Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Dzieci

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Blade słońce unosiło się wysoko na niebie było przysłonięte gęstą warstwą szarych chmur. Piaszczystą drogą wędrowało małe Dziecko o bosych stopach. Poruszało się powoli Stawiając drobne kroki szło pod wiatr, który próbował zerwać z jego głowy zniszczony kaptur. Dookoła wiły się koryta wyschniętych rzek,spękaną ziemie porastały rzadkie kępy trawy i uschłe pnie drzew przypominające wypalone zapałki. Na ziemi leżała gruba warstw brudnego piachu i pyłu. Wokół było strasznie cicho i pusto. Spod przymkniętych powiek błękitne oczy Dziecka wypatrywały czegoś na horyzoncie. W pewnym momencie zatrzymało się widząc zarysy miasta uśmiechnęło się i ruszyło dalej.

Wiatr wzmagał się to słabł ci chwilę,gdy Dziecko weszło do miasta. Dookoła kręcili się ludzie. Nie zwracali na nie uwagi. Ziemia tu była bardzo twarda udeptana prze setki stóp. Na miasto złożyły się niskie betonowe budowle o grubych ścianach między budynkami usypywano góry śmieci i gruzu same ulice zaś utrzymane były w niemal idealnym porządku. Dziecko zaczepiło przechodzącą kobietę. Na plecach miały szary wór jej włosy były brudne i pozlepiane miała brudną i pomarszczoną twarz. Spojrzała na nie nie powiedziała ani słowa odepchnęła je tylko i ruszyła dalej. Podchodziło do kolejnych ludzi było odpychane i wyzywane w końcu wdrapało się na stertę śmieci i zaczęło głośno wołać ...

Na złotej od morskiego piasku plaży stało Dziecko. Za jego plecami na całej długości brzegu leżały spróchniałe pnie drzew – popękane i skręcone przypominały fantastyczne stwory pokryte strzępami wyschniętej szarej skóry. Dalej wzdłuż brzegu jak wyrzucone przez morze szczątki morskich gigantów leżały rude od rdzy wraki statków. Dziecko stało wciąż bez ruchu pozwalając by zielone morze lizało jego gołe stopy. Wiatr szarpał jego ubraniem – brudnym i postrzępionym. Lodowaty wicher duł wściekle próbując zerwać kaptur z głowy Dziecka. Odwróciło się twarzą na zachód i ruszyło przed siebie do miast schowanego gdzieś za horyzontem

Gęste chmury unosiły się nisko nad brudnym miastem zbudowanym z małych zlepionych ze złomu chałup. Stalowe przerdzewiałe konstrukcje,szkielety dawnych budowli sterczały z ziemi przypominając o minionych czasach. Czarna ziemia mokra od deszczu dźwigała ciężar zgniłych wieżowców i nor, w których tera zamieszkiwali ludzie. Okryci brudnymi szmatami poruszali się zgięci w pół podpierając się laskami lub ciągnąc za sobą wózek pełen złomu. Ślepi i głusi na wpół martwi wypełniali miasto i każdy jego zakamarek. Im słońce wschodziło wyżej tym więcej wylegało ich na ulice tworząc, co raz to większe i bardziej cuchnące kłębowisko. Otoczeni szczątkami zmarłych budowli gnieżdżących się jedna obok drugiej próbowali przeżyć w krętych uliczkach. Dziecko przekroczyło granice miasta niosąc na wąskich ustach uśmiech. Jego błękitne oczy przepełnione radością śmiały się głośno. Dotarło do swojego miasta. Poruszało się zabłoconymi uliczkami po obu stronach stały zagracone chaty, nad którymi górowały zardzewiałe wieżowce. Przebijając się przez tłum dotarło do małej drewnianej rozpadającej się budki. Pchnięte przewróciło się. Tuż przed upadkiem chwycił je mężczyzna stawiając na równe nogi. - Musisz na siebie uważać. Po chwili dodał - Czy może chciała byś coś kupić. Nie odpowiedziało…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%