Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 20 min czytania

Dwie prawdy - 2/5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Pochodnia{/b}

{i} Prawda prawdzie nie równa.

WMS sentencje

{/i}

Klara czuła się nieswojo. Próbowała odtrącić te uczucie, ale jak mawiają serce nie sługa… choć może to nie zupełnie pasuje w tym kontekście. W każdym wypadku nic nie mogła na to poradzić. I wszystko przez ta nowicjuszkę! Po raz dziesiąty wróciła do porannej rozmowy. Przypomniała sobie twarz mniszki gdy oglądała świt i grymas jaki po niej przeszedł na wspomnienie czuwania. Służąca nerwowo potrząsnęła głową i wróciła do obierania marchewki. Robiła to już tyle razy w swoim życiu, że praca nie zaprzątała jej na tyle by uwolnić od irytujących myśli. Zawsze marzyła by wstąpić do klasztoru. Od dziecka pociągały ja zwiewne szaty i misteryjne obrzędy. Doceniała względną swobodę sióstr oraz stabilność ich życia. Zdawało się, że wszystko za grubymi, zakonnymi murami jest lepsze. Spojrzała na leżąca przed nią stertę marchwi. Kuchnia dla służby. Tu trafiła. Nie jest źle, zawsze sobie powtarzał, ale w głębi serca odczuwała niedosyt. Wsypała obrane i pokrojone warzywa do poobijanego garnka i wzięła się za rzepę. Po chwili zauważyła, że Aldona, jej przyjaciółka od ścierki, coś do niej mówi. Uśmiechnęła się przepraszająco i pokręciła przecząco głową. Dziewczynie najwyraźniej to nie przeszkadzało i dalej kontynuowała swój monolog. -I będzie miała taką śliczną różowa sukienkę. Z tym różem to w ogóle niezła historia była… - Widać Aldona chciała się wygadać. Klara zastanowiła się czy towarzyszce przekazałoby gdyby mówiła do ściany. Mimo woli wyłapała jednak kolejne słowa. –I babcia, wiesz jaką ona ma babcie, się zawzięła: „Jak nie pójdziesz w białej to ja nie przyjdę.” Ale potem to miała szczęście, bo kapłan na kazaniu… - Zrozumieć Aldonę to niemały problem, ale musiała również przyznać, że zawsze miała coś do powiedzenia. – No i jak babcia usłyszała, że różowy to kolor wybrany dla niewinnych… - Nawet jak nie miała. – To się zgodziła. I wiesz różowa z takim tu wzorem. – Klara spojrzała na Aldonę, która jedną ręką nakreśliła wzór na ramieniu próbując jednocześnie drugą ręką kroić rzepę. A, do licha z nowicjuszkami, mniszkami i innymi świtami…

Na dziedzińcu otoczonym z trzech stron przez budynek klasztorny na niskim ale rozłożystym wyniesieniu stał niewielki ołtarzyk. Szare i czerwone płyty podestu tworzyły chaotyczną szachownicę sprawiając, że z dalsza był zupełnie niewidoczny. Sam ołtarz wykonany był z pojedynczego kawałka różowego marmuru i w formie przypominał odwrócony stożek. Jego boki zdobiły ledwo widoczne teraz ryty obrazujące życie i chwałę świętej Lukrecji patronki zakonu. Podobne sceny znajdowały się w wielu innych miejscach w tym na korytarzu prowadzącym do refektarza więc wszystkie siostry doskonale je znały. Hira zawsze podejrzewała, że kryształowo-cukierkowa wręcz kobieta jest pewnie zmyśloną postacią, więc pierwsza księgą jaką przeczytała był właśnie żywot świętej. Ba! Można powiedzieć, że nauczyła się czytać na świętej Lukrecji. Jako ledwo dukająca chłopka nie dostała do rąk pięknie zdobionej księgi a jedynie wymięty i podniszczony odpis. Pamiętała tą chwilę bardzo dokładnie…

