Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 14 min czytania

Dzieci Elfów (odc 4)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zaledwie kilka dni po tych wydarzeniach, w londyńskim mieszkaniu Jasmine Graham zebrała się barwna kompania. Oprócz Henrego, który zwołał to całe towarzystwo, a teraz zamyślony siedział w fotelu przy oknie oraz właścicielki mieszkania, która w kuchni szykowała herbatę i szarlotkę z cynamonem, były tam jeszcze trzy osoby. Pierwszym z nich był młody mężczyzna, w wieku około dwudziestu pięciu lat- średniego wzrostu, szczupły brunet o falujących włosach sięgających do ramion i założonych za uszy tak aby nie opadały na twarz, regularnych rysach twarzy, prostym nosie i dużych brązowych oczach, okolonych długimi jak u dziewczyny czarnymi rzęsami. Miał szczupłe dłonie pokryte delikatnymi czarnymi włoskami, i długie zmysłowe palce pianisty. Ubrany był w jedwabną koszulę z długim rękawem o wrzosowym kolorze i ciemnobrązowe sztruksowe spodnie. Siedział na długiej sofie pod ścianą, obok starszej kobiety i głaskał czarnego kota o dużych odstających uszach, siedzącego na jej kolanach. Towarzyszka mężczyzny była szczupłą kobietą po pięćdziesiątce. Miała oliwkową karnację, czarne jak noc oczy, orli nos i duże karminowe usta. Siwiejące, czarne niegdyś, proste włosy spięła z tyłu głowy fantazyjną złotą klamrą, pozwalając aby swobodnie spływały na ramiona i plecy. Ubrana była w ciemnofioletowe i czarne chusty oraz spódnice do samej ziemi. W uszach miała złote kolczyki z ornamentem podobnym do tego na klamrze do włosów, a na palcach lewej dłoni dwa sporej wielkości złote pierścienie. Prawą dłonią delikatnie, jakby od niechcenia, drapała za uszami kota zwiniętego w kłębek między fałdami jej spódnicy. Oboje ludzie bez słów patrzyli sobie w oczy rozmawiając w myślach, natomiast zwierzę z ukontentowaniem mrużyło bursztynowe oczy i cicho mruczało. Trzecią i ostatnią osobą, była młoda, wyglądająca na siedemnastolatkę, drobna, rudowłosa dziewczyna o bladej cerze i plejadzie piegów rozsianych na ładnej, szczupłej twarzy. Miała intensywnie zielone zamyślone oczy, dopasowany do nich zielony, nieco rozciągnięty sweter, szarozieloną apaszkę na szyi i szeroką ciemnozieloną spódnicę. Stała przy oknie i z delikatnym uśmiechem gładziła kolorowe kwiaty stojące na parapecie. Kiedy Szkotka wróciła z kuchni z pełną tacą i rozłożyła wszystko na stole stojącym na środku pokoju, rudowłosa dziewczyna delikatnie trąciła Shellfielda, wyrywając go z zamyślenia. Henry zamrugał oczami wracając do rzeczywistości i rozejrzał się po pokoju. -Witajcie kochani- powiedział- Dziękuję Wam bardzo że przybyliście tak szybko; szczególnie wam, droga Tabito i Arielu- tu skłonił lekko głowę w kierunku ubranej na czarno kobiety i jej kota- Wy mieliście najdalej, bo aż z Kairu. -‘Nie ma sprawy Czujący’- telepatyczna odpowiedź kobiety zabrzmiała w głowach wszystkich zebranych- ‘oboje z Arielem i tak nie mamy za dużo do roboty. Poza tym, to zasługa Jean’a. To on nas przyniósł.’ -Nie problem, wszystko OK.- odpowiedział młody mężczyzna z silnym francuskim akcentem i machnął lekceważąco dłonią. Wtedy kot podniósł głowę, otworzył szeroko oczy i spojrzawszy na młodego Francuza odpowiedział: -Może dla ludzi to nie problem, ale wyobrażasz sobie ile Tabita miałaby kłopotów i zamieszania, gdyby chciała legalnie przewieźć mnie samolotem z Egiptu do Wielkiej Brytanii? Te wszystkie badania i szczepienia które musiałbym przechodzić? Brrrr.