Fantasy · 21 min czytania
Dziecko
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Stojąc na środku ulicy rozejrzał się dokoła siebie, po czym wrzasnął :
- Gdzie ja do cholery jestem! !
Znajdował się gdzieś w centrum nie znanego mu miasta. Zdaje się na jakiejś ruchliwej ulicy. Poczuł jak coś tarmosi jego skórzane spodnie. Mała dziewczynka stała tuż obok jego nogi.
- Proszę pana czy nic się panu nie stało ? - zapytała.
Spojrzał na nią swymi błękitnymi oczyma. Małą przeszył jakiś zimny powiew. Wzdrygnęła się i stwierdziła, iż nie może oderwać swoich, niewinnych ocząt od jego hipnotycznego spojrzenia. Krople łez popłynęły po jej dziecięcych policzkach. Poczym odwróciła się i zniknęła w tłumie przechodniów.
Błędne wizje napływały mu do głowy. Jednak nie potrafił odpowiedzieć sobie na najprostsze pytanie:
- Kim jestem ? - tym razem wyszeptał do siebie. Pytanie to rozeszło się głuchym echem, nigdy nie milknąc w jego wewnętrznym świecie myśli. Ruszył przed siebie w nieznane. Zawodna pamięć nie potrafiła ukazać własnej przeszłości. Tak więc nie bacząc na nic, podążył nieznanymi uliczkami hałaśliwego miasta.
Część 22 / 6
Znajdował się w centrum ulicznego rynku z licznymi straganami. Odgłosy sprzedawców zachęcających do kupna przeróżnych towarów nie dawały mu chwili skupienia. Wiedział, że rozumie mowę mieszkańców. Przynajmniej to było jakimś punktem oparcia w tym dziwacznym stanie świadomości. Jednak zupełnie niczego nie pamiętał. Spojrzał na swój strój. Odziany był w brązową kamizelę ze skóry jakiegoś bliżej nieokreślonego zwierzęcia. Wszystko opasane grubymi rzemieniami dawało poczucie solidności wykonania tegoż stroju. Uwieńczeniem całości była czarna torba przewieszona przez prawe ramię. Letni wiatr rozwiewał długie ciemnoblond włosy. Słońce właśnie osiągnęło swój najwyższy pułap, rozpalając wszystko w około. Wszelkie odpowiedzi zapewne znajdę w tej tajemniczej sakwie- pomyślał.
Przyjrzał się jej uważnie. Lśniący metalowy symbol zdobił zapięcie wspaniałym ornamentem. Okrągły z dziwacznymi zagięciami, łączącymi się spiralnie. Niezwykły przedmiot. Instynktownie wysunął rękę i chwycił medalion wiszący mu u szyi. Spostrzegł natychmiast podobieństwo. Zamyślił się na chwilę. Co to wszystko miało znaczyć?
Zaszył się w jakąś boczną uliczkę zostawiając gwar targowy za plecami. Białe budynki zakurzone pustynnym piachem nadal mu nic nie mówiły. Ruszył wąską ulicą otoczoną nieznanymi kamienicami, z których zwisały jakieś poszarpane szmaty. W przeciwieństwie do gwarnej ulicy ta zdawała się być zupełnie opuszczona. Poza kilkoma starcami siedzącymi w obwisłych szatach przy wejściach do budynków nie było nikogo. Usłyszał stąpanie końskich, kopyt za sobą. Instynktownie pobiegł przed siebie nie oglądając się wstecz. Odgłos pościgu przybliżał się z każdą sekundą. Niestety nie miał szczecią. Uliczka właśnie się skończyła. Natychmiast odwrócił się. Dwóch jeźdźców zbliżało się do niego w szaleńczym tempie.
- Koniec z tobą. Śmierć zostanie pomszczona !!- krzyknął jeden z nich.
- Szamanie szykuj się na spotkanie wieczności !!- zawył drogi. Następnie wyciągnął długi miecz i skoczył na swego przeciwnika.
