Romans · 8 min czytania
Dwadzieścia groszy (cz.2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiedziała, że jedynie ułamki sekundy dzielą go od wybuchu histerii. Mierzył ją wściekłym spojrzeniem i aż gotował się w środku. A ona miała z tego jedynie satysfakcję. Tak, cieszyła ją jego złość. Wyczytała kiedyś, w którejś z gazet, iż najgorszą zdradą dla mężczyzny jest zdrada fizyczna. A ona właśnie to zrobiła. Przespała się z innym. W dodatku jego przyjacielem… Z ironicznym uśmiechem zajęła miejsce na ławce i jakby nigdy nic zaczęła wpatrywać się w swojego chłopaka. On tymczasem czerwony ze złości chodził w tę i z powrotem najwyraźniej układając sobie to, co ma jej do powiedzenia. Choć w sercu miała ogromną ranę starała się zatuszować ją na wszelkie możliwe sposoby. Nie chciała, aby wiedział jak cierpi. Nie chciała przyznać się przed samą sobą do tego, jak bardzo zabolało ją to co zrobił… - Jesteś suką, wiesz?!- krzyknął w końcu, z taka energią, że z pozoru niewinna i nieporadna blondynka, aż podskoczyła. - Ale już nie twoją…- szepnęła w odpowiedzi z wrednym uśmieszkiem. Wlepiała w niego te swoje śliczne, niebieskie oczka i tylko czekała, aby dopiec mu jeszcze bardziej, jeszcze dogłębniej… - A ja cię kochałem…! - Och taak? A czy tą zaraz zaraz… nazywała się Monika…? Czy Marta…? Znałeś chociaż jej imię? Nieee… a po co- dziewczyna wstała i zaczęła krążyć wokół bruneta- Co za różnica jak się nazywa, ważne, ze dobrze całuje… - No kurwa, byłem pijany, zrozum! - Ja też była pijana. - Ale ty spałaś z moim kumplem!- ryknął ledwo powstrzymując się od uderzenie dziewczyny. Przechodząca nieopodal staruszka spojrzała na młodych z wyraźnym oburzeniem. Chłopak uspokoił się trochę i obrócił w stronę stawu. Blondynka podeszła do niego, zarzuciła mu ręce na szyję i nachyliła nad uchem szepcząc prowokująco: - …i było wspaniale…- chłopak odepchnął ją z taką siłą, iż omal nie wywróciła się wpadając na ławkę. Zamiast urazy czy wybuchu złości dziewczyna uśmiechnęła się triumfalnie czując, iż tą rundę zwycięży bez najmniejszego problemu. - Kiedyś byłaś inna, co się z tobą stało…- w jego wzroku gościł żal i obrzydzenie. - Zmieniłam się. Kochanie, to TY mnie zmieniłeś. Pokazałeś co to zabawa, łamanie reguł, seks… Teraz ja pokażę ci jaką pojętną uczennicą jestem. - Jesteś jedynie głupią dziwką… - Tak… ale pamiętaj o jednym… JUŻ NIE TWOJĄ… * Nastawiając muzykę na ful usiadła na szerokim, drewnianym parapecie i nucąc cicho słowa piosenki obserwowała dzieci bawiące się na pobliskim placu. Też była kiedyś wesoła… niewinna… a teraz…? Teraz puszcza się z byle kim, aby wywołać zazdrość własnego chłopaka, który sam zresztą nie pozostaje jej wierny. Ma nałogi… tak pali, od roku… może dwóch… Przypominając sobie o ukochanych ‘Iryskach’ zerwała się i z impetem otworzyła jedną z szafek, w których trzymała papierosy. Z szuflady przy biurku wyjęła zapałki. Uchylając okno z powrotem usiadła na parapecie i odpaliła cienkiego, białego ‘Iryska’. Miętowy… bo takie lubiła najbardziej.
,,Powiedz ile jeszcze spadnie gwiazd Zanim odgadniemy noc Ile serc uniesie stary świat Zanim się obróci w proch Powiedz jakich trzeba użyć słów By powstrzymać ludzkie łzy Ile jeszcze trzeba odkryć prawd By prawdziwie zacząć żyć
Zamigotał świat tysiącem barw Tysiąc nowych pytań przywiał wiatr Słońce świeci nocą księżyc za dnia Coraz więcej ludzi coraz mniej nas Ocal mnie nim utracę wiarę w sens
Powiedz jak ochronić dobre sny Przed jaskrawym światłem dnia Jaką siłę trzeba w sobie mieć Żeby odbić się od dna Powiedz jak pokonać w sobie gniew I lepszym się stać Dokąd iść gdy nie ma dokąd pójść I skąd nadzieję brać
Zamigotał świat tysiącem barw…”
Miała już tego wszystkiego dość. Była piękna… towarzyska… lubiana. Była idealna. Ale w głębi serca czuła się beznadziejna i wypalona. Tak, wypalona… Już dawno