Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 13 min czytania

Dysk — początek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ciemny, podłużny korytarz jawił się jako droga prosto w zaświaty. Tak zapewne wielu opisałoby to, jak wyobraża sobie swoją ostatnią podróż; gasnące lampy, czerń spowijająca przejście w miarę posuwania się coraz to dalej. Ściany bez jednej rysy czy uszczerbku, idealnie gładkie, jak gdyby ktoś remontował je zaledwie dzień wcze­śniej. Ale to tylko złudzenie, są po prostu zrobione z niezwykle wytrzymałego mate­riału. Co jakiś czas w ścianie długiego korytarza pojawiały się drzwi, a po podłodze walały się pudła. Kurz zalegał tak gęsto, że dało się go niemal wyczuć pod stopami. Korytarz kończył się dość typowo, dalsze przejście blokowała, zdawało się prosta ściana. Ta jednak nie była idealnie gładka jak jej znajome zza rogu. Dokładnie po środku znajdował się niewielki wyświetlacz, pod nim natomiast panel z czymś przy­pominającym klawiaturę. Do tego właśnie wyświetlacza podeszła z wolna postać ubrana w dziwny, czarny strój z białymi pasami, podarty w wielu miejscach, głównie w okolicach łokci i kolan, jak gdyby ktoś przeleciał po twardej podłodze parę do­brych metrów. Nakrycie głowy w rodzaju kaptura dołączone do odzienia trzymało się tylko na skrawku materiału i kołysało się w rytm kroków jego właściciela, który pod pachą niósł okrągłe zawiniątko, na ramionach natomiast zawieszony miał prosty ple­cak. Urządzenie zawieszone na ścianie wydało ciche piknięcie, gdy któryś z ukrytych wewnątrz sensorów wykrył, że ktoś się zbliża. Na ekranie ukazały się linijki zapisane dziwnym kodem, który postać musiała znać, podeszła bowiem i parę razy kliknęła w wyświetlacz. Po chwili przyłożyła do niego lewe przedramię i odczekawszy kilka se­kund wypowiedziała przyciszonym głosem: — Seyhn Nahlyi, FH561y, pełny dostęp. Musiał to być swego rodzaju identyfikator, gdyż urządzenie bez dłuższego zasta­nowienia zamrugało na zielono i ściana rozsunęła się na dwie części, ukazując rozle­gły magazyn, schowany do tej pory przed oczami zwykłego, zbłąkanego przechodnia. Postać przeszła przez ukryte drzwi, które zamknęły się za nią niemalże bezszelestnie, z zewnątrz sprawiając wrażenie, jak gdyby nic się nigdy nie wydarzyło. Seyhn Nahlyi, bo tak brzmiało imię i nazwisko owej postaci, rozejrzał się z wolna po pomieszczeniu. Był to niewątpliwie magazyn – walało się tutaj jeszcze więcej pu­deł i dziwnych mechanizmów niż na korytarzu, pod surowymi ścianami stały zaś liczne metalowe szafki z półkami zastawionymi kolejnymi przyrządami. W sufit wbudowany był rząd lamp jarzących się białawym światłem. Seyhn minął wszystkie nieistotne magazynowe śmieci i skierował się wprost do okrągłej maszyny zajmującej dość sporo miejsca pod ścianą na przeciwko wejścia. Była to najlepiej oświetlona część całego pomieszczenia, więc Seyhn widział dobrze wszystkie detale. Urządzenie przypominało wyglądem położoną „na plecach” pralkę, tyle że w kształcie koła. Różniła je od niej jedynie ogromna liczba przycisków i po­kręteł rozmieszczonych po całej powierzchni oraz niebieski hologramowy wyświe­tlacz w miejscu drzwiczek. Naraz Nahlyi usłyszał serię głuchych łupnięć