Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 8 min czytania

Dzieciństwo R. cz2.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W czwartym roku życia miałam po raz pierwszy uczestniczyć w balu osobiście. Przygotowano mnie bardzo starannie, uszyto nową sukienkę. Nawet widziałam Wilhelma włóczącego się w okolicach mojego pokoju. Pamiętam przymiarki i poprawki. Matka nadzorowała je i nawet sama pomogła dobrać wisiorek. Właściwie oddała mi wtedy jeden ze swoich drobnych, który do mnie pasował. Nawet Helenie pozwolono przy tym być. Kręciła się i przeszkadzała komu było można.

Przed samym balem zostałam z matką sam na sam. Miałam otrzymać ostatnie rady, żeby nie zrobić czegoś głupiego. Byłam jednak zbyt podekscytowana, żeby czegokolwiek wysłuchać. Matka najwyraźniej to zrozumiała i po prostu mnie przytuliła. Po tej chwili już nic nie było takie samo, jak wcześniej…

Moja matka otrzymała trzy ciosy nożem. Trzy celne ciosy. W czasie, gdy otrzymywała pierwszy ja ze strachu schowałam się pod łóżko. Widziałam stamtąd właściwie wszystko – jak otrzymywała pozostałe dwa ciosy i jak upadła na ziemię, nie mogąc utrzymać się na nogach. Widziałam wszystko, w tym twarz człowieka, który targnął się na jej życie. Kiedy ten wreszcie uciekł byłam na tyle przerażona, że nie byłam w stanie nawet się ruszyć. Nie wiem, po jakim czasie do komnaty wpadł ojciec ze swoją gwardią. Nie wiem, kiedy zaczął płakać, ani kiedy poczułam silne dłonie, które wyciągnęły mnie spod łóżka. Zobaczyłam zdziwioną twarz wuja, który wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju i oddał niańce. Było już po zmroku. Teraz wiem, że musiało minąć parę godzin od zamachu na życie matki do chwili, kiedy mnie znalazł.

On wiedział. Miał świadomość, że wszystko widziałam, że wiem, kto ranił, by zabić. Ale zrobił jedyną słuszną rzecz – nie zapytał. Nie pytał o nic, nie naciskał. Dzięki temu nie zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej po tym dniu. Mogłam spokojnie wszystko układać sobie w głowie. Powinnam była pójść do niego któregoś dnia i powiedzieć mu to prosto w oczy, a nie w trakcie spowiedzi pięć lat później – spowiedzi małego wciąż dziecka.

Był moim spowiednikiem odkąd pamiętam. Wuj Cester był starszym bratem mojego ojca i początkowo przeznaczono go do roli króla. On jednak nie poddał się roli, do jakiej go od narodzin szykowano. Został kapłanem, potem biskupem. Wtedy był już najwyższym patriarchą w kraju. W dniu zamachu na moją matkę zaczął się mną zajmować z dużym oddaniem. Przychodził do mnie codziennie i pilnował, żebym właściwie zjadła, żebym w ogóle wyszła z łóżka. Tylko on umiał mnie do tego namówić. Zaczął mnie zabierać do swojego gabinetu. Zaczął powoli uczyć wszystkiego, co sam wiedział.

Ojciec po stracie żony zmienił się nie do poznania. Przesiadywał całe dnie w gabinecie, jakby chciał stratę zagłuszyć wykonywaniem obowiązków. Pozostałe od pracy chwile spędzał w pokoju dziecięcym u Heleny, która nic nie zrozumiała z wypadków, jakie miały miejsce. Mez matki i praktycznie bez ojca – zostałam pozostawiona sama sobie. Na szczęście obaj wujowie zajęli się mną z całą swoją uwagą.

Z wujem Cesterem uczyłam się pisać i czytać. Poza tym uczył mnie języka jednego z ościennych krajów, w którym studiował, aby zostać księdzem. Kiedy trafiłam pod jego opiekę zaczynał właśnie tłumaczyć Pismo Święte na Aksański. Był wielkim zwolennikiem rozumienia tego, co się wyznaje. Towarzyszyłam mu przy tej pracy. U niego spędzałam ranki. Zaczynaliśmy od porannej mszy, potem zaszywaliśmy się u niego na co najmniej dwie godziny. Potem czekały go obowiązki.

Ja wtedy trafiałam pod opiekę wuja Henryka. Był najwyższym ministrem mojego ojca. Kiedy wuj Cester…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dzieciństwo R. cz2. — czytnik · opowiadania