Świst strzały przeszył powietrze. Ciało drogiego z głuchym hukiem spadło na bruk. Koń z rykiem zatrzymał się. Następnie błysk stali opadł prosto na głowę zdziwionego blondyna. Tuż potem stracił on przytomność, a szkarłat krwi przysłonił jego zamglony wzrok. Leżał z roztrzaskaną głową, na bruku ulicy. Poczuł jak krew odpływa z jego cennym życiem. Tuż obok niego, spoczywał drogi trup ze sterczącą strzałą, wychodzącą prosto z jego serca. Ostatnie co zobaczył to wielkie ptaszyska wirujące na błękitnym niebie.
Twarz jakiejś kobiety nachyliła się nad konającą postacią.
Część 33 / 6
- Jeszcze żyje, zabierzcie go stąd. - rozkazała.
Kilku mężczyzn podniosło nieprzytomnego mężczyznę, z krwawiącą głową, a następnie zniknęli w jednym z wejść do budynku.
Fala ciemności zakryła horyzont ludzkich dusz. Zguba skrywanych sekretów tajemnego umysłu wgryzła się w nieskończoną czeluść pojmowanego objawienia. Ognisty smok w płomieniach zwycięstwa wzlatuje nad ludzkimi wizjami okiełznania. Wiara utopiła swoich wyznawców w przeklętym jeziorze smutków istnienia. Głębiny czarnego morza znów do życia powracają w chwale...
- Gdzie ja do diabła jestem !! - wykrzyknął długowłosy, poczym podniósł się i rozejrzał do dokoła siebie.
Natychmiast poczuł ukłucie w prawej skroni. Skrzywił się. Siedział na wielkim łożu opatulony niedźwiedzimi skórami. Tuż za rzeźbionymi poręczami tego wspaniałego przybytku znajdowały się zapalone świece, wetknięte w kandelabry przypominające jakieś wijące się rośliny. Poustawiane były w równych odległościach od siebie, co powodowało, iż tworzyły krąg.
Do komnaty weszła jakaś starsza kobieta ubrana w czarne szaty, przypominające strój kapłański. Spostrzegła, że się przebudził.
-Więc jednak wróciłeś do nas o Wielki. - wypowiedziała, niezwykle aksamitnym głosem -Wróżby okazały się słuszne przybyłeś w samą porę.
Część 44 / 6
-Jak to ? - zdziwił się - Kim jesteś, że mnie tak nazywasz ? - wyjęknął szaman.
-Jestem tą, która widzi wieczność. - powiedziała, a następnie dodała - A tyś jest jej posłańcem.
-Dlaczego widzę to co widzę powiedz Czarna Pani ? - spytał szaman; chociaż sam nie wiedział dlaczego? Czuł się jakby to wszystko już się kiedyś wydarzyło, a słowa same wyskakiwały z ust, bez zastanowienia.
- Dziecię zrodzone z gwiazd. Teraz przybyłeś by objawić Boskość realności - odpowiedziała,
po czym przybliżyła się do środka komnaty i w biła swój czarny jak studnia wzrok w głęboką toń błękitnego morza spojrzenia szamana.
W tej krótkiej chwili czas przestał istnieć, a wieczność zapanowała nad skończonością. Płomienie w świecach zamarły w uśpionym tańcu roślinnych kandelabrów. Dwa żywioły połączyły swoje nieokiełznane moce w nierozerwalnym uścisku śmierci. Zapadła noc. Księżyc zawisł nad ich urokiem oddając cześć swym krwawym dzieciom. Składających w ukłonach nienawiści brutalne życzenia pożądania. To wyznawcy prastarych Bóstw szaleństwa. Wiecznych przedwiecznych stworzycieli.
