Filozofia · 9 min czytania
Duszność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
DUSZNOŚĆ
Szary dym z ostatniego papierosa przybierał bezwładne oblicze. Wypełniał pustą przestrzeń wolną od radości i nadziei. Mknął swą własną ścieżką, wolną od przeszkód niekończącą się droga. Nieograniczony horyzontem cieszył się z danej mu wolności i rósł w potęgę stając się głównym gościem ciasnego lokalu. Łączył się powoli ze swoimi rakotwórczymi towarzyszami, wydobywającymi się z bezimiennych ust, tworząc trwałe związki nikotynowego nałogu. Dym z tego ostatniego papierosa jednak po jakimś czasie zaczął wyraźnie dominować nad resztą, tak jakby starał się zachować swą niepowtarzalność i niezależność. Był w towarzystwie swych braci, ale tak naprawdę przebywał w zupełnie innym, przeznaczonym tylko dla siebie wymiarze. Ciągnął go jednak zapach pozostałych papierosów i bardzo pragnął być częścią tego dusznego towarzystwa. Strach i nieśmiałość były jednak większe niż lęk przed samotnością i chmura dymu wciąż brnęła przez swój własny pełen zgorzknienia świat. Co jakiś czas witała w bramach przezroczystych dzbanów wypełnionych jasnożółtym trunkiem. Znajdywała tam schronienie, lecz po pewnym czasie opuszczała to miejsce krótkotrwałego, zgubnego szczęścia, starając się znaleźć swe własne miejsce w świecie. Powoli traciła nadzieje na szczęśliwe zakończenie swej tułaczki, a myśl nieograniczonej przestrzeni z czasem zaczęła ją przerażać. Znudzona swym własnym obliczem i istnieniem chmura dymu zaczęła przyjmować ludzki kształt. Powoli tworzyły się ręce. Początkowo pozbawione szkieletu kończyny szybko zaczęły nabierać jednak sił i swego delikatnego piękna. Skóra na dłoniach stawała się coraz bardziej gładka, a paznokcie lśniły w blasku żółtego światła, przytłaczając szary kołyszący się w rytm muzyki dym. Tuż nad blatem baru wyłaniały się zgrabne nogi. Pełne kobiecości i siły biodra wirowały wokół popielniczki, co jakiś czas ocierając się o swą matkę zapalniczkę. Ta olśniona tworzącym się pięknem buchała niewidocznym dla nikogo szkarłatnym płomieniem. Powoli z bezkształtnej chmury wyłaniały się jędrne pełne wigoru uda dając początek pozostałej części tych niesamowitych kończyn. Stopy były równie gładkie jak dłonie, lekko odrywały się od stołu czekając na całkowite narodziny swej właścicielki, która powoli stawała się boginią tej zachmurzonej krainy. Twarz nabierała wyrazu kobiety twardej i jednocześnie kruchej i delikatnej. Soczyste usta tkwiły w niej nieruchomo, mając świadomość, że być może nigdy nie zostaną otwarte. Trochę tylko drgały, chcąc krzyczeć o swej pustej krainie. Tuż nad nimi lśnił swą harmonią zgrabny nos z niewielkimi dziurkami na dole. Co jakiś czas wydobywał się z nich dym, który przeobrażał się w płaczące nad swym losem oczy. Ich źrenice spoglądały z tęsknotą na pustą przestrzeń, zupełnie nie zwracając uwagi na dym z pozostałych papierosów. Na te pełne smutku oczy spływała burza szaro-kasztanowych włosów, tulących się do szyi i wijących się wokół boskich ramion. Kiedy z dymu wyłaniały się piersi wszystkie inne papierosy w sali zaczęły palić się intensywniej. Unoszący się z nich dym był coraz bardziej nerwowy i gryzący. Mimowolnie brnął w kierunku tej pełnej pociągającego wdzięku zjawy. Same też zaczęły przyjmować ludzkie kształty. Pomieszczenie wypełniało się męskimi osobnikami. Jedni wielcy, umięśnieni inni przeciętnej postury. Wszystkich łączyło niesamowite podniecenie, które odbierało im zmysły. Szybowali wokół swego obiektu pożądania tańcząc własny, nikotynowy taniec godowy. Zupełnie byli jednak niezauważani przez postać, której umysł wciąż tkwił w zupełnie innym wymiarze. Zaniepokojona coraz większą ilością dymu zaczęła podążać w kierunku uchylonego do połowy okna. Kiedy wydostała się na zewnątrz w barze panowała już ogólna bójka jej wielbicieli. Zdecydowanie najczęstszym sposobem walki papierosowych mężczyzn było duszenie. Wiele szyi owitych było przez zaciskające się dłonie, które z pełnym profesjonalizmem dokonywały morderstwa. Podłoga powoli zapełniała się ciałami, które z czasem rozpływały się pozostawiając po sobie jedynie gryzący zapach. Wszystko to działo się poza światem istoty, która była powodem tego całego okrucieństwa. Teraz, gdy była już na zewnątrz, nie miała wokół siebie żadnego przedstawiciela swego gatunku. Jednak samotność aż tak bardzo jej nie przeszkadzała. Powoli przyzwyczajała się do swego losu, a nadzieja, która podobno umiera jako ostatnia zaczęła ciężko chorować. Kierowała się w stronę wzburzonego morza, które…