Fantastyka · 17 min czytania
Dylemat Iwana Pawłowicza 2/5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
W WDiP pracował już trzy lata. Miał kilka drobnych sukcesów na swoim koncie, między innymi aresztowanie katolickiego położnika, który w swoim malutkim mieszkaniu przyjmował nielegalnie porody. Nic wielkiego, ale sprawa dość prestiżowa, zwłaszcza, że dzięki temu, trafiono na ukrytą siatkę chrześcijańskich reakcjonistów. W Leningradzie, mieście o ponad dziesięciu milionach mieszkańców, łatwo było ukryć nielegalną ciąże. Dwudziestotrzyletni Iwan nie zdawał sobie jednak sprawy, że najciemniej jest pod latarnią.
Jego ojciec zginął na Kubie, był czerwonoarmistą, trafił na jakąś starą, nierozbrojoną minę z czasów rewolucji. Pechowa śmierć, pozbawiona romantyzmu. Matka była piękna, ale słaba, nie była wzorem kobiety radzieckiej. Na szczęście wtedy pojawił się brat ojca, inżynier i wykładowca na Uniwersytecie Leningradzkim. Posiadał dwójkę już dorosłych dzieci, jego żona miała dobrą pracę, więc mogli bez problemu pomóc w wychowaniu malutkiego Iwana. Dzięki wujowi skończył szkołę oficerską NKWD i został funkcjonariuszem WDiPu. Iwan miał za co kochać wuja i darzył go tym uczuciem. Jednak, gdy wpadł w wir pracy, ich kontakty się rozluźniły, nie miał tyle czasu dla rodziny ile by chciał. Bardziej potrzebowała go partia. Towarzysz Hitler powiedział kiedyś: „Nie pytaj ile Partia może dać tobie, pytanie brzmi, ile ty możesz dać partii?” Iwan chciał dać partii wszystko. Jako że zwycięstwo rewolucji w Związku Radzieckim dało szerokie prawa pracownikom wszystkich szczebli, funkcjonariusze NKWD też mieli prawo do urlopów. Trafiła się więc okazja, aby odwiedzić wujostwo, które przeniosło się do małego miasteczka w okręgu moskiewskim. Wuj w ramach zasług otrzymał tam funkcje zarządcy.
Bardzo się cieszyli odbierając go z dworca i gdy wieźli go starą wysłużoną wołgą do swojego niewielkiego domku. Opowiadali sobie o dawnych czasach, każdy chciał powiedzieć jak najwięcej. Niemal się przekrzykiwali śmiejąc się głośno. Jednak gdy Iwan przekroczył próg ich domu, zapanowała konsternacja. Teraz po latach, już rozmawiając przez telefon zauważyłby, że coś ukrywają, ich zdenerwowanie wynikłe z tajemnicy, którą starają się ukryć. Wtedy jednak nie przyszło mu do głowy, że najbliżsi mogą łamać prawo i to w dziedzinie, która dotyczyła jego wydziału.
W łóżeczku, w salonie leżała półroczna dziewczynka. - To wasza wnuczka? – zapytał, chcąc aby skłamali. – To dziecko Pawła, czy Iriny? Przyznali się od razu. To było ich dziecko. Argumentowali: tyle czasu pozostawali sami, że brakowało im kogoś, kim mogli by się opiekować. - Iwan, przecież wiesz, jak bardzo kochamy dzieci. Pomogliśmy Nataszce cię wychować – mówił wuj. - Nie wierzę, przecież jesteście świadomymi ludźmi, wiecie co to antykoncepcja, wiecie, że aborcji można dokonać w każdym większym mieście. Zdawaliście sobie sprawę, że nie otrzymacie prawa na posiadanie trzeciego dziecka i to w tym wieku! - Zachowaliśmy się głupio, ale zrozum nas. Popatrz jaka jest piękna. Iwan milczał. Nie chciał ich słuchać. Co miał zrobić? Gdy ochłonęli i pili wódkę na tarasie. Wuj zapytał jaki ma zamiar. - Nie wiem, mam udawać, że nic się nie stało? Jak to sobie wyobrażacie? Jak chcecie wychować, to dziecko? - Nataszę. Dostało imię po twojej matce. - To nielegalne dziecko – mówił chłodno. - Mam wpływy w miasteczku, ludzie nie są tu gadatliwi. W małych społecznościach wiele da się ukryć, każdy ma tu jakąś małą tajemnicę. Wychowamy ją Iwan. Nie zepsuj tego. Wiesz co się stanie, jeśli to zgłosisz? - Otrzymacie sprawiedliwy proces. Partia będzie łaskawa, zważywszy na twoje zasługi. Wstawię się za wami. Musicie tylko współpracować. Ugniecie kark przed partią, to partia wam go nie zetnie – mawiał towarzysz Hitler. - Iwan, zabiorą nam córkę! Niewiadomo co zrobią z Nataszką, nie rozumiesz? - To już nie wasza sprawa, partia podejmie odpowiednią decyzję. Przełknęli po literatce wódki. Wuj porozlewał kolejne porcje i powiedział błagalnym tonem: - Mogą ją nawet zabić. - To nie będzie wasz problem. Musicie tylko wyrazić skruchę i liczyć na łaskę partii – udawał brak emocji, lecz krew gotował się w jego żyłach. Iwan miał pozostać z wujostwem kilka dni, ale wyjechał o poranku. Na dworcu wuj prosił go, aby zapomniał o całej sprawie. Iwan nie obiecał nic. Zapewnił tylko, że nie podjął jeszcze decyzji, chciał im zostawić szansę, aby sami zgłosili się na milicję.
