Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 43 min czytania

Dwie twarze iluzji

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie ma cię w pracy kilka tygodni. Wracasz a na biurku wszystko poprzestawiane. Jak to możliwe? Czy ktoś korzystał z mojego biurka. I na dodatek od razu praca. Nie ma taryfy ulgowej, o nie. O jest jakaś kartka. Ktoś przynajmniej raczył dać mi kilka wskazówek i wprowadzić mnie z powrotem w kolejne bagno. Super. Czemu to zawsze mnie przydzielano takie sprawy? Przecież to on powinien je brać, dobrze o tym wiedział. Boi się po prostu! Ot co! No nic, trzeba będzie to szybko załatwić i tyle. To nie może być nic wielkiego. Akta… Facet znaleziony martwy pod Antarktydą. Antarktyda? Kto wymyślił taką nazwę dla klubu? Podają tam mięso z pingwinów, czy co? Dobra… Kilka ran kłutych, zatrzymanie akcji serca. Nic specjalnego. Pewnie komuś podpadł. Powiedział coś głupiego i w jeszcze głupszy sposób zginął. To zdarza się często. Mam nadzieje, że pojadę tam, pozbieram zeznania i nic się nie okaże. Sprawa zamknięta. O Romek idzie, może on coś o tym wie. - Wiesz coś o tym morderstwie pod Antarktydą? - Coś tam słyszałem. Podobno to sprawka tego nożownika który kręci się po tamtejszej dzielnicy. - Jakiego nożownika? – co on, żartuje sobie? Nie słyszałem nic o żadnym nożowniku. - Jak to, nie wiesz? Przecież szukamy go od trzech tygodni. Świetnie. Wracam z urlopu i od razu pakuje się w sprawę jakiegoś seryjnego mordercy. Jeśli Romek ma racje, to pewnie nie skończę tego szybko. Albo skończę szybko, tyle że pod ziemią. Ech, może nie będzie tam źle. Muszę tam pojechać. Wstępne zeznania, spluwa i kluczyki. Jadę. Naprawdę lubię obserwować to miasto nocą. Jest inne. Dusza jego splata się z tą ciemnością wypływającą z zaułków. Wszystkie zmory i zniedołężniałe poczwary wypęłzają ze swych nor. Rozpoczyna się polowanie. Tylko o świcie jest jeszcze lepiej. Dogasające życie nocy jest jeszcze bardziej widoczne. Zwierzyna jest ogłupiona. Dzień jest taki nudny. Dlatego wolę siedzieć w biurze. Udawać, że nic nie wiem. Udawać, że cały ten wrzący tygiel w ogóle mnie nie obchodzi. Jestem. Nigdy wcześniej chyba tu nie byłem. Szyld całkiem niezły, ale okolica nie całkiem. Chociaż, może dla tych zdewastowanych pokrak które tu bywają to nawet lepiej. Dobra, spluwa jest, portfel jest. Odznaka. Nie ma w schowku, nie ma w marynarce o jest. Muszę jej bardziej pilnować. Tego znam. No proszę, to miasto jest takie dużo a my zawsze musimy wpadać na siebie. Nie widzi mnie. Dobrze, pewnie od razu zacząłby uciekać. Czy to na pewno on? Tak. Wszędzie poznam tą skórzaną kurtkę i wąskie, czarne dżinsy. Z tego co pamiętam to nie jego teren, ale może coś się zmieniło gdy byłem na urlopie. Od tyłu, po cichutku… - Złotówa! – już podskoczył. Mam go. - A to ty Kocioł… Czego chcesz? – jak zwykle struga twardziela. Zaraz zacznie inaczej gadać. - Byłeś tutaj dwa dni temu? Zamordowano tutaj niejakiego Marka Krupczyńskiego? – błądzący wzrok. No dalej, gadaj bratku. - Może… Nie pamiętam. Kto to w ogóle był? - Nie wiem. To nie ważne. Ważne natomiast