Historia · 21 min czytania
Dwie połówki... dwa światy!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dwie połówki... ...Dwa światy!
Była Jesień...wieczór chłodny, zimny i ponury, taki mi się wtedy wydawał. Spotkanie ze znajomymi i 80 km drogi. Staliśmy przed dyskoteką, by kupić bilety. Chwile przed tym, spotkałam się ze wzrokiem przystojnego blondyna, który chyba dłuższą chwilę bacznie mi się przyglądał. Nim zapytałam koleżankę, kim jest... stał już obok i zapoznawał się z pozostałymi. Jacek- powiedział i stanął naprzeciwko mnie –My się chyba znamy, przyjeżdżałyście tu wcześniej. Wtedy wydał mi się taki mały i niepozorny. Dziś minęło ponad 4 lata, które muszą już zostać tylko wspomnieniem i te ciche pytania bez odpowiedzi.Był miły, zabawny i miał w sobie coś czego nigdy wcześniej nie dostrzegałam u innych. Zaczęliśmy się bawić, było miło do momentu, gdy zaczęło mnie drażnić to, że on cały czas jest przy moim boku. Zaczęłam myśleć jak mogłabym go delikatnie spławić. Poprosiłam koleżankę by zabrała ode mnie tego „kurdupla”, który cały czas plącze mi się pod nogami. Poskutkowało, ale nie na długo. Wtedy pojawiła się moja siostra, pomyślałam... spadłaś mi z nieba. Zaprosiła Jacka do stolika, a ja miałam chwilę ode tchnienia i chwilę dla siebie. Zmęczona tańcem i wygłupami postanowiłam odpocząć. Usiadłam przy stoliku, a traf chciał, że miejsce było przy Jacku. Skrzywiona siadłam i przyłączyłam się do rozmowy. Uśmiechał się zalotnie, a od czasu do czasu delikatnie zaczepiał mnie ręką. Zaczęliśmy rozmawiać... i nagle znów zrobiło się przyjemnie, tak jakby biło od niego jakieś ciepło i spokój. Te oczy, pamiętam te niebieskie śliczne oczy i chyba one były częścią tego, że gdy patrzył to tak jakby przechodziły mnie ciarki. Ten wieczór był długi, długi bo cały czas rozmawialiśmy. Opowiadał o sobie, a ja nie mogłam przestać go słuchać. Poczułam się jak zaczarowana. Mówił wiele, mówił tak dużo, że nie mogłam uwierzyć, że ktoś kogo zna się zaledwie chwilę potrafi powiedzieć o sobie tak dużo. Nie wiedziałam, nie rozumiałam po co mi to wszystko mówi, ale chciałam wiedzieć, wiedzieć jak najwięcej. Pomyślałam, że to są dwa różne światy i nagle jakby czytał w moich myślach, powtórzył :-Laleczko, ty i twój świat, to piękne środowisko, mój niestety nie jest tak kolorowy, ale może gdyby je połączyć... –połączyć...?-pomyślałam z przerażeniem. Ale było coś co mnie ciągnęło. Jacek miał bardzo trudne dzieciństwo, był nieszczęśliwy i chyba trochę zagubiony. Rósł i wychowywał się w biedzie nad którą nie mamy władzy. Mówi się że rodziców się nie wybiera i on też nie miał takiego wyboru. Mimo wszelkich krzywd, które go spotkały kochał ich i szanował. Można by powiedzieć, że bardziej wychował go dom dziecka, bo tam przebywał większość swojego dzieciństwa. Gdzieś w głębi serca miał żal, żal do rodziców, że nie potrafili zmienić sytuacji. Obracał się w środowisku, które go otaczało i uczyło żyć w taki sposób. Błądził, bardzo długo błądził nim poczuł co znaczy być naprawdę szczęśliwym. Nie wiem kiedy zrobiło się widno i przyszedł moment kiedy trzeba było wracać do domu i tu było kolejne zaskoczenie dla mnie jak i dla niego. Nagle zrobiło mi się potwornie smutno- zaczęłam płakać!Nie myślałam o tym, że pomyśli iż jestem jakąś idiotką, po prostu w tamtej chwili miałam wrażenie jakbym była z nim długo, jakby już mi go brakowało. Nie chciałam wracać, ale wiedziałam, że muszę. Może to nienormalne, ale w tamtej chwili czułam jakby to było silniejsze ode mnie. Przytulił mnie... poczułam jak przechodzą mnie dreszcze :- Nie płacz Kaczorku, czuję się zupełnie tak samo! Mnie nie wypada płakać, ale wiec, że postaram się byśmy zobaczyli się jak najszybciej. Wracałam... byłam zmęczona po nieprzespanej nocy, ale czułam się cudownie. Zasnęłam... nie wiem kiedy znalazłam się w domu. Minął dzień, drugi, trzeci miałam chwilę czasu na zastanowienie. Pomyślałam, że już nie zadzwoni, że to był tylko jakiś miły wieczór spędzony w gronie ludzi, którzy w jakiś sposób mnie inspirowali. –Basia, telefon! Zawołała mama. –Słucham? –Cześć Księżniczko! Przepraszam, że zwlekałem, ale gdzieś zawieruszył mi się twój numer. Osłupiałam! Nie wiedziałam co mam powiedzieć... zrobiło mi się słabo, a moje serce... myślałam, że wyskoczy. -Co robisz? Może mógłbym teraz do ciebie przyjechać? Coś ci powiem, ale się nie śmiej! Stęskniłem się za tobą! Nie mogę przestać myśleć!Nie zastanawiając się która jest godzina, zgodziłam się. Przyjechał... nie wiedziałam co zrobić, jak się zachować, jak powinnam...? Czułam ogromną radość a zarazem skrępowanie nad którym nie wiedziałam jak zapanować. Podszedł... delikatnie pocałował, zrobiło mi się gorąco! Razem z nim przyjechało dwóch jego kolegów. Zaprosiłam ich na kawę... czułam się szczęśliwa. Zrobiło się późno więc zaczęliśmy zastanawiać się nad motelem, tak by mogli jeszcze zostać do następnego dnia. Ranek... już czekałam kiedy się zjawi, kiedy go zobaczę! Gdy moje oczy dojrzał go przez okno, myślałam –zwariuję! Boże, ja już oszalałam! Przyszła chwila gdy zostaliśmy sami, chwila dla nas! Patrzył na mnie i tak ciepło się uśmiechał. Obejmował, głaskał i delikatnie całował. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Wiedziałam, że przyjdzie moment kiedy znów będziemy musieli się rozstać i już czułam jak tęsknię. Tęsknie za obecnością, spojrzeniem, uśmiechem i dotykiem. Nigdy wcześniej się tak nie czułam, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Po raz pierwszy czułam jak rozpiera mnie energia i czułam się taka szczęśliwa! Było mi dobrze... zaczęłam myśleć optymistycznie, co wcześniej mi się nie zdarzało! Wciąż mówił o sobie, a ja wpatrzona słuchałam. Słuchałam... i nie mogłam uwierzyć, że już mnie to nie przeraża. Chciałam tylko by był, był cały czas blisko... i nadeszła ta chwila gdy musieli wracać. Znów uczucie przygnębienia. Nie chciałam by odjeżdżał, bo na samą myśl o rozstaniu robiło mi się chłodno! Nagle zdarzyło się coś co przepełniło moje serce ogromną radością. Ktoś zaproponował, byśmy wszyscy wyruszyli na wycieczkę. Wycieczkę do jego rodzinnego miasteczka. Oni chcieli się pobawić, a ja... ja chciałam być przy nim. Z początku pomysł wydał mi się głupi, szalony i może nie na miejscu, ale był spontaniczny. Wiedziałam, że drugi raz się to nie zdarzy. Wahałam się... rozsądek mówił, że może nie powinnam, ale coś silnie mnie ciągnęło! Nie wytrzymałam... zgodziłam się! Bałam się że mogłabym później żałować swojej bezmyślnej i nieprzemyślanej decyzji, ale... nigdy jej nie żałowałam! Było dość późno, a my staliśmy na PKS-ie i sprawdzaliśmy autobus. Na ostatni nie zdążyliśmy, ale był jeszcze jeden, może nie całkiem do miejsca gdzie chcieliśmy dotrzeć, bo 30 km trzeba będzie jechać innym autobusem. Mimo to wsiedliśmy... Na miejscu okazało się, że stamtąd ostatni również odjechał! –I co teraz...? pomyślałam. –Idziemy na okazję! powiedział Jacek. Przestraszyłam się bo nigdy nie jeździłam stopami, a już w życiu nie pomyślałabym, że będę stała i machała o godzinie po 22. Minęło 5 minut jak zatrzymał się TIR. Miły pan zabrał całą naszą paczkę, mimo tego, że było nas