religia · 10 min czytania
Dwie strony barykady: Jest Bóg czy go nie ma?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Tytułem wstępu.
Istnienie czy nieistnienie Boga jest fundamentalną kwestią w większości dyskusji około teologicznych naszych czasów. Wolność wyznania, poglądów oraz ich głoszenia, szersza edukacja umożliwiły dyskusję na tematy teologiczne bez nadzoru kleru. Wielu ludzi, którzy kiedyś swoje wątpliwości zostawiłoby dla siebie dzisiaj głoszą je publicznie. I jak zwykle przy okazji debaty publicznej bywa jakość argumentów zależy od stanu wiedzy i kultury dyskutantów. Poniżej zebrałem różne wymieniane argumenty, zagregowane najbardziej jak się dało, obu stron starając się krótko i zwięźle je skomentować. Ludzi wierzących często nazywam chrześcijanami lub katolikami, co nie oznacza, że nie można tego rozciągnąć szerzej na wszystkich wyznawców dowolnej religii. Mam po prostu największą wiedzę z zakresu katolicyzmu. Inna sprawa, że właśnie katolicy będą to czytać więc wspominanie o innych religiach nie jest zbyt konieczne.
Poniższa lista jest zapewne niepełna, proszę więc o umieszczanie w komentarzach waszych propozycji.
Błędne argumenty wierzących
Częstym dowodem na istnienie Boga jest istnienie wszechświata. Patrząc z boku to właściwie jedynie przeniesienie problemu na dalszy plan. A istnienie niesamowicie złożonego Boga wydaje się trudniejsze do przyjęcia niż istnienie stosunkowo prostego u zarania ewoluującego świata.
Kolejnym dowodem są cuda biblijne. Tyle, że z tamtego okresu pochodzą też mity i inne historie o smokach, bestiach i magii. W czasach późniejszych zamienione na wampiry, wilkołaki, a ostatnio UFO i Wielką Stopę. Przyjęcie części z tych rewelacji jako prawdę a innych jako bajkę jest trochę niekonsekwentne.
Idąc dalej, podobne prawa etyczne różnych kultur i religii bywa interpretowane jako zesłane z zewnątrz przez Boga. Odbijając piłeczkę – kamienowanie niewiernych żon jest tolerowane przez ortodoksyjnych muzułmanów, a kanibalizm jest (może dzisiaj już powinno się powiedzieć był) zwyczajną praktyką religijną dla mieszkańców wysp Pacyfiku. A sam fakt istnienia różnych religii też jest znaczący. Zarówno islam, chrześcijaństwo jak i judaizm wyrastają z jednego pnia i ideologicznie znowu aż tak się nie różnią, mimo zaciętego sporu między nimi. W tej dyskusji pomija zaś się inne religie (np. hinduizm koło miliarda wyznawców) w tym wymarłe.
Część 22 / 2
Długa tradycja chrześcijańska i przetrwanie tej wiary w obliczu wielu zagrożeń poczytywana jest jako jawny efekt ochrony kultu przez istotę ponadnaturalną. Rzeczywiście dwa milenia to kawał czasu. Ale ludzka historia liczy co najmniej dziesięć tysięcy lat, to raz. A dwa dzisiaj chrześcijaństwo jest bardzo rozbite Następnym argumentem są liczne cytaty z Pisma, które są jednak zupełnie bez wartości jeśli się w nie niedowierza. W efekcie dowodzimy czegoś używając tezy jako założenia. Każdy logicznie myślący bardzo dosadnie skomentuje taką postawę.
Inny argument mówi, że skoro większość ludzi na świecie wierzy to coś musi w tym być. No niby tak, ale jak wierzą w zupełnie co innego? Zresztą jak od kołyski wdraża się dzieciaki w religię. Więc jak maja nie „wierzyć”. Ująłem to w cudzysłów bo określenie, że ktoś wierzy oznacza w katolickim państwie fakt, że został ochrzczony. Patrząc zaś na daleki wschód można się poważnie zastanowić czy rzeczywiście większość ludzi w coś wierzy. Liczne rzesze Chińczyków nie jest specjalnie do wiary przywiązana.
Błędne argumenty ateistów
Brak istnienia wiarygodnych dowodów na istnienie Boga nie jest równocześnie dowodem, że Bóg nie istnieje. Nie rozumiem dlaczego mieniący się racjonalistami ateiści używają tego argumentu.
Ogrom wszechświata i niezliczona ilość światów dla niektórych oznacza ewidentną sprzeczność z Księgą Genesis. I tu tkwią dwa błędy. Po pierwsze Biblia była pisana przez ludzi kultur starożytnych, którzy mimo, kontrowersyjnego co prawda, statusu natchnionych nie znali się zapewne na astronomii. Kolejna sprawa Biblia to nie podręcznik astronomii tylko Księga Prawd Moralnych. Ta uwaga dotyczy oczywiście nie tylko nieskończonego kosmosu, ale dużej części „faktów” biblijnych.
Kiepskie prowadzenie się kleru również nie jest dowodem, że wyznawana przez nich religia jest lipna, a powołania nie wychodzą od Boga. Po pierwsze to tylko ludzie więc mogą robić błędy. Po drugie może powołanie konkretnych indywiduów na księży może tak naprawdę ogranicza ilość cierpień jakich dostarczyli bliźnim. Taki ksiądz pedofil poczyniłby pewnie większe szkody pracując w przedszkolu, albo inny kościelny despota nie pozabijałby współpracowników w akcie załamania nerwowego. Może jest tak, że dobry Bóg wysyła pod kościelne skrzydła nie tylko ludzi światłych ale również czarne owieczki, żeby nie powiedzieć męty.
Jeżeli chodzi o nieścisłości czy nawet sprzeczności w doktrynach i świętych księgach to trudno jest z tego wywodzić ateistyczne wnioski. W końcu pisali je ludzie, niektórzy co prawda byli natchnieni, ale też nie rozróżnisz tego…