- Ariel otrząsnął się ze wstrętem. -‘Tak, Jean’- dodała Egipcjanka- ‘twoje zdolności teleportacyjne wiele nam ułatwiają. Jesteśmy Ci wdzięczni.’ - Nie ma problemu- znów z trudem dobierając słowa odpowiedział młody mężczyzna- Wszyscy jesteśmy rodziną. Pomagamy sobie. - Słodkości moje- wtrąciła się Jasmine- Może zamiast prawić sobie komplementy przejdziemy w końcu do rzeczy. Oczywiście wy macie dużo wolnego czasu, a jakże, ale do mnie i Kate wieczorem przyjeżdża rodzina z Glasgow i wolałabym żeby nie słyszeli o czym rozmawiamy. Rudowłosa nastolatka skinęła głową na potwierdzenie i przysiadła się na oparciu fotela Henrego. - Dobrze prababciu- powiedziała cicho- Chociaż domyślam się panie Shellfield o co chciałeś nas prosić. -Ooo, Kate, to ciekawe- Henry podniósł na nią wzrok- Więc po co, według ciebie, zebrałem Was tutaj? - Jest nas w tym pokoju pięcioro ludzi. To minimalna liczba aby wezwać Dariusza. Do tego mamy jeszcze magiczne zwierzę, Ariela. Wszyscy przecież wiemy, że Ariel i Ćwierć-Elf znają się ‘od zawsze’ i są przyjaciółmi. Na wezwanie Kota tamten na pewno odpowie. Henry z uznaniem patrzył na Kate, a ta, widząc że dobrze trafiła, kontynuowała swój wywód: - W dodatku musi ci się spieszyć. Wnioskuję po tym, kogo zaprosiłeś na to spotkanie. W Bractwie jest nas przecież kilkadziesiąt odnalezionych Dzieci Elfów. Ty wybrałeś prababcię i mnie, bo jesteśmy najbliżej, oraz Ariela żeby nadać wagi wezwaniu. Aktualnie Tabita opiekuje się Kotem, więc zrozumiałe że to ona jest czwartą. Natomiast Jean jest jedynym znanym nam teleporterem i poprosiłeś jego, bo tylko on może w przeciągu kilku minut przenieść z Afryki człowieka i Kota. Domyślam się także co, lub raczej kto, jest tą pilną sprawą. Od wielu tygodni, za każdym razem kiedy nas odwiedzałeś, opowiadałeś o tym polskim chłopcu z Heleny-on-Thames. Ale ostatnio w ogóle przestałeś o nim wspominać. To proste. - Jak zwykle masz rację- odpowiedział Henry popijając herbatę- Ale wybrałem was również dlatego, że potraficie być dyskretni i wiem, że dotrzymacie tajemnicy. Dopóki Dariusz nie zbada sprawy, wolałbym uniknąć plotek w Bractwie na temat tego chłopca. - Moja mała Katrine- Jasmine uśmiechnęła się z dumą i popatrzyła na zebranych- Spryciara, tak samo jak jej świętej pamięci matka, a jakże. Dziewczyna popatrzyła swoimi smutnymi oczami na prababcię i blado się uśmiechnęła. W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Wszyscy wiedzieli że rodzice Kate zginęli gdy ta miała kilka lat i wychowywała ją prababcia. Najszybciej opanowała się Tabita. -‘Do rzeczy Henry. Co z tym chłopcem i dlaczego mielibyśmy kłopotać Najstarszego?’ - On ma niesamowicie silną aurę. Nawet Jasmine to wyczuła, kiedy ich sobie przedstawiłem. Szkotka na potwierdzenie kiwnęła głową, a staruszek mówił dalej. - Uważam że w nim jest Moc. Rozumiecie co chcę wam powiedzieć? On nie korzysta z resztek magii unoszących się w powietrzu, jak my wszyscy, lecz sam emanuje magią . W przyszłości może być potężnym źródłem Mocy. Jeżeli dobrze nim pokierujemy, kiedy dorośnie mógłby zdziałać wiele dobrego. Za to w rękach kogoś bez sumienia może się stać potężną i niszczycielską bronią. Dlatego wolałbym zachować jego istnienie w tajemnicy. -Kate mówiła że te dziecko pochodzi z Polski- wtrącił się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%