czy tutaj byłeś. Jak on kręci! Musi coś wiedzieć. Zaraz wejdą w grę zarzuty o posiadanie i wszystko mi wyśpiewa. Zawsze ma coś przy sobie. Co mnie obchodzi, że wydział go kryje, wyduszę z niego wszystko. - No to co, przeszukamy cię raz i drugi. Na pewno coś znajdę. - Odwal się Kocioł. Idź poudawać twardego glinę gdzieś indziej. Ja spadam. Co on? A z resztą nieważne, pewnie i tak za dużo czasu spędziłbym na wyciąganie z niego wszystkich potrzebnych informacji. Dobra, wchodzę do środka. Do Antarktydy. To miejsce wygląda dokładnie tak jak je sobie wyobrażałem. Kobiety które straciły swe piękno w zbyt wielu uściskach. Straceńcy nie pragnący już niczego innego jak zapomnienia. Dziwaczna muzyka. Co to w ogóle jest? Jakiś free jazz? Klarnecista wygląda podejrzanie, będę musiał go przesłuchać jak skończy grać. Od czego by tu zacząć… Barman, kelnerki. Jakiś stały bywalec? Tak, ten gość w kraciastej marynarce wygląda na typową barową ćmę. Znam się na ludziach, w końcu to mój zawód. Cholera, mam wrażenie, że wszyscy patrzą w moją stronę. Pewnie wiedzą, że jestem gliną. Nigdy nie pojawiałem się w tych okolicach, ale jak widać sława wyprzedza człowieka. Na pierwszy ogień barman. Kopalnia faktów i kopalnia bujd. Ten wygląda w miarę uczciwie. Biała koszula, czarna kamizelka. Tylko te długie włosy budzą nieufność. - Słucham? Czego się pan napije? - Niczego. Przychodzę po informacje – no już, odznaka na stół. Tak tak kolego. Uwielbiam ten wyraz twarzy na widok tego metalowego cacka – Co wiesz o śmierci Marka Krupczyńskiego? - Chodzi panu o to morderstwo przed klubem kilka dni temu? Niewiele. Pamiętam, że wychodząc chciał się jeszcze napić, ale mu nie sprzedałem. Ledwo trzymał się na nogach – Gość jest za spokojny. Na pewno coś ukrywa. - Często tu przychodził? - Ostatnio tak. Trzy, cztery razy w tygodniu. Ja nie pracuje tu codziennie, ale Lena, tamta ruda kelnerka jest tu prawie zawsze. Powinna panu pomóc. - Dziękuje. Ruda kelnerka… Co za piękność! Piegi, buźka niewinna i pociągająca. Nogi nie z tej ziemi. Może mi się uda z nią później umówić? No nic, najpierw praca. No dalej rudowłosa Wenus. Po cichu, od tyłu. To zawsze działa. - Czego chcesz!? - Przepraszam. Nazywam się Kocioł, Stanisław Kocioł. - No i? - Jestem z policji. - Z policji? I tu cię mam ślicznotko. Najpierw trochę pokrzyczy, a jak przychodzi co do czego to zawsze ulegnie. Zawodowy urok. - Chciałbym zadać pani kilka pytań w sprawie morderstwa które miało miejsce przed klubem dwa dni temu. - A co to pana interesuje? - Przecież już pani powiedziałem, jestem z policji. Czego ona nie może zrozumieć? Ach te brązowe oczęta nadzwyczaj są piękne, lecz właścicielka nie jest jednak zbyt rozgarnięta. A może po przejściach? Muszę być wyrozumiały. Widać, że coś ją męczy. Spróbujemy inaczej. Teraz na pewno się uda. - Czy jest coś o czym chciała by pani porozmawiać? Patrzy się. Trafiłem. Już zaraz moja empatia i niezawodny wdzięk oficera otworzą jej serce i wszystko mi powie. Najpierw swoje troski, obawy, później wypytam ją trochę o to morderstwa a na koniec zaproszę ją na kolacje. No