Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 4 min czytania

Dzi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Dzi”

Ujrzałem raz dziewczynę. Była olśniewająco piękna i wyglądała naprawdę uroczo. Nie wiem do końca czemu, gdy na nią spojrzałem pomyślałem sobie, że jest niczym Joanna d’Arc. Dumna i gniewna. Dziewicza. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Przyciągała moje spojrzenie niczym magnes opiłki żelaza. Pewnie nawet nie wiedziała, że ją po cichu podglądam – podziwiam stojąc tuż obok. Wydawała się być interesującą, i pokornie uległem psychologicznej normie, do ciekawego opakowania dodałem i bogate wnętrze. Nie znałem jej wcale. Nawet nie wiedziałem jak się nazywa. Była po prostu kimś kogo się spotyka, i gorzki żal oraz pewnego rodzaju tęsknota, która tylko ta osoba mogłaby dać i wypełnić tą lukę przestrzeni przeszukiwanych, jakoby tuliła moje zwłoki. Była czysta, taka nie dotknięta brudnymi dłońmi, tego świata, który poznałem. Wychowana pod kloszem, krucha i dziewicza. Określenie dziewicza pasowało dla niej najlepiej. Nie odkryta przez nikogo. Chciałem być jej Kolumbem, ona zaś stałaby się moją Ameryką. Taką ją zapamiętałem. Magiczną – niczym Esther od Hłasko. Nie dotykałem jej nawet w myślach. Bałem się zabrudzić kryształ, co ją tworzył w moich myślach. Czy nagą? Teraz dokładnie nie pamiętam. W każdym bądź razie, była zarazem moim największym pragnieniem i lekiem. Bałem się jej jak i o nią. Dotąd nie potrafię sobie wytłumaczyć, czemu jeśli ktoś mi się podoba, wzbudza we mnie paniczny lęk i sprawia, że utożsamiam się z obrzydliwym gadem, co tylko skrzywdzić potrafi. Wolałem nawet nie myśleć o niej za dużo. Było to dla mnie jakby naruszaniem sacrum, jakoby moja osoba nie przystawała do całej jej doskonałości i wręcz boskości, przez co odrzucałem siebie, jako kapitana naszego okrętu. Byłem przekonany, że zasługuje na więcej w całej swojej, dziewiczej i nienaruszonej postaci, którą ja mogłem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%