Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 6 min czytania

DZIDZIUŚ. CZ. 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Drewniany kościółek, kapliczka na rogatkach, którą Miłochna, czy to lato, czy zima przystraja żywymi lub sztucznymi kwiatami, tak, aby ten, który zawita do Kukli miał „na dzień dobry” zdefiniowane pojęcie wszechmocnie panującego „sanktuarium” w głowach kukluczan, małej wsi na krańcu polskiej, antypedalskiej rzeczywistości. Zresztą, żadne zdefiniowane pojęcia w głowie przyjezdnego nie mają znaczenia, przyjezdny to obcy, a tutaj obcych nie lubią. Właściwie, nie to, że nie lubią, po prostu obcy nie istnieją. Nie mogą być tolerowani, tym bardziej wysłuchani, mogliby zaszczepić ziarno objawionej prawdy głoszonej przez zgniłą Europę, szczególnie tych odmieńców z północy, a wschodni zaścianek polskiego grajdoła to przecież ostatni bastion prawdziwej, słowiańskiej polskości, a to mogłoby w konsekwencji doprowadzić do wynarodowienia! Wystarczy, że Unia panoszy się ze swoimi prostowanymi bananami po całym kraju, jeszcze pedałów mają tutaj dowozić? Znieśliby żydokomunę! A tam! Nawet ciapatych, co to z Syrii pouciekali przez góry i morze, ale pedałów? Nigdy! Pedał to największy wróg Staruchy Michasi, chociaż pedała nigdy na oczy nie widziała, mimo że z jednym, przynajmniej od kilku lat, co najmniej przez kilka godzin dziennie, dzieli te same cztery ściany, kurnej chaty Anielci. - Kluski lane na mliku bedzie kuszał, a? - Krzyknęła babko Dzidziusiowa do rozespanego chłopaka, co to ledwo głowę od poduszki oderwał, ledwo co nogami powłóczył, przecierał zaropiałe oczęta, wydłubując kociaki z kącików. - Babko, tyle razy ci mówiłem, nie mówi się „bedzie kuszał”, tylko „czy zjesz”. - Ziewając chłopak poprawiał śpiewną, wschodnią polszczyznę Anielci, chcąc zmienić prostą kobiecinę z Podlasia w popłuczyny po Wielkiej Księżnej Warszawskiej. - Uż ty śrembulcu, siadaj i kuszaj! Nie po to mliko gotowała, co ty tera bedziesz rozprawiał! - Rozzłościła się na wnusia, energicznie mieszając lane w żeliwnym garze. Miłcia siedząc przy stole po drugiej stronie długiej, acz wąskiej kuchni przyglądała się z zaciekawieniem koszulce, którą chłopak, wypinając pierś jak do orderu, a w rzeczywistości przeciągał się po dobrym spaniu, prezentował na sobie z godnością dumnego geja. - A co to take to „h-e-r-y b-o-j”? Z ciekawością zapytała staruszka. - Ciociu, nie żadne „hery”, tylko „cherry”. - No przeca mówie „hery”. Ty mnie tu nie gadaj, u mnie na chałupie satelita i tam, w patrzadle gadajom i „hery” i inne śmery. - Uhahała się kobicina szczerze, obnażając ubytki w uzębieniu, a właściwie prezentując jeden kieł –

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
DZIDZIUŚ. CZ. 2 — czytnik · opowiadania