dalej kotku, czym chcesz się ze mną podzielić. - Czy chce o czymś porozmawiać!? Nie chce! Co pan chcesz usłyszeć!? Moją historię? Praca, dom, praca, dom, dom praca, praca. I tak w kółku! Poświęcasz wszystko a na koniec okazuje się, że nie było nawet po co, bo i tak wszystko z góry było przegrane! - Spokojnie, może mi pani trochę przybliży sytuacje? Ktoś z rodziny umarł? Coś się stało? - Coś się stało !? TAK! Mam dosyć takich modnisiów, lalusiów i elegancików jak pan! Mam po dziurki w nosie wasze kompleksy, niedojrzałość i siostry! Chyba coś się pomyliło temu barmanowi. Ona ma na imię Pandora, a nie Lena. Cholera, toż to prawdziwy huragan! Jak ciężko dyszy… Muszę ją jakoś uspokoić, tylko jak? Co ona wyprawia? Przestała. O jakieś ogłoszenie leci ze sceny. Może to dziewczyna tego klarnecisty? On wygląda w sumie na niezłą szychę, lidera jazz bandu. - Teraz wykonamy nasz ostatni utwór, „Wschodzące słońce krainy Bakłażanu”. Zaśpiewa dla państwa urocza i niezawodna Lena! Proszę o oklaski. Zawsze tak samo. Nawet najwięksi twardziele ulegają przy kobiecym temperamencie. Posłuchajmy jak śpiewa. Czuje, że zaraz usłyszę melodię która mnie ukoi. Jej wrażliwość musi być skryta pod tą grubą skórą przeżyć. Może uda mi się jeszcze ją jakoś ułagodzić i zabrać na kolacje? No dalej Skarbie, oczaruj nas tym anielskim śpiewem, zabierz nas daleko od tej dziury… To jest śpiew!? Jednak się pomyliłem. Trudno. Dobra, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba szukać dalej. Kto by tu jeszcze mógł coś wiedzieć… Może ten gość w kraciastej marynarce? Gdzie on jest? Zniknął. Ale przecież był tu jeszcze przed chwilą. Może zaczekam do końca występu i zapytam się tego klarnecistę. O, to już koniec? No nic, dajmy mu pozbierać brawa… O widzę, że na to się nie zanosi. No nic, zobaczymy co masz do powiedzenia. - Witam, porucznik Stanisław Kocioł, policja. Chciałbym zadać panu kilka pytań w sprawie morderstwa które miało… - Lubisz słuchać jazzu? - Słucham? - Zapytałem się, czy lubisz słuchać jazzu? O co mu chodzi? Pije, tak chyba jest pijany. Wygląda niezwykle podle z tą szklanką whiskey. Kochanek romantyczny, zatracony w swoich ideałach do tego stopnia, że zapomniał o zakazie palenia w klubie. - Tutaj chyba nie wolno palić. Nie odpowiada. Pewnie czeka wciąż, żebym ja mu odpowiedział. - Nie, raczej nie słucham jazzu. To nie dla mnie. Zatrzymał szklankę w połowie drogi. Patrzy się na mnie. Zawiedziony ale uśmiechnięty. Emocje grają mu na twarzy niczym on sam na klarnecie kilkanaście minut wcześniej. Gasi papierosa. Odkłada szklankę. - Rozumiem, raczej staram się zrozumieć. Jak można nie doceniać takiego piekna? W dźwiękach zawarte jest wszystko – Bełkot. O co mu chodzi? Facet najwyraźniej nie rozumie, że ludzie mogą mieć różne gusta. Ciągnie dalej – To jest problem. W naszych czasach nie da się już być szczerym artystą. Znaczy da się, ale tylko stereotypowym. Stereotyp przejął kontrolę nad ludźmi. Wszyscy chcą rzeczywistości prosto z filmu. Fikcja górą panie, fikcja. Rozumiesz? Nie. O czym on gada? Przecież zadałem mu pytanie, a on teraz plączę się