Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 15 min czytania

Dwie wiedźmy, cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwie wiedźmy

Link do części drugiej:

http://opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=78127

Na skraju Wiłowego lasu mieszkała sobie wiedźma. I nic w tym było dziwnego, wszak wiedźmy do zamieszkania wybierają miejsca odludne i możliwie ponure. Czy traktowałby kto poważnie czarownicę codziennie rano wsłuchującą się w śpiew słowika, która przed domem ma ukwieconą łąkę, a w obejściu śliczne, puchate zwierzątko?

No właśnie.

Siedlisko Ostróżki, bo tak się owa osobistość nazywała, stanowiła chata, pokrzywiona i porośnięta mchem, której okolice bardzo upodobały sobie kruki. Niewykluczone, że wiedźma sama je ściągnęła i spętała zaklęciem, by dodać domostwu powagi.

Do najbliższej wioski prowadziła jedyna dróżka, nieprzesadnie wyeksponowana, ale też niezbyt zarośnięta. Wiedźma ceniła sobie prywatność, ale też wiedziała, że mieszkańcy wsi stanowią źródło pieniędzy i dóbr wszelakich.

Ową dróżką zmierzała niewiasta. Przemykała trwożliwie między drzewami, raz po raz oglądając się za siebie. Noc była ciepła, letnia, ale padał deszcz i księżyc skrył się za chmurami, szła więc niemal na oślep, bo wątły promień nędznej świecy, którą osłaniała dłonią, rozjaśniał świat jedynie na kilka stóp wokół.

Światło z pewnością zwabiłoby drapieżniki chętne na łatwy łup, ale zbyt bały się one Ostróżki i jej gniewu. Wiedźma kategorycznie zakazała wszelkim leśnym zwierzętom i stworom atakowania wieśniaków. Las i wioska były jej i nie zamierzała pozwolić na żadne scysje. Zresztą układ był korzystny dla wszystkich. Ludzie nie musieli bać się o swoje życie i inwentarz, a mieszkańcom puszczy nie groziły sidła.

A przynajmniej kłusownik nie mógł wykręcić się przed urzędnikiem wymówką w stylu: „bo ten wilk owcę zeżarł”. Sława wiedźmy sięgała daleko i wszyscy wiedzieli, że w jej dziedzinie żadne stworzenie nijakiej krzywdy nie uczyni. Co innego ona sama.

Kobieta w końcu dotarła do chaty i zapukała lekko. Odpowiedziała jej cisza, więc zapukała jeszcze raz, głośniej. Ze środka dobiegło zrazu przeciągłe miauknięcie i jakieś przekleństwa.

- Czego? - W drzwiach stanęła zaspana gospodyni.

- Mam dość – wyszeptała kobieta. Niesiona przez nią świeca oświetlała jej twarz, zwłaszcza dorodny siniak na policzku i zakrwawioną wargę.

- Dlaczego mnie pisane jeno dzieci rodzić i razy znosić? Dlaczego w polu od rana pracuję, po to tylko, żeby na marny garniec zupy starczyło?

- Nie wy jedna – burknęła Ostróżka, niecierpliwym gestem odgarniając z twarzy potargane brązowe włosy. - Rodzenie dziatek to los kobiety. Co do reszty... pogódźcie się z tym, jak inne niewiasty.

- A wy? Nie rodzicie dzieci, nie pracujecie, nikt na was ręki nie podniesie.

- O ile wiem, wy jeszcze żadnego dzieciaka nie powiłyście – odparła wiedźma, skojarzywszy w końcu wieśniaczkę. Była to Leszczynka, żona Opiętka.

- Bom do tego niezdolna i dlatego gwałt muszę znosić! - wrzasnęła kobieta, aż z pobliskiej sosny poderwała się sowa.

- A nie wrzeszczeć mi tu! – zeźliła się wiedźma. - Zdecydujcie się, czy bolejecie nad tym, że dziatki trzeba kobiecie rodzić, czy dlatego, że wam akurat ich los nie zesłał, czy dlatego, że was mąż leje. Zresztą, inni mężowie robią żonom to samo, więc nie wiem, czemu akurat wy się frasujecie.

- Ale ja się nie godzę! - powiedziała twardo kobieta. - Na termin mnie weźcie.

Trzeba przyznać, że to wiedźmę zaskoczyło.

- CO? Rozum wam odjęło? Ja nikogo na nauki nie przyjmuję.

- Jak sobie chcecie, ale ja stąd nie pójdę. Stać będę całą noc, jeśli będzie trzeba. - Kobieta zacisnęła usta i popatrzyła hardo.

Tymczasem kot wiedźmy, Łapeć, podszedł do wieśniaczki i zaczął ocierać się o jej nogi.

Ostróżka była wściekła.

