przygoda · 11 min czytania
Dzieciaki z fabryki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział I
Była niedziela 16 października 2005r. Angelika jak co dzień siedziała z Anką w domu i gadała z nią o bagatelnych sprawach. Angelika była to szczupła, niewysoka dziewczyna o brązowych włosach i niebiesko - zielonych oczach. Lubiła ryzykować i podejmować różnego rodzaju wyzwania. Nie należała do ludzi zawziętych, ale czasami potrafiła postawić na swoim. Z reguły była grzeczna, lecz niekiedy wyrażała głośno swoje zdanie i dlatego nieraz jej się za to oberwało. Miała trzynaście lat. Chodziła do pierwszej klasy gimnazjum. Nie lubiła życia w samotności. Wolała przyjaciół i dobrą zabawę. Anka natomiast - jedna z najlepszych koleżanek Angeliki, była również szczupłą i niewysoką osóbką. Miała czarne włosy i piwne oczy. Była w wieku Angeliki. W przeciwieństwie do niej, nie lubiła ryzyka i bała się raczej wyzwań. Jednak częściej i głośniej wyrażała swoje poglądy. Niektórym ludziom to się nie podobało, ale Angelika przywykła już do tego i zaczęła tolerować jej zachowanie. Anka nie chodziła razem z Angelą do klasy, ponieważ rok nie zdała. Tak, jak jej przyjaciółka, nie lubiła samotności, dlatego też często do niej przychodziła. Nagle dziewczyny usłyszały dzwonek do drzwi. Mama Angeliki poszła otworzyć. Mama Angeli była osobą smukłą o poważnym wyrazie twarzy. Miała krótkie, jasnobrązowe włosy i duże, niebieskoszare oczy. Lubiła ubierać się schludnie i wygodnie, nie zwracając jednak większej uwagi na modę. Była w wieku pięćdziesięciu trzech lat, ale wyglądała młodziej. Po chwili w drzwiach stanął Kuba - najlepszy kolega Angeliki. Miał on dziewięć lat, a więc był młodszy o cztery lata od dziewczyn. Jego włosy obcięte na "jeżyka" były koloru ciemny blond, a oczy niebieskie, figlarne nadawały uroku wątłej twarzy. Podobnie jak Angelika, lubił ryzyko i wyzwania. Ponieważ uwielbiał się wygłupiać, jego główną cechą było poczucie humoru. Nie tolerował jednak różnego rodzaju bójek i kłótni. Zawsze omijał je z daleka. W przeciwieństwie do Angeliki, był raczej osobą zawziętą, ponieważ zawsze się przy swoim upierał. Wszedł on do pokoju i zaczął rozmowę: - Cześć! - powiedział wesoło - Co robicie? - zapytał. - Ćwiczymy nasz nowy układ taneczny. - odpowiedziała Angelika. - To ja będę jury! - szybko wykrzyknął Kuba. - O.K. - zgodziła się Angela. - No to zaczynamy. - podsumowała Anka i dziewczyny zaczęły tańczyć. Po jakimś czasie, gdy znudziła im się ta zabawa Kuba zaproponował aby wyszli na dwór. Dziewczyny nie zgodziły się na to, ponieważ za dwadzieścia minut miały iść do kościoła na różaniec. W tym wypadku chłopiec musiał iść do domu, a one zaczęły się szykować do wyjścia. Jednak Angelice nie bardzo chciało się tam iść i spytała o to Ankę: - Anka, chce Ci się iść do kościoła? - Raczej nie. - odpowiedziała wolno przyjaciółka. - To może zamiast do kościoła, pójdziemy na tę starą fabrykę szkła. Tyle Kuba mi o niej opowiadał, że jestem ciekawa jak tam jest. - zaproponowała. - Dobra! - zgodziła się kolerzanka. - Ale najpierw pójdziemy po Kubę aby nas tam zaprowadził. - odparła z przekonaniem Angelika i dziewczyny wyszły z domu. Kuba miał godzinę czasu do zabawy na dworze, z resztą tak samo jak Angela. - Wystarczy nam tyle czasu. W końcu to nie jest tak daleko. - poinformował Kuba. - To chodźmy tam - odrzekła z przekonaniem Angelika i dzieci ruszyły w drogę. Kiedy dotarli na miejsce Kuba zaprowadził dziewczyny do pierwszego budynku opustoszałej fabryki. Było tam strasznie. Jakieś doły pozostawione po starych maszynach wyglądały jak groby wykopane do wstawienia nowej trumny. Z sufitu zwisała gruba listwa, która w każdej chwili mogłaby się zerwać. W jednym dole leżała sterta jakichś materiałów, które przypominały ludzkie włosy. Dzieci bały się wejść do środka, ponieważ listwa mogłaby na nich spaść. Angelika zaproponowała więc aby poszli zobaczyć inne budynki. Kuba z Anką zgodzili się na to i wszyscy troje ruszyli dalej. Drugi budynek był parterowy, a z resztą tak samo jak pierwszy. W jego podziemiach znajdowały się ścieki ze wszystkich okolicznych domów. W środku trochę od tego śmierdziało, ale dało się wytrzymać. Wszystkie ściany tego budynku były pomalowane sprayem w różnego rodzaju rysunki i napisy. W każdym pomieszczeniu tego budynku były drzwi na ( można by to tak nazwać)taras, który był częściowo pozarywany. Przed budynkiem znajdowały się pozostałości, chyba po jakichś słupkach, na których można było usiąść. Dzieci rozejrzały się dookoła i Kuba zaczął rozmowę: - Zobaczcie jakie fajne siedzenia! - powiedział wskazując na betonowe pozostałości po słupkach. - A tam jest jakaś skrzynka. Ona nie jest z Polski, bo wszystkie napisy są w obcym języku - zauważył. - Patrzcie! Możemy tą skrzynkę postawić między tymi siedzeniami i będzie nam służyła jako stolik. powiedziała stanowczo Angela. - Może w końcu wejdziemy do środka?! - wtrąciła Anka. Wszyscy weszli do opuszczonego pomieszczenia. Kuba pochylił się nad dziurą w podłodze, przez którą było widać ciemne, śmierdzące ścieki. - Ale dziura. Nie chciałbym tam wpaść - powiedział. - Tam jest jeszcze jedna. - zauważyła Anka. - Chodźmy dalej, ale uważajcie żeby w jakąś nie wpaść. - zawiadomiła Angelika. Gdy weszli do następnego pomieszczenia Kuba zauważył: - Nie ma tu przejścia do dalszej części budynku. - Chodźmy na taras, może…