i bełkocze jakieś bzdury. Kolejna whiskey? Tak to jest. Muzycy, ciągle piją a później skarżą się na los, że to niby nie mają niczego i nikt ich nie szanuje. Trzeba mu przerwać ten quasi filozoficzny monolog. - Słuchaj… - To ty słuchaj! – Czy to było do mnie, czy w eter? Nie patrzy się nawet w moją stronę – Kiedyś sztuka i rozrywka pokrywały się. Mam na myśli jazz, muzykę. Artyści jakoś żyli, to tu to tam. Każdy był w stanie chociaż trochę zarobić i żyć szczęśliwie. A teraz? Albo musisz grać dla jakiejś zamkniętej, pseudointelektualnej grupy, im bardziej bez sensu tym lepiej, albo… - Słuchaj, pytam się tylko czy byłeś tutaj dwa dni temu, kiedy doszło do morderstwa. Byłeś? - Co? Nie wiem. Artysta. Pytaj artysty to ci nic konkretnego nie powie, co? Tak myślisz? Wszyscy tak myślą. Artystya powinien być biedny, wtedy jest szczery. Artysta powinien grać przede wszystkim dla ludzi, artysta powinien… - Do cholery, byłeś tu czy nie? – nie mogę już tego słuchać. Zatkało go. Taki chojrak, a teraz milczy. No dalej, odpowiedz. Pije. - Artysta nic nie powinien. Inaczej nie jest artystą – Skończył pić – Nie, nie było mnie wtedy tutaj. Byłem w pracy. Byłem pomocnikiem w kuchni. No i poszedł. Cholera, albo nikt naprawdę nic tu nie wie, albo wszyscy po prostu ze mnie kpią. Kolejny ślepy strzał. Kto jeszcze może coś wiedzieć? Ten gość w kraciastej marynarce. Wrócił. Jak on nic nie wie, to już nie wiem kto będzie w stanie mi pomóc. Wąsy i bródka? Wygląda jak muszkieter. Skąd ja oni się wszyscy biorą? - Porucznik Stanisław Kocioł. Chce panu zadać kilka pytań. - Cóż… Niech pan pyta więc. Cwaniaczek. Wiedziałem! Nienawidzę takich! Pewni siebie, wszechwiedzący. Ten podstępny uśmieszek potrzebuje solidnego strzału z pięści. Dlaczego akurat zawsze tacy mają coś do powiedzenia? Wygląda na to, że coś wie. Co on robi? Zamawia drinka? Przecież ma pełną szklankę. Chyba nie zamawia czegoś dla mnie. - Jeśli zamawia pan coś dla mnie, to będę zmuszony odmówić. - Szkoda. Niech pan pyta. - O co? Ach tak, czy był pan tutaj dwa dni temu? Milczy. Wyciąga coś z marynarki. Jakieś pudełko. Może jednak coś mi powie. - Możliwe, dlaczego pan pyta? - Doszło wtedy do morderstwa przed klubem. - Morderstwo! Obawiam się, że mogę być w to zamieszany. - Słucham? Czemu pan się jeszcze nie zgłosił na policje? Otwiera pudełko. Karty. Po co mu karty? Tasuje, ziewa. Takich nie można poganiać, mogą się łatwo spłoszyć. On coś wie. Rozkłada. As, król pików, walet kier, walet pików i siódemka kier. Mruczy coś pod nosem. Czy on wróży? Co to za dziwaczne miejsce? Czy ja tu naprawdę jestem, czy może jest to sen fantastyczny tylko? - Ma pan szczęście Kocioł. Dziś pan nie umrze. - Słucham? Czy masz świadomość z kim rozmawiasz? Jestem funkcjonariuszem policji! - Tak tak, coś pan wspominał, ale czy mogę panu wierzyć? W tym miejscu spotyka się różnych dziwnych ludzi. - Słuchaj cwaniaku, to jest moja… Odznaka. Gdzie jest moja odznaka? Cholera. Musiałem ją zgubić. Dobra, mam przecież legitymację. Co!? Jak to możliwe, nie mam portfela! To musi być jego sprawka. Jak on to zrobił? - Nie wiem