parę osób. Czuła jakiś strach, ale podobało mi się! To była przygoda, którą pamiętam i wspominam do dziś. Dotarliśmy na miejsce i znów znaleźliśmy się pod dyskoteką, pod którą mocniej zabiło mi serce. Ze względu na drogę i kilometry które miałyśmy do domu, dostałyśmy zaproszenie do naszego wspólnego kolegi. Ta noc była moja, bałam się że Jacek mógłby źle pomyśleć o mnie, ale jednak mile zostałam zaskoczona. Może to niemoralne i złe, ale spaliśmy razem! Leżał obok a ja czułam się bezpiecznie. Bez chwili zastanowienia wtopiłam się w jego ramiona i wtedy usłyszałam: -Chyba się w tobie zakochałem Aniołku! Był tak czuły i tak delikatny, jakby nie chciał mnie spłoszyć. I tak gdy głaskał, dotykał, przytulał- usnęłam! Rano obudził mnie słodki pocałunek i słowa: -Kochanie, już rano... dobrze spałaś? uśmiechał się ciepło. Przez chwilkę zawstydziłam się ale czułam się cudownie. Nie wiedziałam jak powinnam dziękować Bogu za to, że nasze drogi tak nie spodziewanie się zeszły. Przyszła pora, gdy już wiedziałam że nic się nie wydarzy, że trzeba wracać do domu! Przed nami było jeszcze tylko 13 km drogi do autobusu. Cudowny, czy pechowy spacer 13-stu km...?Tak wtedy pomyślałam, bo w chwili kiedy tak szliśmy przytuleni i wpatrzeni w siebie, dostałam pierwszy cios od życia! -Basia, muszę powiedzieć ci coś jeszcze...-mówił cicho. Posmutniał, a ja miałam wrażenie, że za chwilę będzie płakał. -Nie mówiłem, nie wiedziałem jak, w ogóle to nie chciałem się z nikim wiązać. Obiecałem sobie, że będę sam... a tu nagle ty! Dlaczego...? Stanęłam osłupiała: -Ale mów o co ci chodzi? –naciskałam. -Przepraszam... wiem, że to nie powinno było się zdarzyć, ale nie wiem dlaczego... wybacz! -Czy powiesz mi wreszcie o co chodzi? O czym nie wiem?- byłam wściekła i usłyszałam: - Mam wyrok do odsiadki, ukrywam się od 6-ciu miesięcy. Już dawno chciałam się zgłosić, a teraz ty... ?Ja nie chcę... wiem, że muszę zapłacić za błędy, które popełniłem w życiu, ale teraz gdy pojawiłaś się... Boże dlaczego...? Tak strasznie żałuję, że nie było mi dane spotkać cię wcześniej. Przy tobie czuję się dobrze, dla ciebie chcę być lepszy, chciałbym poznać to normalne życie... Nie wiedziałam co powiedzieć, przez głowę przeszła mi tylko jedna myśl: -Czy to jest jakaś próba?- myślałam, a nogi uginały się pode mną coraz bardziej. Przecież każdy człowiek zasługuje na jakieś drugie życie –to lepsze! Po chwili ciszy podeszłam, przytuliłam go mocno i wyszeptałam: - To nic, poczekam! Myślę, że przyjdzie ten dzień, że będzie nam dane być razem. Przecież każdy zasługuje na drugą szansę w życiu! Spojrzał na mnie jak na kretynkę i nie mógł uwierzyć w to co ja mówię: - Dziewczyno! To jest 4 lata czekania, jaja sobie robisz? –powiedział głośniej. -Nie! Poczekam! Ja nie żartuję, chcę żebyśmy byli razem. Spojrzał na mnie raz jeszcze:- Albo ty naprawdę jesteś Aniołem, albo jesteś stuknięta! Zaczęłam się śmiać: -Chodźmy już, mówię ci, że będzie dobrze, zobaczysz?! Uśmiechnęłam się tak samo ciepło jak on uśmiechał się do mnie. Po chwili, objął mnie, delikatnie pocałował i ruszyliśmy w stronę PKS-u. Autobus już stał, pomyślałam – znów rozłąka! Po rozmowie i po tym, że przyznał się, jeszcze bardziej nie chciałam odjeżdżać. Znów płakałam, płakałam bo zaczęłam się bać. Bać tego, że teraz każdego jednego dnia mogłam go stracić. Przyznam, przerażała mnie rozłąka, ale chciałam z nim być. Wiedziałam, że był nieszczęśliwy, że przez całe jego życie pragnął mieć, marzył o tym by założyć normalną rodzinę. Dotychczas mu się to nie udawało. Wtedy nie myślałam o tym, że na…