Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 16 min czytania

Dylemat Iwana Pawłowicza 1/5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kłęby pary zalały paryski dworzec, kiedy ogromny pociąg z przeraźliwym piskiem zahamował na jednym z peronów. Iwan wygrzebał walizki z wagonu i ruszył biegiem w stronę budynku dworca. Gmach paryskiej kolei prezentował się imponująco. Olbrzymi pomnik przedstawiający towarzyszy Lenina i Stalina, podających sobie dłonie, nie pozwalał zapomnieć, w jak bardzo potężnym państwie żyją obywatele radzieccy. Iwan przez moment poczuł w sercu dumę, jednak nie miał czasu na podobne myśli, czekało go ważne spotkanie. Musiał się spieszyć, gdyż pociąg jak zwykle się spóźnił. Przed wyjściem od strony ulicy miasto nie prezentowało się tak monumentalnie. Szare od spalin, wypełnione żółtymi taksówkami Renaulta i autobusami Kamaza, między którymi przebiegali przechodnie usiłujący uniknąć potrącenia, wprawiało w pesymistyczny nastrój. Kilkaset metrów dalej, w starej wołdze, siedziało dwóch milicjantów, którzy nie zwracali uwagi na chaos panujący na ulicy. Iwan się skrzywił, w Leningradzie taki bałagan był nie do pomyślenia. Niemal korciło go, aby wyjąć z kieszeni płaszcza legitymację i machając nią przed milicjantami, ochrzanić ich porządnie. Nie miał jednak na to czasu. Podniósł tylko rękę, aby przywołać taksówkę.

Kierowca niechętnie zmierzył go wzrokiem, ale gdy Iwan podał adres przeznaczenia, szofer wyraźnie zmienił nastawienie. Iwan bez problemu czytał z jego ruchów i tonu głosu, mężczyzna był jak otwarta księga. Starał się zachowywać swobodnie, wykazywać zainteresowanie wobec turysty, ale Iwan wiedział, że to maska. Mężczyzna się bał. Każdy kto w Paryżu zamawiał taksówkę na ulicę Towarzysza Hitlera numer 34, najprawdopodobniej był pracownikiem NKWD. Pod tym właśnie adresem, znajdowała się główna siedziba tej organizacji w Komunistycznej Republice Francuskiej. Taksówkarz jednak nie musiał się bać Iwana, Wydział Demografii i Populacji miał dość specyficzne ukierunkowanie.

Walizki zostawił na portierni. Nie miał nawet czasu na prysznic i przebranie się po podróży. To było jednak bez znaczenia, nie przyjechał do Paryża, aby ładnie wyglądać, przyjechał do pracy. Przemierzał zielony korytarz w poszukiwaniu pokoju 330. Budynek był ogromny i na pozór pusty. Jednak Iwan wiedział, że w każdym gabinecie trwa praca, a w podziemiach przesłuchiwani są wrogowie rewolucji. Tu jeszcze ci najmniej szkodliwi, dla reakcjonistów i szpiegów były przygotowane pomieszczenia w aresztach śledczych, tam wyciskało się zeznania ze zdrajców. Wreszcie odnalazł białe drzwi z namalowanym czarnym numerem. Nie różniły się niczym od pozostałych wejść. Zapukał energicznie, poczym wszedł do środka nie czekając na wezwanie. Procedury pozwalały na takie zachowanie, do budynków NKWD nie mógł wejść nikt niepożądany, a pracownicy nie mieli prawa czegokolwiek ukrywać, toteż drzwi ich gabinetów były zawsze otwarte.