kim jesteś, ale będzie dla ciebie lepiej jak oddasz mi odznakę i portfel. Znów ten szyderczy uśmiech. Nienawidzę go. - Jestem iluzjonistą. Ty też nim jesteś, drogi przyjacielu. Czyż nie starałeś się odgrywać policjanta? Iluzja nie jest czymś nierealnym, to po prostu inne spojrzenie na rzeczywistość. Twoja iluzja była łatwa do rozproszenia. Przegrałeś pojedynek. Tego już za wiele! Nikt nie będzie mówić do mnie w taki sposób! Zaraz zobaczymy kto przegrał. No dalej, chodź frajerze, zaraz się policzmy. Dalej, dalej! - Ochrona! Pomocy! To jakiś wariat! - Łapy przy sobie. Jestem oficerem policji! Jak to możliwe, że dałem się tak wrobić. Gość jest dobry. Wstyd. Teraz, nawet jakbym ja zmienił zdanie, to ruda na pewno by się ze mną nie umówiła. Nie, tylko nie w błoto, nowa marynarka, nie, nie. Jeśli temu cwaniaczkowi wydaje się, że tak łatwo się poddałem to grubo się myli. Zaczaję się tutaj na niego i złapie go jak będzie wychodzić. Która jest? Pół do dwunastej. No nic, połażę sobie tam i z powrotem, zaczekam. Jak on to wszystko zrobił? W którym momencie straciłem odznakę i portfel? A te karty? O co w tym wszystkim chodziło? Muszę go dorwać. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni! Północ. Nie wiedziałem, że w okolicy jest jakiś kościół. Co to za dźwięk? Dzwony, nie. Też, ale jest jeszcze coś innego. Brzmi jak szczęk ostrzy. Nie, to nie możliwe. Dochodzi z niedaleka. Z Antarktydy? Nie… Zaraz, ktoś tam stoi na dachu. Pójdę to sprawdzić. O są boczne schody, dobrze. Muszę być ostrożny. Tak, to na pewno ostrza. Czy ktoś się tutaj bije na miecze? Przecież to… - Policja! Nie ruszaj się! – Co, kto? - Gabrych? Co ty tu robisz? - Kocioł? Raczej, co ty tu robisz? Przecież to moja sprawa! Chcesz wszystko zepsuć? - Akta były na moim biurku! - Przecież zamieniliśmy się biurkami przed twoim wyjazdem! Już zapomniałeś? Świetnie. Ciekawe ile do tej pory zdążyłeś namieszać. - Nic nie zrobiłem. Byłem w środku, rozmawiałem z kilkoma ludźmi, ale trafiłem na jakiegoś gościa który ukradł mi odznakę i… - Ty głąbie. Rozumiesz, że pracuje nad tą sprawą ponad pół roku? To morderstwa miało być gwoździem do trumny Iluzjonisty. - Iluzjonista? To ten gość co rąbnął moje rzeczy! Zaraz, ale myślałem, że to morderstwo to sprawka tego nożownika… - Jakiego nożownika? Kto ci nagadał takich bzdur? To Gang Szermierki. - Gang Szermierki? - Tak się nazywają. Teraz to nieistotne. Wkraczam do akcji. Jeśli chcesz mi pomóc to albo się wycofaj, albo rób dokładnie to co Ci powiem. Zrozumiałeś? - Tak, zostaje. Nareszcie coś się dzieje. Gang Szermierki? Wyskoczą do nas z szablami, czy cos? To będzie bułka z masłem. Mogłem być trochę bardziej uważny w biurze, ale teraz to już nieważne. Gabrych zawsze wie co robi. Ciekawe jaki ma plan. Idę z tyłu. Dobra, będę go osłaniać. Zaraz się policzymy Iluzjonisto. Zobaczymy kto będzie górą. Czy to możliwe? Dwóch gości w staroświeckich łachmanach walczących szabli na dachu klubu. Musimy być ostrożni. Biją się prawie tak samo dobrze jak na filmach. Jeden padł. Kto to? Zaraz, przecież to ten barman! Iluzjonista zaraz go