Jednak nim wysiadł na dworcu w Leningradzie, wiedział, że musi od razu zgłosić sprawę przełożonym. Jakby wyglądało, gdyby wszystko wyszło na jaw i okazało się, że zwlekał. Jego kariera mogłaby nie tylko znacznie zwolnić, ale mógłby mieć kłopoty. Poza tym, co oni sobie do cholery myśleli? Wuj był wykształconym, inteligentnym człowiekiem, powinien się liczyć z konsekwencjami. Złamali prawo! Raport przygotował perfekcyjnie, aby pokazać, że nie poinformował wydziału, nie dlatego, że chciał dać czas rodzinie, ale dlatego, że chciał wykonać jak najlepiej swoją pracę.
Aresztowali ich. Nie bronili się jak im radził, chcieli zatrzymać dziecko, walczyli o nie. Wuj nieoficjalnie poprosił go nawet o wstawiennictwo. Iwan udał, że nie rozumie i radził, aby zachował się rozsądnie. Byli krnąbrni, ponoć pod koniec procesu, kiedy stracili złudzenia, że zatrzymają córkę, rzucali oskarżenia na partię i sekretarzy. Iwan nie chciał o tym słuchać, zajął się swoją pracą i udawał, że nic go to nie interesuje, jakby nie chodziło o jego rodzinę. On wykonał spełnił powinność względem przełożonych, a proces i wyrok był w kwestii sądów. Obawiał się jednak, że jako powinowaty przestępców, będzie miał problemy w wydziale, że może to podkopać jego karierę, ale zdziwił się bardzo. Partia i NKWD postanowiły wykorzystać zdarzenia jako przykład. Stał się bohaterem, niczym dzieci, które w początkach rewolucji donosiły na własnych rodziców. Wyzbył się resztek wyrzutów sumienia i dał porwać strumieniowi wydarzeń.
Część 22 / 2
W tej chwili streszczał chłodno owe zdarzenie, oczywiście pomijając szczegóły, które wskazywałby na jego rozterki, czy brak wiary, że agencja go zrozumie. - Widzicie towarzysze, nie ma znaczenia, kto jest wrogiem, wroga rewolucji trzeba wytropić i wskazać odpowiednim organom. A w naszym wypadku wrogiem jest każdy kto doprowadza do nadmiernego wzrostu obywateli. Nie jesteśmy bydłem, królikami, czy kapitalistycznymi degeneratami, abyśmy się mieli mnożyć bez kontroli. A więc, Towarzysze, do roboty!
Kilku z funkcjonariuszy zaczęło nieśmiało klaskać, by po chwili cała sala rozbrzmiała gromkim aplauzem. - Dziękuję, wam, ale najlepszym podziękowaniem, będzie gdy każdy z was wytropi kilka kobiet, które nielegalnie zaszły w ciąże, kilku położników, którzy odbierają porody niezarejestrowanych par. No, towarzysze, bezlitości dla zdrajców, do roboty!
- Zaskoczyliście mnie, towarzyszu – mówił pułkownik, gdy szli na obiad do bufetu. - Niestety, to tylko chwilowy entuzjazm, wielu z nich wróci do dawnych praktyk. Szkoda, że mogłem zrobić tylko tyle. - Przydałoby się nam więcej takich jak wy, poruczniku – stwierdził Bordes. – Najlepsi zawsze trafiają do Moskwy, Leningradu i Monachium. Iwan nie odpowiedział. Takie były fakty, ale co towarzysze z Francji mogli na to poradzić? Musieli walczyć tymi siłami, jakie mieli dostępne. - Jednak jest coś, czym przewyższamy inne republiki – Bordes uśmiechnął się nieznacznie. – Zobaczcie dziś na bankiecie towarzyszu poruczniku, jak się bawią komuniści w Republice Francuskiej, nikt nam nie dorówna – zachichotał. Iwan, nie mógł uwierzyć, że ten człowiek, który zdawał mu się zimnym jak głaz ponurakiem, potrafi być wesoły. Widać, zabawa była tym co francuscy towarzysze kochali najbardziej.
Biesiada zaczynała się punkt o dwudziestej. Następnego dnia Iwan miał pociąg do Madrytu, gdzie musiał przedstawić wykład hiszpańskim towarzyszom. Obawiał się trochę podróży na kacu, ale od wydziału biologicznego, dostał nowe pigułki zwalczające skutki „syndromu dnia następnego”, poza tym miał mocną głowę. Nie wierzył, że Francuzi są wstanie przepić Rosjanina.
Wszedł do dużej sali gimnastycznej, zastawionej długimi ławami, pełnymi wódki, koniaku, oraz innych alkoholi. Jedzenia oczywiście także nie brakowało. Iwan uśmiechnął się na myśl o ulotkach wrogiej propagandy, informujących jakoby w imperium radzieckim, ktoś cierpiał głód. Były może jakieś tam braki, w jednych republikach większe, w innych mniejsze, ale wątpił aby zachodni kapitaliści, mogli sobie pozwolić na podobne uczty.…