fantastyka · 16 min czytania
Dwie prawdy - 3/5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{b}Pożar{/b}
{i} Historię piszą zwycięzcy
KWW sentencje
{/i}
Małe czerwone światełko poruszało się tuż przy ścianie. Nisko, niemal przy samej podłodze. W wieczornym półmroku była na tyle niewidoczne, że nawet nie próbowało się chować przed mijanymi od czasu do czasu służącymi. Zmęczeni ludzie nie mieli sił na rozglądanie się i szukanie rzeczy, które nie powinny istnieć. W końcu światełko wylądowało w wiadrze wypolerowanym przez wodę i szmaty na błysk.
Wspólna wieczerza to kolejny stały punkt reguły, który docenić może tylko biedna chłopka. Oceniła Hira wgryzając się gotowanego pora. Laura jak zwykle przechodziła sama siebie tworząc z jedzenia arcydzieło. Szkoda, że wieczerza zgodnie z regułą była na tyle szybka, że wahała się czy nie powiedzieć pośpieszna. Codziennie o zmierzchu siostry zbierały się w refektarzu na szybką przekąskę by później przejść do ecclesium na wieczorne modły. Siostry zazwyczaj podczas obiadu i śniadania folgowały sobie w jadalni by być oszczędne i powściągliwe w kaplicy, tym razem były nieomal przymuszone do odwrotnej konfiguracji. Hira nabiła kolejny duży kawałek pora, który okazał się jednak za duży, co wywołało wybuch śmiechu Klary i karcące spojrzenie Jezli. -Siostry czas kończyć wieczerzę i skierować się na modły. – Odezwała się jak co dzień przeorysza, ściągając na siebie również jak co dzień niechętne spojrzenia kilku sióstr. Wszystkie jednak natychmiast wstały i równym rządkiem wyszły z refektarza, mijając czekające posługaczki.
Część 22 / 2
Klara wraz z Aldoną poczekały grzecznie, aż mniszki oddalą się dostatecznie po czym rzuciły się na jedzenie. Jak zwykle po kolacji nie zostało dużo jedzenia, które żal jednak byłoby wyrzucać. Zresztą i tak nic by się nie zmarnowało, bo biedne dzieciaki przechwytują resztki z klasztornego stołu zanim wylądują na ziemi. A to co zostawia dzieciaki zjedzą trędowaci, których kilku zazwyczaj kręci się w okolica zakonnego śmietniska. Oczywiście po nich są jeszcze psy, koty, myszy i ptaki. Jadły w milczeniu aż Aldona nie wytrzymała i zaczęła opowiadać. -A wiesz, że ma odwiedzić mnie siostra? Też Klara. Ładne imię ale takie pospolite. – Klara puściła uwagę mimo uszu i zaczęła zbierać zastawę. Niechętnie złożyła pozostałe jedzenie na największym półmisku. Gdyby odnosiły puste naczynia do kuchni przełożona mogłaby stwierdzić, że biedne wygłodzone mniszki potrzebują większych porcji, oczywiście kosztem rozpasionej służby. -A co sprowadza siostrę?- z grzeczności spytała Klara. Aldon jakby na to czekając wyrzuciła z siebie potok słów. -W sumie to ma blisko, ale wiesz rzadko zagląda bo domu pilnuje. A teraz jedzie do mojej ciotki w Hugonbergu, będzie się uczyć na garncarkę. Młodsza siostra podobno daje już sobie radę sama z obejściem. -Na garncarkę? Dziwny zawód do kobiety. – autentycznie zdziwiła się Klara. -Dlaczego? – Komentarz wybił trajkotkę z rytmu. – W rodzinie mojej mamy wiele kobiet zajmowało się garncarstwem. Bardzo dobrze nam to wychodzi. Wiesz, że ostatnio to nawet sam hrabia zamawiał… -Hrabia? – Klara niedowierzająco zmierzyła przyjaciółkę. -No dobrze jego zarządca, ale jaka to różnica. Talerze trafiły na hrabiowski dwór. No może na hrabiowskie obejście. – sprostowała, bo tym razem wizja jaśnie hrabi jedzącego z glinianych talerz jej ciotki dla niej była nieprawdopodobna. – Dobrze na tym zarobiła i pomyślała, że może Klara by się tym zajęła… -A czemu to twoja matka jej nie nauczy? -Widzisz to nie takie proste. – jak wszystko co mówiła Aldona. – Matka wyszła za ojca jak jeszcze była za młoda na termin u babki. Bo u nas jest tak, że najmłodsza córka to się raczej garami musi zająć a nie … garnkami. - Nieśmiało się uśmiechnęła. -Znaczy twoja matka była najmłodsza? – próbowała połapać się Klara. -Właśnie! – Aldona z ulgą odetchnęła i pomknęła dalej. – A wiesz, że nigdy nie byłam w żadnym mieście? Podobno Hugonberg to raczej małe miasteczko, ale i tak zazdroszczę siostrze. -Dostaniesz wolne? -Na przyjazd siostry? Tak! Rozmawiałam już z Trutniem, zgodził się ale bardzo niechętnie. -No to nieźle. Jak ostatnio chciałam odwiedzić matkę to mi nie pozwolił. – przed oczami zamajaczył jej nienawistny obraz Gustawa Trutnia Klecz. -Bo ty nie umiesz prosić? –zaśmiała się Aldona. – Wiesz, duży dekolt, podwinięta spódnica powyżej łydki , figlarny uśmiech i takie tam… -Ja nie jestem z tych. – oburzyła się Klara. -A ja niby jestem? – teraz zaś oburzyła się Aldona. – Czy ja się z nim tarzam w sianie? -Nie chcę wiedzieć. – ze śmiechem odparła Klara. -Czyli myślisz… - ze zgrozą wyszeptała Aldona, ale zobaczyła że jej towarzyska żartuje i pogroziła jej palcem. Po chwili zaś dodała. – I tak bym ci powiedziała. -W to akurat nie wątpię. – roześmiała się po raz wtóry Klara i podała przyjaciółce stertę naczyń, zostawiając sobie drugą.