W niewielkim pokoju o szarych ścianach, za biurkiem siedział niepozorny mężczyzna w niebieskim garniturze. Kiedy Iwan wszedł, podniósł głowę z nad ekranu wmontowanego w blat i spojrzał na gościa, poprawiając na nosie cienkie, druciane okulary. - Towarzyszu pułkowniku, melduje się porucznik Iwan Pawłowicz Bierezowski – starał się mówić głośno, gdyż maszyna elektroniczna ukryta w biurku, burczała głośno, przetwarzając dane. - Siadajcie, towarzyszu – pułkownik wskazał drewniane krzesło. Poza biurkiem i dwoma krzesłami, jedynym meblem była wysoka, stalowa szafa, pełna dokumentów i taśm z informacjami. Nad drzwiami widniały portrety towarzyszów Lenina, Stalina, oraz obecnych sekretarzy ZSRR i komunistycznej partii Francji. - Nazywam się Gerard Bordes, ale to pewnie wiecie – zaczął pułkownik. – Przyznam, że nie uważam, aby wasze przybycie było przydatne czy istotne dla naszej walki we Francji, ale kierownictwo ma inne zdanie. – Zmierzył wzrokiem Iwana. - Dziękuję za szczerość, towarzyszu pułkowniku, mam nadzieję, że po moim wyjeździe chociaż odrobinę zmieni pan zdanie. - Wątpię, ale nadzieję warto mieć. Nadzieja była początkiem rewolucji, gdyby nie wiara w zwycięstwo nad kapitalistami, nadal żylibyśmy jak niewolnicy bogatych i samolubnych świń – skwitował chłodno oficer. – Wiem, że macie przygotowaną prelekcję oraz znacie doskonale naszą sytuację gospodarczą i demograficzną, więc nie będę powtarzał tego, co muszę powiedzieć na spotkaniu z towarzyszami z oddziału bojowego. Teraz proszę odpocząć po podróży, zajmie się wami chorąży Sofie Charpentier. Bordes wcisnął szeroki guzik na klawiaturze umieszczonej obok wyświetlacza i po kilkudziesięciu sekundach usłyszeli pukanie do drzwi. Do gabinetu, krokiem niemal defiladowym, wkroczyła wysoka blondynka w mundurze francuskiego NKWD. Stuknęła obcasami wysokich oficerek i wrzasnęła niskim głosikiem. - Towarzysz chorąży Sofie Charpentier, melduje swoje przybycie! - Spocznijcie – odparł znudzonym tonem pułkownik. – Znacie swoje zadanie. To jest towarzysz Bierezowski. Idźcie już, bo mam sporo pracy – rozkazał szybko Bordes, chcąc uniknąć spodziewanego słowotoku oficjalnych regułek, które planowała wypowiedzieć dziewczyna. - Do jutra towarzyszu – rzucił mimochodem Iwan nim zamknęły się za nim drzwi. Pułkownik kiwnął głowową i uśmiechnął się nieznacznie. To był pierwszy większy przejaw emocji, jaki Iwan dostrzegł u Bordesa.

Dziewczyna prawie w milczeniu prowadziła go do hotelu NKWD, przeznaczonego dla gości spoza miasta. Z trudem przekonał ją, że sam poniesie swoje walizki. Uzmysłowił jej, że powodem, dla którego osobiście chce zaopiekować się bagażami, nie jest kapitalistyczny pogląd mówiący, że kobiety należy traktować wyjątkowo. Iwan uważał, że należy unikać pomocy innych osób, nawet w takich drobiazgach.

Kiedy weszli do pokoju i rozstawił walizki, a płaszcz rzucił na szary koc, przykrywający jednoosobowe, ale dość duże łóżko, Sofie zapytała: - Towarzyszu pułkowniku, czekam na dalsze polecenia. Iwan spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem, jednego czego pragnął, to chłodnego prysznica i snu. Teraz dopiero, gdy złapał oddech po podróży, mógł dostrzec jak dziewczyna jest śliczna. Brązowe włosy ukryte pod zieloną furażerką, przykrywały niewielkie uszy, ale pozwalały dostrzec smukłą białą szyję. Niebieskie oczy patrzyły na niego z fanatyzmem i pewnym rodzajem szaleństwa. Zaciekawiła go. - Opowiedzcie mi coś o sobie, towarzyszko. - Czy oczekujecie ode mnie, towarzyszu pułkowniku, że streszczę swoją biografię? Czy dobrze zrozumiałam? Bo jeśli chodzi o historię mojej kariery, oraz metryczkę, wszystko znajduje się w dokumentacji, która otrzymał pan przed wyjazdem. Jest ślepo zapatrzona w rewolucję, ale nie jest głupia. Może nawet być dość inteligentna. – pomyślał Iwan. - Zgadłaś, opowiedz mi o swoim życiu i o tym, jaka jesteś, o tym, co nie zawiera się w metryczce. Dziewczyna niespodziewanie usiadła obok niego, ściągnęła furażerkę i wyciągnęła się, opierając na rękach. Teraz dostrzegł, że ma całkiem zgrabną sylwetkę. Sztywna wojskowa postawa nie pasowała do niej, była piękną kobietą.

Dziewczyna miała dwadzieścia pięć lat i była wychowanką domu dziecka. Nie wiedziała nic o rodzicach i swoim pochodzeniu. Całą miłość oddała rewolucyjnym władzom i partii, oni stanowili jej rodzinę. Dzięki poświęceniu i pracowitości, ukończyła szkołę oficerską i szybko zdobywała kolejne awanse. Jednak nie zależało jej na prestiżu, czy karierze. Jej całym życiem było poświęcenie ideałom Lenina i Stalina. Opowiadała o swojej pasji, którą była historia. Ta nauka pozwalała udowadniać wyższość socjalizmu nad innymi systemami, studiowała ją, więc w każdej wolnej chwili. Każde jej słowo było wypowiadane z ogniem i zaangażowaniem. Jej oczy błyszczały w blasku mrugającej żarówki.

Niespodziewanie przysunęła się do Iwana i pocałowało go delikatnie. Pozostał chłodny. Od kilku chwil spodziewał się podobnego zachowania. Iwan nie bez powodu był tak skutecznym agentem służb specjalnych. Ludzie z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%