- Ot, zwierzę durne, jako ten but! Miano nosi akuratne! - Tupnęła nogą, chcąc przepędzić futrzaka. - A poszedł!

I rzecz niesłychana: kocur, zamiast czmychnąć, zjeżył sierść i zasyczał na swoją panią, próbując ugodzić ją pazurami.

- Niewdzięczne bydlę! - Ostróżka aż się zatchnęła.

Ale przecież nie uderzy kota. Jeszcze się obrazi i sobie pójdzie, a drugiego takiego znaleźć niełatwo. A co to za czarownica bez familiariusza?

Łapeć tymczasem w najlepsze łasił się do kobiety. I wiedźma doszła do wniosku, że coś w tym musi być - chowaniec bowiem nie okazywał sympatii nikomu, z wyjątkiem czarownicy. Zwłaszcza to bydlę prędzej rzuciłoby się człowiekowi do gardła, niż pozwoliło się pieścić.

- Wejdźcie – rzuciła z rezygnacją. - Zaraz przygotuję wam posłanie.

Najchętniej uszykowałaby wieśniaczce miejsce w obórce, tyle że takowej nie miała. Jedynym zwierzęciem, jakie trzymała w domu był kot. I trochę robactwa po kątach.

Wzięła więc trochę koców i ulokowała przybysza na podłodze, koło wygaszonego pieca. Kocur, choć zazwyczaj preferował łóżko swojej pani, od razu ułożył się obok swojej nowej przyjaciółki.

Ostróżka tylko prychnęła i poszła spać do siebie.

Uwolniona od strachu Leszczynka zasnęła mocnym, spokojnym snem, trzymając w objęciach mruczącego kociego towarzysza. A nazajutrz obudziło ją szturchnięcie.

- Strawy przygotuj – mruknęła wiedźma. Jako mistrzyni zwracała się do uczennicy per „ty”. - Póki co strasznieś leniwa, już dawno po świcie.

Wieśniaczka biegiem poderwała się z miejsca. Niezadowolony z gwałtownego przebudzenia Łapeć odskoczył obrażony i zjeżył sierść.

- No i co, przeszedł już afekt? - zapytała Ostróżka drwiąco, po czym zwróciła się do Leszczynki:

- A jedzenie przynieś z piwniczki za domem.

Ubrawszy się czym prędzej, kobieta pobiegła spełnić polecenie mistrzyni.

Kiedy długo nie wracała, gospodyni poczęła się niecierpliwić. Choć z drugiej strony miała nadzieję, że natrętny gość w końcu się jej wystraszył i sobie poszedł.

Zajrzała za chałupę i zobaczyła otwarte drzwi do piwniczki.

- No pięknie, okradła mnie i uciekła – fuknęła wiedźma ze złością. - Zobaczymy, ile tego wzięła.

Weszła do środka i zderzyła się z Leszczynką, która właśnie wychodziła. W półmroku jej bury przyodziewek zlewał się z ziemistym kolorem ścian, tylko jasna chusta skromnie skrywająca włosy odcinała się wyraźnie.

- No i na co czekasz? - zbeształa uczennicę Ostróżka – Jadła miałaś przynieść.

- Bo ja... tyle tu tego jest, że nie wiedziałam, co wziąć, pani Ostróżko. Przecie takie specjały to się nawet od święta rzadko jada i myślałam, że wy to na jakąś specjalną okoliczność trzymacie.

- A! Możesz wziąć, co chcesz, na nijakie święto tego nie trzymam. Byle nie za dużo, bo po obfitym śniadaniu człowiek do pracy niechętny.

Najadłszy się wzięły się do pracy. Różka warzyła eliksir miłosny dla klientek a Leszczynka sprzątała izbę, gdy drzwi do chaty otworzyły się z hukiem i do środka wpadł chłop wysoki, chudy i z kołtunem na gołej głowie, bo zapomniał włożyć czapkę. I niemożebnie wręcz rozeźlony.

Gdy zobaczył żonę natychmiast rzucił się na nią z furią. Na widok męża Leszczynka czy prędzej czmychnęła do sąsiedniej izby.

- Ty gamratko, z wiedźmą się zadajesz?! Wstyd na całą wieś będzie! Za kudły wywlekę!

I wywlókłby, ba! obiłby babę kijem, a pobitą zapędził jeszcze do roboty. Ale w pogoni za żoną wpadł na Ostróżkę.

- Tam są drzwi. - Pokazała mu. - Kiedy się chce komuś do domu wleźć pierwej zapukać należy. A poza tym, chyba właśnie mnie znieważyliście.

I machnęła ręką, a chłopa dosłownie wymiotło z chaty.

Czas na terminie u Ostróżki mijał Leszczynce nader spokojnie. Opiętek więcej się nie pojawił.

Uczennica wiedźmy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dwie wiedźmy, cz.1 — czytnik · opowiadania