Mysz rozejrzała się niespokojnie po korytarzu. Nikogo. Uff. Pobiegła w poprzek korytarza tocząc przed sobą żółta kulkę. Z impetem wpadał w przeciwległą norkę i odetchnęła z ulgą. Rozejrzała się po tunelu. Dawno już tu nie była i z trudem przypominała sobie ścieżki. Wzruszyła łapkami w iście ludzkim geście. Byle do góry.
Aldona usiadła na łóżku. Wyprostowała zesztywniałe plecy. Obok Klara rozcierała ręce. -Ciężki dzień co? – zagaiła bo cisza trwała już zbyt długo. -Ja wiem? Jak zawsze. – odpowiedziała posługaczka. – Nie ma tak źle, ale ten wejściówek mnie wykończy. – Aldona skwapliwie przytaknęła. Rzeczywiście lodowata woda i tona błota. I tak co dzień. Dobrze, że z samego ranka nie latam ze ścierą i wiadrem tylko usługuje szefowi - Trutniowi. Przyglądała się jak przyjaciółka ściąga wierzchnią sukienkę, spódnicę i koszulę. Jest nawet całkiem ładna. Pomyślała, nie pierwszy zresztą raz, widząc Klarę tylko w cienkiej koszulce i krótkiej spódnicy. Naprawdę jakby się trochę postarała to nie tylko wlazłaby w dupę temu Trutniowi, ale znalazłaby sobie jakiegoś porządnego chłopa. -Na co tak się gapisz? – spytała Klara wskakując pod grupy pled. -A, nic. – nerwowo odwróciła wzrok. - Tylko tak sobie myślę, że za niedługo będzie za zimno na spanie w bieliźnie. -Fakt. – zgodziła się Klara. – Choć ta piwnica ma przynajmniej taką zaletę, że jest tu ciepło. -Taa… Duszno, śmierdząco, głośno i wilgotno. – dodała ze śmiechem. -Lepiej ciepły smród niż świeży wiater. – Klara zacytowała stare przysłowie. -Chyba zimny? – sprostowała -U nas mówiło się świeży. –Klara wzruszyła ramionami i zakopała się w pościeli. -A mówiłam ci, że przyjedzie siostra? – zaczęła niepewna czy już podzieliła się z przyjaciółką najnowszą i obecnie najważniejszą wieścią. -Jasne. Dwa razy. – mruknęła Klara. – Nie trzy. – dodała odwracając się do ściany. -No dobra. - rzekła i zasłoniła niszę starym kocem odgradzając ich małe gniazdko od pustego teraz korytarza. Natychmiast łuna z pobliskiego pieca zgasła i Aldona znalazła się w kompletnej ciemności.
Było już bardzo późno, lub bardzo wcześnie zależy od punktu widzenia gdy niepozorna mysz wypchnęła żółtą kulkę z niewielkiej szpary na szczycie smukłej wieżyczki wyrastającej z przysadzistego masywu klasztoru. Mysz sapnęła ze zmęczenia i przycupnęła nieopodal norki. Po chwili rozwinęła kulę w sporej wielkości chustkę, zaciągnęła ją na drewnianą balustradę i prowizorycznie przymocowała, wciskając między deski. Mam nadzieję, że wiatr jej tak od razu nie zerwie, pomyślała i zmęczonym truchtem pognała do tunelu gdzie pozwoliła sobie na dłuższą przerwę.
Wyziębioną ręką wyżęła brudną ścierkę. Zimna woda szczypała skórę. Stopniowo warstwa błota ustępowała ukazując lśniące, białe kamienie. Równocześnie woda w wiadrze mętniała i czerniała. W końcu przybrała barwą buro-brązową i zrezygnowana dziewczyna wstała z klęczek. W tym momencie ucho wiadra oderwało się i brunatna ciecz rozlała się po podłodze obryzgując przy tym stojącą obok Klarę. Dziewczyna