Młoda, wychudzona dziewczyna niepewnie przemierzała pusty korytarz. Duża, kamienna budowla wzbudzała w niej lęk. Kamienne ściany zdawały się na nią napierać. Przewodniczka, jedna z młodszych nowicjuszek zostawiła ją jakiś czas temu wskazując jedynie drogę. Ostrożnie podeszła do wielkich dębowych drzwi i lekko je pchnęła. Ani drgnęły. Naparła więc na nie stopniowo zwiększając nacisk. Wreszcie otwarły się z metalicznym zgrzytem. Wpadła niemal na starszą już kobietę siedzącą przy ogromnym biurku. Hira głośno przełknęła i mimowolnie dygnęła przed mniszką. Ta wykrzywiła usta w dziwnym grymasie. -Witam. Dlaczego nie weszłaś drzwiami? – Nowicjuszka zamarła z otwartymi ustami. -Jak to? – odparła zdziwiona. Bibliotekarka ściągnęła brwi i wykrzywiła usta w innym grymasie. -Jesteś tu nowa, tak? – i nie czekając na odpowiedź dodała. – do biblioteki nie trzeba wchodzić głównym wejściem. – brodą wskazała drzwi, którymi Hira wtargnęła. – Jest wygodniejsze przejście bezpośrednio z holu. – broda wskazała nieokreślone miejsce na przeciwległej ścianie. – Co cię tu sprowadza? -Przełożona nowicjuszek, kazał mi tu przyjść… bym poczytała o Świętej. -Której? – ostro spytała mniszka rozwierając nozdrza niczym byk przed walką. Hirze krew odpłynęła z twarzy. No tak, to już mam prze… - Pewnie Lukrecji. – zaprezentowała kolejny grymas z długiej zapewne listy. -Właśnie. – prędko zgodziła się nowicjuszka byle szybko stracić się z oczu bibliotekarce. -A umiesz ty w ogóle czytać? – jej rozmówczyni drążyła dalej znajdując widać wyraźnie perwersyjną przyjemność z peszenia nowoprzybyłej. -Ja… trochę. Mama kiedyś mnie uczyła… - Hirze zrobiło się nagle tęskno. Mniszka widać to zauważyła bo jej wzrok przez chwilę złagodniał. Po chwili jednak wrócił do swojego, widać naturalnego, świdrującego stanu. -Czyli raczej marnie. – Nowicjuszka gładko przełknęła drwinę i spokojnie czekała. Nieco niezadowolona bibliotekarka zmarszczyła brwi. Rozejrzała się wokół biurka. Po czym zamarła na chwilę w bezruchu. Hira głośno wypuściła powietrze zirytowana już zachowaniem mniszki. Zdecydowanie za bardzo przypominała jej ciotkę Klarę. Dłuższą chwilę później oczy bibliotekarki rozbłysły, a usta wykrzywił kolejny grymas, wyjątkowo zbliżony do uśmiechu. Podeszła do zniszczonego regału pełnego równie zniszczonych książek. Wszystkie były dziwnie podobne. Identyczne, skórzane oprawki wypolerowane na błysk przez niezliczonych czytelników, identyczny rozmiar. Jedynie grubość różna. Bibliotekarka podała Hirze jedną z cieńszych i bardziej zniszczonych. -Tu jest naderwany róg. Ponadto stron o numerach od dwanaście do czternaście brakuje a na stronie czterdziestej pierwszej oraz osiemnastej jest paskudna plama. W kilku miejscach są mniejsze defekty i ja je wszystkie znam. Nie waż się dołożyć choćby jednego. – mówiąc to patrzyła na książkę rzucając jedynie szybkie i jakże groźne spojrzenia. – Stron nie wolno dotykać rękami. Na pulpitach są do tego specjalne szmatki, które po każdym użyciu odkładamy by nie zawilgotniały. Stron nie można dotykać także innymi przedmiotami. Książkę zamykamy stopniowo po kilka stron. Nie trzaskamy okładką. Okładkę trzymamy o tak. – tu pokazał ja należy trzymać książkę – zwróć uwagę, że nie dotykam stron. Jak coś mi się jeszcze przypomni to ci powiem. Jakieś pytania? – spytała mrużąc podejrzliwie oczy. -No, tego, można oddychać? – próbowała zażartować Hira. Jednak bibliotekarka podchwyciła pomysł. -A, właśnie. Nie wolno dmuchać ani chuchać na książkę. Nie wolno także wydychać powietrza na stronnice jeżeli twój oddech będzie za ciepły lub za zimny oraz za suchy lub za wilgotny. Najlepiej zawsze gdy już musisz podnieś głowę i dmuchaj do góry. – mniszka wpatrywała się w nowicjuszkę niczym głodny pies na kiełbasę. Hira przysięgłaby, że nawet lekko się ślini. -A z patrzeniem? – spytała niewinnie gdyż sytuacja wydawała jej się kuriozalna -To niestety jest konieczne. – bibliotekarka prawie się uśmiechnęła. Prawie. – Ale ogranicz patrzenie do minimum. No to już możesz sobie tam usiąść i trochę jednak poczytać. Ostrożnie! – dodała na odchodne. Idąc do swojego biurka wydawał dziwne dźwięki, jakby chichot lub kaszel. Pewnie to drugie, stwierdziła nowicjuszka. Ostrożnie otwarła książkę i przeczytała nagłówek. „Prawdziwie, prawdziwy spis walorów wszelakich najbłogosławniejszej i za równo świętej Lukrecji – panienki czystej jak górska woda i słodka jak najsłodsza słodycz. Okiem świętobliwego Kaldra z Kaldery na podstawie rzeczywistych i autentycznych zapisków samej przeświętej, opracowane przez jakże cenionego mistrza skrypistów Ugierda z Klasztoru Lunerburgskiego szlacheckiego domu Orsich z komentarzem owego mistrza Ugierda, przepisane i dokładnie skopiowane przez najmarniejszego skrybę Helda z klasztoru Werskiego na zamówienie przesławnej i przełaskawej pani Glorii Hore fundatorki zakonu świetlanek w Wer.” Hira jęknęła w duchu. Jeżeli tak to ma wyglądać… Zawzięła się jednak i czytała dalej. Lektura okazała się jednak… intrygująca. Czasami nawet miała wrażenie, że się rumieni.

