozmyślać i jakimś chłopaku. Do małego domku pod lasem dojechałyśmy gdzieś o dwudziestej. Było jeszcze jasno. -Ewana!-krzyknął dziadek- Jak dobrze, że przyjechałaś! Nie lubiłam jak ktoś używał tego skrótu mojego imienia. Szaleństwo lat dziewięćdziesiątych skusiło moją mamę i tatę do tego imienia. Ja teraz na tym cierpię. -Cześć dziadku- przytuliłam wąsatego staruszka. Wyciągnęłam walizkę z samochodu i poszłam do domku. Nie był duży, ale dla dziadka starczał. Nie ściągałam sandałów. Przeszłam ciągnąc za sobą walizkę do pokoiku gościnnego. -Ewanko! Chodź do salonu!- zawołał dziadziuś. Niechętnie podniosłam się z łóżka. Gdy przez mini-przedpokój przyszłam do saloniku, usiadłam na jednym z foteli. -Mam prośbę-zaczął-Wiem, że jest późno, ale mogłabyś pójść do lasku po koszyk jagód? -A co tam robi koszyk jagód- zapytałam lekko rozbawiona. -Byłem zbierać jagody, no ale zapomniałem wziąć koszyka, gdy skończyłem. -Jasne, już idę- wstałam i wyszłam. Nie było powodów bym zachowywała się tu jakoś uroczyście. Bez trudów dotarłam na miejsce gdzie rosły czarne owoce. Znajdował się tam też ogromny głaz. Usiadłam na niego i zadzwoniłam do Izy. Iza:Hej Ewka, gdzie ty? Ja:Aktualnie u dziadka. Iza:To szkoda, pojutrze idziemy na pizzę z okazji urodzin Weroniki... Mówiła coś jeszcze. Jednak pomiędzy drzewami ktoś szedł. Ja: Izuś, ja zadzwonię jutro, muszę kończyć, pa. Rozłączyłam się. Wzięłam w ręce koszyk i poszłam za tym...kimś. -Ej!-krzyknęłam. Postać przystanęła. Był to chłopak, na oko miał czternaście lat. -Zgubiłeś się?- zapytałam. Odwrócił się i patrzył na mnie wystraszonymi oczami. Były jakieś blade, tak jak cały on. -Wybacz-