fantastyka · 14 min czytania
Dwie Prawdy 5/5 (ostatnia)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}Popioły{/b}
Kruk niespiesznie przechadzał się po dachu stodoły. Miał stąd doskonały widok na główny gmach oraz na szereg mniejszych budynków. Już obmyślił plan. Trudny, ale wykonalny. Spojrzał na świat tak by widzieć kolory. Na raz zobaczył harmider i chaos. Wybrał wzór, który wydał mu się prosty. Szkarłatne pasmo zakończone z obu stron żółcią. Wszedł w niego rozpoznając jego strukturę. Opakował ją szarością i wyszedł. Przyjrzał się krytycznie swojemu dziełu. Podziałało. I nie podziałało, równocześnie. Pasma znikły ale nie wiele mu to dało. Zamyślił się. Metoda jest dobra, ale źle się widać do niej zabiera. Jeszcze raz odnalazł znany już wzór. No tak zapiekła nienawiść. Pewnie wybrał po prostu rzadką emocję… Co ludzi w takim miejscu mogą odczuwać?
-Nowicjuszko? – Hira natychmiast rozpoznała glos przeoryszy. Zanim zdążyła wpaść w panikę ukłoniła się zgodnie z regulaminem i powitała ją formalnie. -Wasza świętobliwości. -Święta Lukrecja, nasza patronka upomniała kiedyś nędznika, który pośpieszył się z osądem. -zamilkła na dłuższą chwilę. Hira czekała na dalszą część zastanawiając się jak ocenić to co usłyszała. Zaniepokoiła się wymyślając przeróżne interpretacje, jednak zaraz sama je obaliła. Gdyby przeorysza uważała ją za nędznika to chyba nie przyjęła by jej. Spojrzała niepewnie na starą mniszkę. Przeorysza spoglądała w dal. Gdy cisza przeciągała się nowicjuszka wyszeptała. -Pamiętam, w Gliswitz. Tyle, że w opracowaniu, które czytałam chodziło raczej o sutenera. –zaklęła w myślach jak tylko to powiedziała. W co ja się pakuję? -A… to opracowanie czytałaś. – przeorysza przesadnie zaakcentowała „to”. Potem roześmiała się lekko niczym młódka. Natychmiast jednak spoważniała i pobłażliwie machnęła ręką. –Siostra Andzia to prawdziwa łobuziara. – nowicjuszka przez chwilę nie zrozumiała o kim mowa. Gdy uświadomiła sobie, że chodzi o siostrę bibliotekarkę Annę von Lepsig zamurowało ją. Cała zesztywniała nie wyobrażając sobie jak można wyrazić się w taki sposób o prawdziwej grozie zakonu. -No właśnie, tak lepiej. Tak właśnie zachowuje się skarcona nowicjuszka. – szepnęła z satysfakcją ksieni. -A wracając do karcenia, Lukrecja zasłoniła też raz własną piersią dziwkę obsługującą w niewybredny sposób młode szlachcianki. -Widać przeorysza też czytała tą wersję. Hira zarumieniła się gdy przypomniała sobie szczegółowo rozpisaną listę tych niewybrednych czynności. -Coraz lepiej. –szepnęła mniszka. –Pamiętasz co ją wtedy spotkało? –Nowicjuszka wyprężyła się jak struna i wyrecytowała. -Lukrecja zaś oświadczyła. „Niech ten rzuci kamieniem, kto jest bez winy. Osąd zostawmy zaś Światłu.” -Właśnie i co było dalej? -Znalazł się taki jeden. – Hira wyszczerzyła zęby za co dostała lekkiego kuksańca od rozmówczyni. -Pamiętaj. Zawsze jak rozmawiasz z którąś z ważniejszych sióstr masz się pilnować. –zabrzmiało to jak rozkaz i pewnie słusznie, stwierdziła Hira. –No właśnie. Ferdynand Glye był tak święty, że rzucił kamieniem. Przemyśl to sobie. –odeszła tak szybko, że nowicjuszka ledwie zdążyła się ceremonialnie ukłonić.