Hira uświadomiła sobie, że się zamyśliła. Obrzędy trwały już jakiś czas a ona automatycznie powtarza wyuczone formułki przyklękając kiedy trzeba. Nie zdziwiła się, to w końcu nie pierwszy raz. Muszę się bardziej przykładać, w końcu wpadnę. Jako nowicjuszkę zawsze mogą mnie wywalić. A szkoda by było na zimę. Spojrzała na mur otaczający od północy dziedziniec. Czy to szron ustępuje słońcu miejsca? Spróbowała się skupić na obrzędzie. I jak zwykle jej nie wyszło. Światłości! Kto takie bzdury wymyśla. Zmusiła się jednak przynajmniej patrzeć na przeoryszę. Stara doskonale trzymająca się kobieta. Choć zachowała pełnię władzy i szacunek pozostałych sióstr nie kierowała już polityką zakonu pozostawiając to bardziej ambitnym mniszkom. W zasadzie wydawała się autentycznie zaangażowana w duchowość zakonu. Czy jednak mnie to dziwi? Złe pytanie, czemu mnie to dziwi będzie byłoby lepsze. Przeorysza wzniosła ręce w egzaltacji. Mniszki zaczynały się powoli rozchodzić, nabożeństwo zakończone. Hira już miała udać się za nimi do refektarza gdy przypadkiem zobaczyła Amalgundę Roeg. Jak można nazwać tak córkę? Zresztą zarówno Ama jak i cała jej rodzina cierpi na wybitny kompleks wyższości typowy dla nowobogackich oraz wychowanków starych, szlachetnych rodów z historią ginącą w mrokach dziejów. Ród Roeg spełnia oba kryteria i pewnie biedna dziewczyna nie miała innego wyjścia. Amalgunda również zobaczyła Hirę

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dwie prawdy - 2/5 — czytnik · opowiadania