Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Dwie wiedźmy, cz.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Podczas gdy wiedźma badała ślady intruza, z chałupy wyszedł kocur, zdziwiony, że człowiek tak długo zwleka z podaniem mu jedzenia. Przeciągnął się nonszalancko u progu i wtedy jego uwagę zwrócił zapach. Łapeć natychmiast się skoncentrował i ruszył wzdłuż ściany, węsząc w skupieniu.

Obszedł tak cały dom, aż stanął nad śladami odkrytymi przez Ostróżkę. Postanowił obwąchać je dokładniej.

- No i co? Zdecydowałeś się zostać psem myśliwskim? - zapytała wiedźma z drwiną.

Łapeć rzucił jej ciężkie spojrzenie i odpowiedział pełnym urazy miauknięciem.

Kobieta zamyśliła się głęboko.

- Też o tym pomyślałam. Zamieniła się w strzygę.

Kot tylko prychnął i zmrużył ślepia.

- Masz lepszy pomysł?

Tym razem miauknięcie było głośniejsze, pod koniec przechodzące niemal we wrzask.

- Dobrze, dobrze. Jesteś kotem, to i węch masz lepszy. Niech będzie. Idę do Opiętka. - Ostróżka wzruszyła ramionami. - Nigdzie nie odchodź, przydasz mi się jeszcze.

- Leszczynka to wąpierz – zakomunikowała wiedźma, stając w drzwiach. - Doszliśmy do tego z kotem.

- Co? Jak? - pytał oszołomiony Opiętek. Ostatniego zdania nie skomentował, gdyż nie miał ochoty przez resztę życia żywić się muchami albo czymś jeszcze gorszym. Był jednak głęboko poruszony słowami o wąpierzu.

- Bo widzicie – odparła Ostróżka, mierząc chłopa wzrokiem – wąpierzem staje się osoba zmarła szczególnie gwałtowną śmiercią. A śmierć waszej żony do najspokojniejszych nie należała.

- Toć mówiłem, że nie chciałem!

- Upiorowi to zajedno. Zgon był gwałtowny i już. No i teraz nieboszczka bierze odwet za swoją śmierć.

- Ale...

- Ponadto – przerwała bezceremonialnie – dusza ludzka jest nader kruchą. Wystarczy, że nad nieboszczykiem byle zwierzak przeskoczy, żeby drogę w zaświaty jej zmącić. A wasza żona wszak w lesie leżała, tam wszelkich bydlątek pełno. Mogło się jakieś przyplątać.

- Ale w świątyni mówili, że baba duszy nie ma! A wiedźma to już w ogóle.

- Nader ciekawe. A więc kobieta już za życia jest upiorem? - zapytała Ostróżka, nie spuszczając z Opiętka szarozielonych oczu. - A może zwierzęciem?

- Eeee...

Machnęła ręką, na znak, że nie chce jej się ciągnąć dyskusji.

- Nie czas na dysputy, trza uradzić, co zrobić z wąpierzem.

- To plugastwo najgorsze z możliwych, co kosztem żywych się obżera! - Chłop opadł ciężko na ławę. - Co z tym zrobić?

Nalał sobie siwuchy, żeby nieco się uspokoić.

- Trzeba więc skrzyknąć ludzi i urządzić polowanie!

- Ludzi w to mieszać nie będziemy. Myśmy rzecz pokpili, to i my naprawimy. - zadecydowała Ostróżka. - Ale polowanie to dobry koncept.

Usiedli więc, by opracować plan. Plan ów w istocie był bardzo prosty i składał się tylko z dwóch punktów: najpierw znaleźć kryjówkę potwora, a później go ubić. I tyle.

- Trzeba serce przebić, o tu, po lewej stronie – powiedziała wiedźma, pokazując, gdzie należy uderzać. - To sposób najpewniejszy.

Dodała też, że w odszukaniu Leszczynki może im się przydać Łapeć i jego węch.

- No nie wiem – Opiętek nie wykazywał entuzjazmu – czy kot się nam na coś przyda. Po prawdzie to niezbyt użyteczne bydlątko, hę? Nic aby się na posłanku wylegiwał i żarł.

- Węch ma niezgorszy. I rozumny jest bardziej niż niektórzy ludzie. A teraz bierzcie łopatę, kołek i młotek. Będziemy szukać wąpierza.

Mogiła wciąż była zasypana i wyglądała na nieruszoną. Ale Ostróżka wiedziała, że padające ostatnio deszcze i kręcące się w okolicy leśne zwierzęta mogły ubić ziemię tak, że teraz była całkiem równa.

- Kopcie. Jeśli tu leży, to płytko. Nie dałaby rady zasypać się głęboko – przykazała.

- A nie można zaklęciem ziemi wybrać?

- Oczywiście, bo rzucić zaklęcie to jak splunąć – zaszydziła wiedźma. - Zresztą chyba nie chcielibyście dźwigać tej łopaty na próżno?

Niczego wszakże nie znaleźli.

- To nie tutaj – zauważył odkrywczo Opiętek. - Co teraz?

- Zasypcie grób z powrotem. Szukamy dalej – powiedziała Ostróżka, wyciągając z kieszeni fartucha ucięty skrawek koca pod którym sypiała Leszczynka, gdy u niej terminowała.

Podsunęła materiał kotu pod nos i przykazała szukać.

Opiętek zbaraniał. Jeszcze bardziej zdziwił się, kiedy Łapeć obwąchał tkaninę i począł węszyć. Zrazu z nosem przy ziemi, później w powietrzu.

- Mówiłam, że nam pomoże – powiedziała wiedźma chełpliwie. Nie przyznała się, że dopiero rankiem odkryła nietypową jak na kota zdolność Łapcia.

W końcu kocur złapał trop i począł nim podążać.

- Długo tak będziemy leźć? - zapytał w końcu rozdrażniony chłop, bowiem chowaniec szedł do celu z iści kocią cierpliwością. Skradał się pomalutku, przystawał co jakiś czas i ponownie rozpoczynał podchody, a koniuszek ogona drgał mu z podniecenia. Ludzie podążali za nim, wlokąc się noga za nogą.

- To nie pies, co zwierzynę poczuje i od razu rwie do przodu – zirytowała się Ostróżka. - Koty inaczej podchodzą ofiary.

- Myślałby kto, żem kota nie widział, jak się na mysz czai – burknął Opiętek. - Jeno że noc nas zastanie, zanim najdziemy upiora.

W końcu – a było dobrze już po południu – Łapeć doprowadził ich do Leszczynki.

Kryjówka wąpierza nie wyróżniała się niczym szczególnym. Ot, przysypany ziemią i liśćmi wiatrował.

Kocur podszedł i zaczął grzebać łapką w

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dwie wiedźmy, cz.3 — czytnik · opowiadania