dobije. Musimy wkroczyć! Na co czeka Gabrych? A pal to licho. - Kocioł! Co… - Policja! Ręce do góry! Rzućcie miecze, czy cokolwiek to jest na ziemie i załóżcie ręce do góry. No właśnie. Może te miecze wyglądają imponującą, ale gdzie tam się mają do starej, dobrej spluwy. Dokładnie tak, powoli na ziemię i rączki w górę. No i co, kto jest teraz górą? - Szanowny pan Kocioł. Znów się spotykamy. I to jeszcze tej samej nocy! Wprawdzie wywróżyłem panu, że nie zginie, ale jak widać lubisz igrać z losem. - Oszczędź mi tej paplaniny. Kopnij miecz w moją stronę. - Po pierwsze to nie jest miecz, tylko rapier. Po drugie, chyba pan żartuje. Mam kopnąć to arcydzieło? - Kocioł, przejmuje dowodzenie. Podejdź po ten rapier. Tylko ostrożnie, on jest wiele wart. O co tu chodzi? Myślałem, że wszystko kręci się wokół tego morderstwa. A ten rapier? No nic, Gabrych pewnie wie lepiej. Zrobię co mówi. Nienawidzę tego całego iluzjonisty. Poznałem go dopiero kilka godzin temu, a już działa mi na nerwy. Zaraz zaraz. Uratowaliśmy barmana przed śmiercią. Zginąłby w taki sam sposób jak… - Krupczyński! Co? Jak to możliwe!? Przecież on nie żyje. Rozbroił Gabrycha. Skąd on się tu wziął? Nawet Iluzjonista wydaje się zaskoczony. Jak to się stało, że tylko Krupczyński ma spluwę? Co teraz? Co mam robić? - Przecież ty nie żyjesz! Myślałem, że nożownik cię sprzątnął. - Właśnie dlatego nie zasługujesz na rapier głupcze. Nigdy nie było żadnego nożownika. To plotka, którą puściłem między cienie jakiś czas temu by być przygotowanym na wszystko. Przydała się. Teraz oddaj mi rapier. - Chyba sobie żartujesz błaźnie. Czemu miałbym ci go oddać? Nie masz żadnego… Nie wierzę, barman podniósł rapier. Wiedziałem, że kłamie! To człowiek Krupczyńskiego! Dobra. Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Muszę być czujny. Zaczekam na odpowiedni moment i wkroczę do akcji. Argh… Nie cierpię śmiechu tego gościa - Nigdy się niczego nie nauczysz. Naprawdę uważasz, że uda Ci się pokonać mnie? Iluzjonistę? - Ja to wiem. Wystarczy… - Chwila! Przecież ty nie żyjesz. Kocioł i ja czytaliśmy akta. Widzieliśmy zdjęcie twojego trupa. Jak to możliwe, że zmartwychwstałeś? - Nie musiałem. Mam kilku znajomych tu i ówdzie. Potrzebowałem być martwym na kilka dni. Iluzjonista jest zawsze przygotowany na wszystko, jedyne co może go zgubić to zbytnia pewność siebie. Dlatego musiałem uśpić jego czujność, najlepiej sprowadzając niedołężnego gliniarza którego bez problemu wystrychnie na dudka i będzie taplać się dalej w swojej pustej chwale. Pycha, moi panowie. Pycha jest zgubą. No, dość już tej gadaniny. - Chudy wiesz co masz robić. - Mamy tutaj niezły kocioł… - Zamknij się! Chudy przynieś mi rapier, mam go na celowniku. Szybka analiza. Iluzjonista rozbrojony. Krupczyński trzyma Gabrycha, ale celuje też w Iluzjonistę. Ten stary wyga na pewno to wykorzysta. Co robi barman? Celuje rapierem w Iluzjonistę? A co ten z kolei mruczy pod nosem? Brzmi jak jakieś zaklęcie. Nie, to już przesada. Wszyscy są zdezorientowani. Trzeba działać. - Dalej! Pchnij i zakończ pojedynek! Będziesz mistrzem! - Nie