Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 13 min czytania

Dwa złote

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwa złote.

Pan Roman energicznie wyszedł z mieszkania i z wielkim hukiem zatrzasnął za sobą drzwi. Był wściekły na swoją małżonkę, wyprowadziła go kompletnie z równowagi i nie miał ochoty przebywać z nią pod jednym dachem ani chwili dłużej. Zamiast dalej pieklić się w zaciszu czterech ścian i psuć krew sobie nawzajem, postanowił zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Spacer miał pozwolić ochłonąć zarówno jemu, jak i jego żonie. Sierpniowy wieczór okazał się nadzwyczaj ciepły. Półokrągły księżyc rozświetlał bezchmurne niebo, konkurując z rzędem miejskich latarni stojących równo wzdłuż drogi przecinającej centrum miasta. Pan Roman dobiegał już pięćdziesiątki i unikał nocnych spacerów po mieście, a w zasadzie unikał tej dzisiejszej łobuzerii i młodocianych bandziorów, którzy, w jego mniemaniu, właśnie o tej porze wylegali tłumnie na ulice. Kiedy był młodszy, jeszcze przed trzydziestką, często spacerował nocą nawet po nieoświetlonych uliczkach. Był postawny, sprawny, nie bał się nikogo. To raczej jego się obawiano. Teraz już by tak nie zaryzykował. Przemierzając krok za krokiem zapomniał na chwilę o strachu i nie wiedzieć kiedy zaczął czerpać ogromną przyjemność z samotnego spaceru. Dawno nie czuł się tak wolny i niezależny. Zazwyczaj spacerował z żoną, choć ostatnio zdarzało się to niezwykle rzadko, przeważnie przemieszczali się samochodem. Kiedy dzieci były małe spacerowali całą rodziną, wtedy też trudno było mówić o samotności. Ostatni raz pewnie był jeszcze za czasów kawalerskich, podczas powrotu z jakiejś prywatki, albo z baru, mocno podchmielony, jeszcze dopijając piwo po drodze. Tak, kiedyś to były piękne czasy. Przywołane wspomnienia sprawiły, że nabrał ochoty na piwo. Nie miał zamiaru odwiedzać lokalu, nie lubił już słuchać głośniej muzyki jak kiedyś. Zresztą co to teraz była za muzyka, tłuczenie i wrzaski, nic więcej. Nikt już nie słuchał The Doors, ani Pink Floyd, nikt nie chciał wsłuchiwać się w brzmienie instrumentów, starać się odnaleźć przesłania utworu. Teraz liczyła się tylko lekka melodia, tekst o niczym i mnóstwo głośnych uderzeń werbla. Nie, tego nie chciał. Zamierzał kupić sobie piwo w nocnym sklepie i usiąść gdzieś w parku, w ciszy i spokoju powspominać stare dobre czasy. Posiedzi tak godzinkę, może trochę dłużej, nabierze dystansu do przebytej niedawno kłótni i wróci do domu. Żona też na pewno przemyśli całą sytuację i podobnie jak setki razy wcześniej uzna, że nie warto im było się kłócić. Sklep nocny znajdował się dwie przecznice dalej. Wszedł pewnie po trzech schodkach i nacisnął klamkę. W sklepie, poza niezliczoną ilością rozmaitych alkoholi, znajdowało się dwóch klientów i wysoki łysy sprzedawca za ladą. Pierwszy klient uporał się dość szybko z zakupieniem kilku piw i paczki papierosów. Sprzedawca wydał mu resztę i nie odpowiedział na pożegnanie wychodzącego ze sklepu, zwracając się już do następnego klient zimnym i mało uprzejmym: „Co będzie?” Okazało się, że będzie kłopot. Zarośnięty mężczyzna po trzydziestce nie znalazł wystarczająco dużo środków na pół litra czystej wódki, po