i zrozumiał, że musi się pospieszyć. Płynnym ruchem zerwał opakowanie z niesionej do tej pory rzeczy. Było to coś w ro­dzaju okrągłej tarczy, jednak z liczbą guzików niemal odpowiadającej tej na pseudo-pralce. Seyhn podszedł i przymierzył tarczę do hologramowego wyświetlacza. Paso­wała idealnie, więc włożył ją i skupił się na przyciskach. Musiał kliknąć je w odpo­wiedniej sekwencji, której niemal nigdy nikt nie używał, inaczej urządzenie nie za­działa i wszystko pójdzie na marne. Spieszył się jak tylko mógł, gdy wtem z koryta­rza dosłyszał tupot stóp i pojedyncze okrzyki. A więc siedzieli mu na plecach. — Cholera — zaklął pod nosem. Udało się. Nahlyi kliknął ostatni przycisk, udzielił sobie pełnego dostępu i wprowa­dził rząd cyfr. Tarcza zaczęła się obracać, coraz szybciej i szybciej, aż w końcu nie można już było na niej dojrzeć żadnych szczegółów, jedynie wirujące pasma kolo­rów. Ściana magazynu rozsunęła się i przez ukryte drzwi wbiegły dwie osoby. Zatrzy­mały się gwałtownie na widok urządzenia i Seyhna stojącego przy nim, oceniając sy­tuację. Ułamek sekundy później jedna z nich wydała głośny okrzyk i obie wyjęły coś, co z zewnątrz nie różniło się od prostokątnego kawałka metalu. Musiała to być broń, ponieważ zaraz oba przyrządy zostały skierowane w kierunku Seyhna. Ten, gdy zo­rientował się w sytuacji, skoczył błyskawicznie za półkę i także wyjął broń, identycz­ną jak ta napastników. Zerknął na urządzenie. Musiał kupić sobie jeszcze trzy sekundy. Nie zastanawiając się wiele, instynktownie oddał salwę w kierunku przeciwników i zanim ci zdążyli od­powiedzieć skoczył za następną półkę. Jarzące się na fioletowo plamy świsnęły w po­wietrzu, ale żadna ze stron nie zaliczyła trafienia. Ten ruch, jak się okazało, jednak wystarczył, bo Seyhn poczuł dziwne uczucie, jak gdyby coś wwiercało mu się w brzuch. Urządzenie zadziałało i świat zaczął wirować, by chwilę potem skryć się w nieprzeniknionej czerni. Seyhn odetchnął z ulgą, udało mu się uciec. Gdy tylko wypowiedział te słowa w myślach przed oczami wyświetlił mu się migający wściekle komunikat. Głosił on jakoby Dysk stał się niestabilny, jed­nak teleportacja nie może zostać przerwana. Do tego opisu sytuacji dołączone były także przymusowo nałożone współrzędne. Nahlyi zaklął w myślach, jego głos bowiem nie mógł w obecnym stanie zadziałać. Wszystko zaczynało się psuć, a on nie rozumiał nawet do końca co się dzieje. Od po­czątku czuł, że to nie może się udać, nikt nigdy nie używał tego starego grata. Uzy­skanie pełni mocy w tak krótkim czasie… Dobrze chociaż, że nie wyrzuciło go z po­wrotem na… Kolejny komunikat, tym razem wiadomość osobista. Seyhn otworzył ją mrugnięciem i szybko przeleciał wzrokiem tekst. Rozkaz bezpośredni… bla, bla, bla… nakaz powrotu. Oczywiście, że wróci, nie zamierzał wieczności spędzić na… gdzie właściwie wysłała go ta przeklęta maszyna? Zanim zdążył znaleźć w systemie odpowiedź na to pytanie, wszystkie funkcje zo­stały wyłączone a metalowy głos poinformował go, że do deportacji pozostało 5 jed­nostek. „Pseudonim operacyjny nadany. Miejsce docelowe – GB14786-P”. GB14786-P? A

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dysk — początek — czytnik · opowiadania