Kruk zasępił się. Pół dnia roboty i niewiele osiągnął. Wcześniejszy chaos uporządkował się w ogromnym wręcz stopniu, ale i tak za słabo by wypatrzeć jego… Świat świecił teraz głównie na żóto-złoto i srebno-szaro. Co zrobił nie tak? Początkowo dobrze szło. Oznaczył najczęstsze emocje: strach, zmęczenie, głód, poczucie niesprawiedliwości, rozbawienie i smutek. Potem musiał wyszukiwać rzadsza wzorce i to teraz wydawało się daremną pracą. Już miał zrezygnować gdy przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Za jednym zamachem odrzucił pozytywne i neutralne emocje. Większa część kolorów rozwiała się i właśnie wtedy zobaczył go… Szybko zapamiętał wzorzec. Odrzucił wszystko oprócz tego jednego źródła. Opuścił wszystkie filtry, nie były już potrzebne. Nieco się zdziwił bo mała sfera epatowała również pozytywami a w większości emocjami neutralnymi, jak wszyscy. Pozostawił to jednak na później teraz zaś ruszył w bój. Żałował, że nie ma z nim sowy – lepiej niż on poradziłaby sobie z… polowaniem. Runął niczym jastrząb na pisklę i uderzył w przeciwnika szponami ale również umysłem. Ognik sflaczał, zatrząsł się i wystrzelił czerwonym promyczkiem. Kruk wykonał unik i pomknął wzdłuż muru starając się okrążyć sferę. Promienie jednak odgoniły go i teraz musiał uciekać. Ładny ze mnie myśliwy, pomyślał jeszcze i zapikował szaleńczo o włos mijając całą serię widmowych promieni. Nie udało się sięgnąć wroga pazurami ani dziobem, za to solidnie przyłożył mu plątanina gniewu, strachu i czystej nieposkromionej woli. Ognik wybuchł odrzucając swoje zewnętrzne warstwy w desperackiej próbie obrony. Udało mu się i teraz Kruk musiał ratować się ucieczką. Mu się z kolei nie udało i wiązka podcięła mu skrzydła. Potem kolejna i jeszcze jedna. Ptak gruchnął o ziemię. Jęknął. Sfera nadpływała leniwie rozsiewając wokół siebie satysfakcję. Czyżby to miał być mój koniec. Zdziwił się kruk pewny do niedawna własnej przewagi. Przyjrzał się światłu. Było dużo mniejsze niż na początku a z wielu miejsc na jego powierzchni uciekały malutkie różowawe bąbelki. Też nie licho oberwał, ucieszył się w myślach i otoczył się sferą spokoju. Umysł przestał pracować, był ziemią, kamieniem. Niczym i wszystkim. Popadł w letarg.
Zmierzch zapadał jak co dzień. Życie w gródku wróciło do normalności, a właściwie do stanu w którym wszyscy starają się normalność udawać. Osąd Klary odbywał się zamkniętymi drzwiami, ale i tak jak zwykle wszyscy, wszystko wiedzieli. W końcu z tymi zamkniętymi drzwiami zgromadził się pokaźny tłumek obejmujący oprócz wszystkich mniszek i większości żołdaków także przedstawicielstwa rzemieślnicze. Każdy miał własne zdanie i każdy nawet najuczciwszy w duchu odczuwał ulgę, że jego oszczędzono. Czymże jest bowiem prawda wobec sprawy honorowej? Wszyscy poza jedną osobą, która zapłakana szlochała na rozklekotanym łóżku nieopodal klasztornej kuźni. Aldona ze ściśniętym sercem przysiadła obok przyjaciółki. Pogłaskała ją po głowie. Klara odwróciła się do niej i wyszeptała tylko. -To niesprawiedliwe. – wtuliła się niczym dziecko. Kilka godzin później zasnęła. Aldona spała już wtedy na siedząco oparta o ścianę. Niewielka mysz przyglądała im się z parapetu odczuwając głębokim poczucie winy. Gryzoń spojrzał w górę gdzie wąski otwór wentylacyjny wychodził na nocne niebo. Ciężkie deszczowe chmury zasłoniły gwizdy i jedynie Rabek księżyca wychodzący spomiędzy dwóch szarych molochów oświetlał pokrytą mgiełką ziemię. I gdzie jesteś teraz mój przyjacielu? Spytała mentalnie mysz. Nie uzyskawszy odpowiedzi wróciła do swojej…