Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 12 min czytania

Dymitrie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dymitrie to gatunek stanowiący przeciwwagę wampirów, walczą z nimi, zabijają je z dziecinną łatwością. Są do tego stworzone. Bardzo łatwo upodabniają się do ludzi, potrafią imitować bicie serca i ludzki zapach. Mają paranormalne zdolności, moce, które wykorzystują w walce ze złem. Dymitrią można się stać będąc wybrańcem spośród całego ludzkiego pokolenia. Karina szła właśnie ciemną uliczką Seattle i miała zamiar unieszkodliwić jeszcze kilku wampirów przed kolacją. Uśmiechnęła się sama do siebie, gdyż jej gatunek nie potrzebował czegoś tak przyziemnego jak pożywienie. Nie byli od niczego uzależnieni. Po chwili wyczuła za sobą jakiś ledwo zauważalny ruch, a jej nozdrza wypełnił charakterystyczny słodki zapach. Uśmiechnęła się i idąc dalej spokojnie, powoli zaczynała otwierać się na moc. Z wolna jej ciało wypełniało delikatne, przyjemne ciepło. Wtedy usłyszała dźwięk, który zmroziłby niejedno ludzkie serce, a w jej uszach brzmiał jak muzyka. Zapowiedź kolejnego zwycięstwa. Niskie, gardłowe warczenie, dźwięk tak okropny, jak gdyby wydobywał się z samego dna czeluści piekieł. Zatrzymała się i udając zmrożoną strachem czekała na atak. Zwiastował go jedynie lekki podmuch powietrza na jej karku i nagle poczuła na sobie czyjeś twarde, silne ręce. Wyprostowała się, wzniosła dłonie do nieba i zaczęła śpiewać w pradawnej mowie. Z jej ciała wytrysnął snop białego światła. Spojrzała na sparaliżowanego przeciwnika. Jego tęczówki jarzące się krwistą czerwienią okalały zwężone strachem źrenice. W mgnieniu oka wykonała obrót, spychając ten pomiot szatana na ścianę pobliskiego budynku. Wtedy jej światło padło na twarz tego potępieńca. Karina zamarła w bezruchu, nadal unieruchamiając wampira. Nie mogła w to uwierzyć. Kiedy została wybrana, musiała zostawić całe swoje dotychczasowe życie. Musiała zapomnieć, dla „większego dobra”. Cierpiała, ale z pomocą mentora jej cierpienie przekształciło się w moc, w jej niepokonaną siłę. A teraz, gdy patrzyła w twarz ukochanego mężczyzny, wszystkie wspomnienia ożyły. Nie zmienił się prawie w ogóle – myślała. Te same usta, nos... ten sam wizerunek... tylko jest małe ale... jest wampirem! Czyżby jej błogosławieństwo stało się jego przekleństwem? Wahała się. Patrzyła na tę ukochaną postać i nie potrafiła nie dostrzegać krwistoczerwonego piętna jego tęczówek. Piętna mordercy. Jej Sean mordercą, powtarzała jak mantrę. Jedna jej część, ta dawna Karina, cieszyła się, że go widzi, że znów ma go na wyciągnięcie ręki. Jednak teraz była inna. Latami przechodziła szkolenie, by położyć kres takim kanaliom... jemu podobnym. To przez te pasożyty zostało jej odebrane wszystko, co kochała: rodzina, dom, miłość, życie. Przekształcono ją w istotę innego gatunku. Utraciła swoje człowieczeństwo, a towarzyszący temu ból do tej pory prześladował ją w koszmarach sennych. To była cena za „większe dobro”. To nie jest już mój Sean, myślała, te potwory go zabiły, jego dusza już jest gdzie indziej. Najlepszym tego dowodem było to, że nie wiedząc, iż nie jestem człowiekiem, polował na mnie. Argumentowała w myślach. Musiała go zabić, ale czy mogła? Kiedy tak biła się z myślami, Sean odezwał się - Witaj kochanie – powiedział tym samym głosem co kiedyś. Straciła panowanie nad sobą. Wymierzyła mu siarczysty policzek, ale na ten jeden moment on właśnie czekał. Wywinął się i uciekł. Karina upadła na kolana i ukryła twarz w dłoniach. Powoli dochodziła do siebie i uświadomiła sobie, ile istnień ludzkich straciła przez tę chwilę wahania. Poczuła coś mokrego i ze zdziwieniem spojrzała na swoje dłonie. Płakała, to były łzy. Nie mogła sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni płynęły z jej oczu, ale te małe, czyste kropelki podziałały na nią jak sole trzeźwiące. Wiedziała, że nie ma sensu ścigać go, bo już się ukrył. Podniosła się i udała w stronę motelu, w którym się zatrzymała. Zawiodła. Siedząc na łóżku w motelowym pokoju, rozczesywała mokre, opadające jej aż do pasa włosy. Bezwiednie przeciągała po nich szczotką, choć już tego nie wymagały. Patrzyła w jeden, tylko dla niej widoczny punkt. Myślami przeniosła się w inny czas. Młodsza o kilka lat Karina biegła leśną dróżką. Czuła, że ktoś ją goni i z niecierpliwością wyczekiwała, kiedy ją złapie. Sean deptał jej po piętach, więc tylko nieznacznie zwolniła i znów była w jego objęciach. Śmiejąc się, przyjemnie zmęczeni, opadli na trawę. Nigdzie nie czuła się bardziej bezpieczna niż wtulona w jego ramiona. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że zostało im tak mało czasu, że niedługo będą musieli się rozstać, że za kilka dni będzie musiała od niego odejść, bez usprawiedliwienia, bez pożegnania. Wszystko miało wyglądać jak porwanie. Nikt nie mógł o niczym wiedzieć. Nawet jej ukochany. Najbliższa jej sercu osoba. Od kilku dni czuła nieustanny niepokój. Nie wiedzieć czemu, jej zmysły wyostrzyły się na tyle, że słyszała odgłosy i wyczuwała wonie, które, wszyscy inni po prostu ignorowali. Jej wzrok szybko przyzwyczajał się do ciemności, a w księżycowe noce widziała tak doskonale jak w dzień. Była wietrzna, burzowa noc. Księżyc zasłaniały chmury, a Karina nie mogła zasnąć. Postanowiła zejść do kuchni po jakiś proszek nasenny. Następnego dnia miała wykłady i nie mogła pozwolić sobie na kolejną nieprzespaną noc. Schodząc po schodach, jedynie z przekory włączyła światło. Bała się przyznać sama przed sobą, że coś w niej się zmienia. Podeszła do kredensu i nalała sobie wody. Karina gwałtownie odwróciła się przodem do pomieszczenia. Kuchnia nadal była pusta, ale dziewczyna nie była już taka pewna, że jest jedyną osobą w tym budynku. Sparaliżowana strachem nie wiedziała, co ma zrobić. Wpatrywała się w ziejący nieprzeniknioną, nienaturalną wręcz czernią hol. Brzęk tłukącej się o ziemię szklanki zmieszał się z grzmotem będącej już w pobliżu burzy. Blask piorunu wdarł się do przedpokoju przez szybę w drzwiach wejściowych. Oświetlił on pomieszczenie jedynie przez ułamek sekundy, lecz wyczulony wzrok Kariny dostrzegł sylwetkę osoby stojącej dokładnie naprzeciw niej i zwróconej w jej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%