Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 8 min czytania

Duszatyn

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

DUSZATYN

Krzyki i zawodzenia zmąciły ciszę panującą w dolinie. Noc rozświetliła się dziesiątkami pochodni, a po chwili jasna łuna roztoczyła się nad całą wsią. Ktoś przebiegł wzdłuż jednej z chałup podkładając ogień, po czym z okrutnym wrzaskiem na ustach oddalił się w kierunku ostatnich, ocalałych od płomienia budynków. Cała wieś płonęła. Mieszkańcy w popłochu opuszczali swe domostwa uciekając w głąb puszczy, aby znaleźć się jak najdalej od oddziału tatarskiego, który bez litości rozprawiał się z pozostałymi przy życiu jeńcami. Wkrótce ruszyła pogoń przez las. Nikt nie miał prawa ocaleć. Po kilku godzinach, w czasie których Tatarzy urządzili mieszkańcom Piekarek istną rzeź, wieś całkowicie opustoszała. Palące się chałupy skwierczały niemiłosiernie, co jakiś czas rozlegał się odgłos walącego dachu. Większa część zabudowań stała w ogniu. Wśród panującej ciszy przerywanej trzaskiem gorejącego drewna dało się słyszeć ciche pojękiwanie przybłąkanego psa. Nazajutrz w południe armia koronna wkroczyła do zniszczonej przez pożar wsi. Dogasały ostatnie chałupy, a wszechogarniający dym drażnił oczy i przesłaniał widok jesiennego nieba. Konni na czele z sołtysem sąsiedniej wsi objechali dookoła spaloną osadę, po czym kapitan zwrócił się do łysiejącego człowieka w poszarpanej szacie. - Musi nikt nie przeżył. – stwierdził smutno – Bisurmańskie psy… Naraz penetrujący zgliszcza żołnierze wydali okrzyk zdziwienia. Kapitan zwrócił swego wierzchowca w stronę jednej z niewielu ocalałych zabudowań. Stara, drewniana stodoła była przypalona na dachu, lecz najwidoczniej ogień nie strawił jej doszczętnie. Dowódca zeskoczył z konia, po czym zajrzał do środka ponaglany przez jednego z żołnierzy. W kącie, otulona w poczerniałe od sadzy prześcieradło, leżała skulona dziewczynka. Była wycieńczona i zziębnięta. Nie zaznała snu odkąd uciekła z palącego się domu i ukryła w tej stodole. - Ktoś przeżył? – zapytał zdziwiony kapitan - Jako żywo. – rzekł entuzjastycznie żołnierz, który ją odnalazł – Jeszcze z niej młodzik, lecz uchowała się od pożogi. - Ocalała dusza. – mruknął – Duszatyn.

Gdy spoglądam teraz w przeszłość i widzę grzechy swoich przodków, nie jestem zdziwiony. Odnajduję sens w tym szaleństwie. Nie wstrząsają mną już tamte wydarzenia. Czyżby kara za winy? Być może, lecz któż mógłby wyjaśnić mi, czemu ta nieszczęsna ziemia była tak obficie krwią ludzką skrapiana? Teraz rozpoczął się nowy czas. Uzyskanie przez mój kraj wolności po tak długim okresie niewoli było czymś wspaniałym. Podsycany opowieściami dziadka i ojca marzyłem, aby móc to kiedyś ujrzeć. I oto ziścił się mój sen. Rzeczpospolita narodziła się ponownie, na moich oczach! Zakończył się czas terroru i strachu. Dostaliśmy nareszcie szansę. Jednakże radość nie potrafiła do końca przykryć żalu, który oplótł moje serce. Rany zadane wiele lat temu ciągle nie mogły się zagoić. - Aby urozmaicić nieco ten temat – powiedziałem do moich „wiernych słuchaczy” – opowiem wam powiązaną z nim historię. Jest ona o tyle ciekawa, iż miała miejsce niedaleko stąd, u podnóża góry zwanej…

Potworny huk rozległ się po Duszatyniu lotem błyskawicy. Ziemia zatrzęsła się, a z półek pospadały różnorakie przedmioty. Do pokoju, w którym spał mały chłopczyk wbiegła przerażona matka otwierając komodę i przeszukując wnętrze. Hałas nasilał się z każdą sekundą. Stojące na stole kubki stukały o blat jak zaczarowane. Chłopiec przebudził się, gdy kobieta potrząsnęła nim nerwowo i kazała się szybko ubrać. Po chwili klękając przy nim włożyła w ręce zdezorientowanego malca metalowy krzyż. Pięknie zdobiony krucyfiks z przybitą do niego postacią Zbawiciela błyszczał w świetle jedynej palącej się świecy. - Mamo – zaczęło dziecko - Módl się synku do Jezusika. – płakała matka – Módl się,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Duszatyn — czytnik · opowiadania