słuchaj go! Przynieś mi rapier! - Pamiętaj, że tylko godna osoba jest w stanie dzierżyć to ostrze. W przeciwnym wypadku to obróci się przeciwko tobie. Co on bełkocze? Czy ten głupi barman naprawdę da się nabrać na te uliczne sztuczki? Nie wie co ma robić. Dlaczego Gabrych nic nie robi? Przecież mógłby załatwić Krupczyńskiego bez problemu. Barman bierze zamach. Coś mu się stało w rękę, rapier wypada mu z rąk! To nie możliwe! Gabrych obezwładnia Krupczyńskiego, gdzie jest Iluzjonista? Co… - Stój! Zwiał. Gdzie się pojawia Kocioł, tam się pojawiają kłopoty. Byłem już tak blisko, a ten bęcwał jak zwykle musiał wszystko zepsuć. Dobra, trzeba działać szybko. Teraz mi uciekł, ale wiem już kto pomoże mi go znaleźć. Póki co muszę zająć się tymi łamagami. Krupczyński i barman w kajdanki. Cholera, mam tylko jedną parę. Może Kocioł ma drugą. Tak jest. Dziwne, że i tego mu nie rąbnął ten szczwany lis. O proszę, jest portfel, jest odznaka. Pewnie Iluzjonista wsadził mu je z powrotem obezwładniając go. No to po sprawie. Przede mną ostatnia przyjemność tej nocy. Mam nadzieje, że pierwsze uderzenie go nie obudzi. Niestety. - Co? Co się dzieje? Gabrych? Gdzie jest Iluzjonista? - Uciekł. Nieistotne. Krupczyński i Barman są jeszcze nieprzytomni. Możesz ich zabrać na komisariat? - A czemu ty tego nie zrobisz? - Muszę pojechać w jedno miejsce. Masz odznakę i portfel. Załatw to. - Dobra, a co później? - Jak to co? Dla ciebie nic. Koniec sprawy. Wiedziałem, że ten głąb nie odpuści. Będzie chciał dalej uczestniczyć w tym śledztwie. Jaki on jest uparty. Nie odpuści. - Jesteśmy w tym razem. Co mam niby napisać w protokole aresztowania? - Od kiedy z ciebie taki służbista? - Od dzisiaj. No dalej Gabrych… - Dobra. Jak to załatwisz to przyjedź do Spirali. Będę tam na ciebie czekał. Tylko pośpiesz się, nie ma czasu do stracenia. - Jasne. Do zobaczenia. Co za ulga. Chociaż kilka godzin będę mieć spokój. Jak to wszystko się skończy wezmę długi urlop. Która jest? W pół do pierwszej. No nic, trzeba ruszać na północ. Podobno właśnie tam siedzi teraz Blaszka. Mam nadzieje, że Kocioł da sobie radę. Nie może przecież być aż tak beznadziejny. Nienawidzę tego miasta nocą. Wszystko ponownie się zaczyna. Ten teatr cieni który za dnia kryję się w zaułkach i podziemiu znów przejmuję kontrolę. Cała moja praca na nic. Beznadziejna walka z wiatrakami. Złapie kogoś, a na jego miejsce pojawia się dwóch kolejnych. Może uda mi się w końcu przenieść do innego miasta? Ta sprawa jest dosyć poważana. Powinienem dostać awans. Iluzjonista… Co ten gość tutaj robi? To profesjonalista, niezwykłe przebiegły złodziej. Czego ktoś taki jak on może chcieć w takiej dziurze? Nieważne. Trzeba odzyskać rapier i wsadzić go za kratki. To tutaj. Ale ponura okolica. Nawet po Blaszce spodziewał bym się czegoś lepszego. Coś tu nie gra. Pytałem się kilku ludzi, każdy kierował mnie tutaj. Cholera, przecież Blaszka powinien być w centrum wydarzeń, żyje z tego. Muszę być ostrożny. Tu jest za cicho, zbyt spokojnie… Rękę na kaburze. Pukam. - Hasło.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%