Fantastyka · 10 min czytania
Dzicy Lokatorzy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
DZICY LOKATORZY
I
Chroniąc tajemnice patrzę przez szkło, które zniekształca mój wzrok. Słyszę szept, który wywołuje nieustający ból głowy. Jest jak syczenie tysiąca węży "Chroń nas, nie zdradź! Nie możesz, bo smutno nam będzie, a gdy nam i Tobie. Pamiętaj!"
Pamiętam dzień jasny Przyszły z kwiatami Pogłaskały Były muśnięciem, zapachem Czekaniem na zawroty głowy Tłumaczyły. Mówiły "To piękne" Były wytłumaczeniem
Wprowadziły się tajemnice do domu, do mojego domu, nie dużego, ale własnego. Nie protestowałem. Po prostu stało się. Jakie było moje zdumienie kiedy, w czarodziejski sposób, powiększyły metraż mojego mieszkania. "To dla Ciebie Szczęśliwy, a przy okazji poznaj nowych przyjaciół." Były jak cudzoziemiec z powieści pewnego Mistrza. I tak się życie kręciło jak przy karuzeli. Nowe znajomości, nowi lokatorzy, nowe sztuczki z powiększaniem mieszkania. I wszystko było by niezmienne, gdyby nie to, że przestały tłumaczyć.
Są sny, których nikt nie tłumaczy, a raczej nikt nie powinien. Dlaczego? Bo każda próba będzie kolejnym kłamstwem.
Po przebudzeniu zrozumiałem już bez pomocy swoich przyjaciół, że to nie mój dom się powiększał. To one miały właściwości, a raczej skłonności do kurczenia się, malenia. Wpadłem wtedy w panikę "Boże, co będzie, gdy któregoś dnia wrócę do domu i już nie będzie tam dla mnie miejsca." Postanowiłem pozbyć się balastu. Zdążyłem jednak tylko pomyśleć "Chroń nas, nie zdradź..."
II
Część 22 / 2
...nagle ciemność. Chyba straciłem pamięć. Znikła. Idę ulicą, śpieszę się, co jakiś czas podbiegam. Rozglądam się ukradkiem. Żeby przyjrzeć się budynkom muszę zadzierać głowę do góry. Sprawiają wrażenie jakby za chwilę miały wygiąć się w łuk i stworzyć tunel, by w ten sposób odgrodzić mnie od nieba. Są jak hipnoza. Czuję jak powoli ogarnia mnie uczucie klaustrofobii, oddycham bardzo nerwowo, duszno mi, co się dzieje, pomocy...
- Niech to szlag, pieprzony krawężnik - o mało co nie wyrżnąłem nosem w kostkę brukową. Gdy się pozbierałem, zobaczyłem wokół siebie porozrzucane śmieci i przewrócony kubeł. Rozejrzałem się dookoła. Dobrze, że nikogo nie ma, ktoś mógłby mnie posądzić o wandalizm. Już widzę jak jakaś staruszka okłada mnie laską, ledwo stojąc i wrzeszcząc "Dość, że pijany, to jeszcze przewraca kubły na śmieci". Tak mnie rozbawiła historia ze staruszką, że zacząłem się sam do siebie uśmiechać. Znowu mimo woli rozejrzałem się wokół, a upewniwszy, że jestem sam ruszyłem dalej.
Nagle ogarnęło mnie dziwne, nieprzyjemne uczucie, że nie tylko na tej ulicy, ale i w całym mieście, nie ma żywego ducha. Czyżbym coś przeoczył, przespał, spóźnił się, został pominięty, zapomniany.
Moje myśli przerwał wybuch. Był tak ogromny, jakby ktoś pozbierał wszystkie dźwięki świata i zgromadził je w jednym miejscu. Razem z nim przyszedł oślepiający błysk światła.Otworzyłem oczy...
...nagle cisza. Nie wiedząc tak naprawdę co się stało, zacząłem biec w stronę unoszących się tumanów kurzu. Zatrzymałem się. Bałem się tego co zobaczę, ale wiedziałem, czułem to jakoś, że muszę , że jest to związane z moją osobą. Dziwne, mimo tego, że chciałem biec dalej, stałem w miejscu, nie posunąłem się ani o krok. Powietrze stało się tak gęste, że z trudem mogłem się poruszać. Już teraz wiem, jak czuje się pies na uwięzi. Zrezygnowałem z tego bezsensownego wysiłku. Poczułem dziwny spokój i ukojenie. Ten stan przerwały słowa, a raczej szept, którego źródło znajdowało się w mojej głowie "Chroń nas, nie zdradź..."
Odwróciłem się i zobaczyłem go. Stał, przyglądał mi się bez specjalnego zainteresowania, jego twarz wykrzywiał uśmiech. - No i ? - powiedział. - Co "No i" ? - odpowiedziałem zdezorientowany. Tyle tylko mogłem z siebie wydobyć. Wszystkie myśli gdzieś się rozproszyły. Zostałem sam, no i on. - Jak się czujemy po tak wspaniałym pokazie pirotechnicznym ? - Powiedział to tak, jakby doskonale wiedział, że nic nie rozumiem. Bo tak było. Nie byłem w stanie zareagować. Nagle jego ton głosu zmienił się. Mówił tak, jak gdyby był fanem, który spotkał swojego idola. - Jestem pod wrażeniem, słów mi brakuje, jesteś po prostu...- zaczął się jąkać - wspaniały, to mało powiedziane. Czułem, że coś we mnie krzyczy. "Kto to jest, co się dzieje, dlaczego się zgrywa?" Żadnej odpowiedzi. - Nie rozumiem tylko jednej rzeczy - wrócił do pierwotnego tonu głosu - dlaczego wróciłeś? Zrobiło mi się ciemno przed oczami, nie wiem czy zemdlałem, nie wiem czy upadłem. Nie pamiętam. Może umarłem...
III
...obudziły mnie otwierające się drzwi autobusu. Wybiegłem, jeszcze nie bardzo świadomy tego co robię i gdzie jestem. Autobus odjechał. Zacząłem się rozglądać. Tak, miejsce znajome, przysnąłem w autobusie i coś mi się śniło, przestraszyłem się, ale teraz jest już wszystko w porządku. Ruszyłem w stronę przystanku…