którą się pofatygował, zatem Pan Roman stał się przypadkowym świadkiem rozmowy, która między nimi się wywiązała: - Mam szesnaście złoty – tłumaczył mężczyzna, jakby na dowód tego trzymając w otwartej dłoni kupkę monet. - Nie ma jakiejś połówki za tyle? - Nie ma, najtańsza jest za osiemnaście. – odparł sprzedawca. - No ale w zeszłym tygodniu była taka za szesnaście. Bo kupowałem. – tłumaczył mężczyzna. - Już nie ma takiej. Jest najtańsza za osiemnaście. - No ale ja nie mam tyle, mam szesnaście. - zauważył mężczyzna, po czym wlepił w sprzedawcę wzrok, jakby oczekiwał od niego rozwiązania problemu, lub co najmniej porady jak ma się z nim uporać. - Za szesnaście nie mam połówki. Może ćwiartkę? Za dychę już się znajdzie. Mężczyzna wlepił w niego wzrok i uśmiechnął się z niedowierzaniem. - Nie chcę ćwiartki za dychę, jak połówkę mogę kupić za szesnaście. - Ale nie u mnie. – rzucił zniecierpliwiony sprzedawca. – Kupujesz pan coś, czy nie, bo kolejka jest! Mężczyzna odwrócił się i przekrwionymi oczami spojrzał na Pana Romana, jako jedynego przedstawiciela wspomnianej przed chwilą kolejki. Dłuższą chwilę wpatrywał się w niego, aż Pan Roman zaczął się zastanawiać, czy powinien jakoś zareagować, coś powiedzieć, czy mężczyzna wymagał jakiejś deklaracji, że jemu się nie spieszy, albo czegoś podobnego. Po chwili zdał sobie sprawę, że sprzedawca również na niego spogląda, poczuł się zatem jeszcze bardziej nieswojo, jakby przytłoczony siłą nieustępliwego wzroku dwóch par oczu, wysyłających mu niezrozumiałe sygnały. Stał niepewnie, wpatrując się to w jedne przenikliwe spojrzenie, to w drugie i miał wrażenie, że owe oczy stają się coraz większe i większe, przesłaniają już głowy mężczyzn, potem ich ciała, a po chwili niemal cały sklep. Stał więc sam w pustym sklepie, naprzeciw ogromnych gapiących się na niego oczu i miał ochotę natychmiast z niego uciec. Nagle przyszło mu do głowy dość proste wyjście z tej patowej sytuacji. Przestraszony i postawiony w stan zagrożenia człowiek, zmusza swój mózg do bardziej intensywnej pracy, dzięki czemu potrafi wówczas wymyślić bardziej nietuzinkowe rozwiązania, niż będąc w stanie komfortowym. Pan Roman w takiej sytuacji, według własnego mniemania, właśnie się znalazł. - To może ja pożyczę panu te dwa złote. - odezwał się chrapliwym głosem, gdyż zaschło mu w gardle. Na twarzy mężczyzny pojawił się nagle tak nieludzki grymas, że Pan Roman zastanowił się, czy nie będzie musiał udzielić mu pierwszej pomocy medycznej. Dopiero po chwili zrozumiał, że mężczyzna uśmiechnął się do niego z zadowoleniem. Następnie wziął od niego monetę, dorzucił ją do kupki trzymanej w dłoni i całość z brzękiem wysypał sprzedawcy na ladę, żądając tej droższej połówki, tej za osiemnaście. Zanim wyszedł jeszcze uścisnął dłoń swojego darczyńcy i podziękował za wsparcie. Pan Roman odetchnął z ulgą. Kupił sobie dwie puszki piwa, grzecznie pożegnał się ze sprzedawcą i nie słysząc odpowiedzi wyszedł ze sklepu. Uśmiechnięty poszedł w stronę pobliskiego parku, usiadł na ławce i otworzył puszkę piwa. Był z siebie bardzo zadowolony, zachował się jak mistrz strategii. Nie tylko wybrnął z napiętej sytuacji w sklepie, ale…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%