Fantasy · 9 min czytania
Dymitria cd
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pewnym krokiem przemierzyła hol recepcji. Wymeldowała się, uregulowała rachunek i żegnana miłym uśmiechem recepcjonisty wyszła na, opustoszałą jeszcze, ulicę. Miała sprecyzowany cel wędrówki. Zmierzała w niezbyt reprezentatywne rejony miasta. W świetle wczesnego poranka zapuszczone hangary, puste blaszane składy wyglądały wyjątkowo obskurnie i brudno. Nie spotkała tu wielu ludzi. Do uszu Kariny nie dochodził żaden dźwięk. Była to bardzo sprzyjająca okoliczność. Mogła spokojnie spełnić swój zamiar. Skręciła jeszcze raz i spokojnym, pewnym krokiem weszła w ślepą uliczkę. Nie musiała oglądać się za siebie, wiedziała, że nikogo prócz niej nie ma w pobliżu. Stanęła w lekkim rozkroku, zamknęła oczy, uniosła dłonie w górę i w myślach wypowiedziała hasło: Vista Inferiora Terrae Rectificando Invenies Occultum Lapidem. Przed nią powietrze zaczęło lekko falować, jakby nagle zostało podgrzane do dużej temperatury. Powoli światło Kariny mieszało się z niebieską poświatą portalu. Na koniec rozjarzył się on czystym fioletem i znieruchomiał. Karina odetchnęła i zrobiła krok naprzód. Ciepłe powietrze owiało jej twarz. Smród spalin i wielkiego miasta zniknął, a jego miejsce zajął cudowny, świeży zapach lasu, żywicy, leśnych kwiatów, kwietnych łąk, lawendy. Mgła zasłaniała jej jeszcze widok, ale już mogła dostrzec plamy soczystej zieleni i cudownego błękitu, niższe warstwy otoczenia odznaczały się ciemnym brązem i czernią. Do jej uszu zaczął napływać szum wiatru, świergolenie ptaków. Wreszcie mgła rozwiała się i Karina wyszła na zalaną porannym słońcem polankę okoloną drzewami. Odetchnęła z lubością, a w jej sercu wezbrało szczęście i otucha. W tym miejscu mogła kochać, śmiać się, być swobodna. Przymknęła oczy czując promienie czystego słońca na twarzy. W nagłym przypływie radości rzuciła się pędem do domu. Chciała jak najszybciej zrzucić z siebie odór i piętno szarego miasta. Euforia minęła po kąpieli. Karina uśmiechnęła się na wspomnienie swojego pierwszego przybycia do tego Kraju. Powiedziano jej wtedy o skutkach ubocznych przejścia przez portal, ale uznała je za bzdury. Przekonała się jednak, że to wcale nie było tak nieprawdopodobne. Uczucie nieuzasadnionej radości wzięło ją w posiadanie tak gwałtownie, że musiała się nieźle trzymać, żeby nie zrobić czegoś głupiego. Podziwiano wtedy jej samokontrole, choć ona sama nie mogła przestać się uśmiechać. Westchnęła i zabrała się za zaplatanie warkocza. W tym samym czasie Mik spacerował polnymi ścieżkami rozmyślając. Lubił spokój i ciszę borów Dymitriady. Wspominał dzień, w którym jego twarde serce zmiękło, zabiło szybciej i to, co wtedy spowodowało tę zmianę. Był jeden ze zwykłych, słonecznych dni. Jedynym odstępstwem od monotonii było wejście nowej dymitrii do społeczności. Karina była jego uczennicą i był z niej dumny. Szybko się uczyła, jej samokontrola przekraczała wszelkie wyobrażenia. Była wręcz idealna. W tę noc zmieniła swą postać. Był to rytuał konieczny. Nikt spośród ludzi nie mógł jej rozpoznać. Zastanawiał się jaka będzie. Połączona moc wszystkich kobiet w społeczności miała wydobyć jej pierwotny Zamysł – człowiek, który był wybrańcem z jednego pokolenia miał dwie odsłony – ludzką i dymitrzą, którą wydobywała moc wszystkich kobiecych dymitrii. Kiedy tak szedł pogrążony w myślach dostrzegł nadchodzącą z naprzeciwka obcą postać. Długie do pasa, złote włosy zaplecione w warkocz, smukła, pociągła twarz, duże, brązowe oczy, prosty nos, wyprostowana postawa, szczupła, ale i kobieca sylwetka, długie nogi. Ubrana w czarne, skórzane buty z cholewami z płaskim obcasem, szafirowo zielone spodnie, takiego koloru koszula i czarna skórzana kamizelka o kobiecym kroju, z dużym wcięciem dekoltu, przylegająca do talii, wygodna do biegu i jazdy konnej, przy pasie z prawej strony srebrny sztylet z zielonym szafirem wielkości przepiórczego jaja w rękojeści. Z lewej łagodnie zakrzywiona szabla, również srebrna, z takim samym szafirem, błyszczała wręcz przerażającym blaskiem wypolerowanej broni. Przystanął zaskoczony i czekał aż nieznajoma podejdzie. Im bliżej była tym szybciej biło jego serce. Kobieta podeszła i z uśmiechem skłoniła przed nim głowę. Czekała na to co powie. Poznał ją po kolorze oczu i dyplomatycznie wybrnął z niezręcznej i nowej dla niego sytuacji. Wyraził swoje ukontentowanie z powodu wejścia Kariny do ich grupy, pożegnał ją i na pozór spokojnie, odszedł. Nigdy nie rozpoznałby małej, cichej dziewczyny o mysim kolorze włosów w…