Duch się uniósł nad skończonym światem moralności. Niesamowita lekkość nieustającego przepływu bytu ogarnęła władcze odczuwanie jedynej wiecznej świadomości. Sennej nieskończoności wciąż żywych wspomnień. Nastała błoga cisza. Wiatr pochwycił szamana i zaniósł go do niebiańskiej krainy szczęścia. Stał się chmurą by spojrzeć na dziki świat z lotu sokoła wysłańca słońca. Był oceanem by wbić się w brzegi skał. Poznając stworzenie nagich ciał życia. W końcu spadł z deszczem do plemienia granic.
Część 55 / 6
Rytmiczne dudnienie bębna sprowadziło go na Ziemię wyznawców. Otworzył oczy. Siedział tuż przy płonącym ognisku, wśród którego Siedzieli starcy. Każdy z nich obdarzony był wytatuowanym na czole znakiem źródła, z którego wyszli pierwsi wędrowcy. Drzewo życia, strumień wody i wielki płomień u szczytu skał, który trwał w pieszczotach wiatru. Z ich ust wydobywało się ciche mruczenie. Żywioły uzupełniały się wzajemnie tą wieczną energią kolorów wszechświata. Powstanie nowego istnienia jak blask słonecznego lśnienia, wdarło się w ciemność nocy.
Nagły płacz niemowlęcia przypieczętował wspaniały spektakl połączenia. Terra zrodziła swego potomka. Łono kobiety otwarło drogę odwiecznemu pragnieniu. Gwiazdy oddały hołd wieczności. Tuż potem rozległ się następny wrzask noworodka tylko ten był jakby twardszy. Teraz dwa nawoływania uniosły się w przestrzeni budując nowe fale świadomości. Bliźnięta niesplamionej prawdy rozpoczęły właśnie swą wspólną wędrówkę. Dziewczynka jak księżycowy blask roztaczała swój urok w płomieniach Słonecznej siły wojowniczego chłopca. Jeden ze starców wzniósł ręce w dziękczynnym geście i zaczął śpiewać pieśń stworzenia. Uniósł niemowlę z symbolem księżyca, który to z niewysłowionym wdziękiem rozjaśniał malutką jej dłoń. Dziewczę rozpocznie teraz niekończącą się podróż życia. Namazał je krwią ofiarnego baranka. Dziecię na moment zamilkło. W jego oczach rozbłysła niezwykła potęga. Jakby zdawało sobie sprawę z tej wiecznej chwili; tuż potem wydarło z siebie płacz wolności.
Nagłe wycie bestii rozeszło się niemilknącym echem wśród mieszkańców plemienia. Jakby zawtórowało niemowlęcemu płaczu w ich pierwszej wędrówce. Krzyk przerażenia rozległ się tuż obok. Odgłosy dżungli pożerały strach zapomnianej ludzkości. Lampart zeskoczyła z drzewa. Spłynął z gwiazd a jego oczy łowcy szukały przeznaczonej mu ofiary. Połknął niemowlę z symbolem wielkiego słońca. A ludzie z przerażenia uciekali mu z drogi. Wzleciał i na powrót rozmył się w gwiazdach. Wszyscy unieśli ręce w geście oddania. Lament po wielkiej stracie nie ustawał. Szaman zapłakał nad sobą.
- Bogowie wybaczcie przegranym nadziejom - złożył pragnienie długowłosy.
Przyrzeczenie miłości ogarnęło horyzont ludzkich dusz. Lazurowe piętno zawisło nad życiem boskości. Mgława wizja ogarnęła przemijalność jednostki. Naga postać wyłoniła się z cienia krwawych dni. Przemknęła po bruku wspomnień czarnych chwil. Postrzeganie płaczącego żalu rozmyło się w jeziorze zapomnienia...
Szaman stał nadal naprzeciwko czarnej kobiety. W tej samej komnacie, w której się zbudził z bólem głowy. Zdziwiony i oszołomiony, nie wiedział cóż uczynić należy. Zupełnie niczego nie rozumiał.
- Co to wszystko ma znaczyć ? - zapytał.
Część 66 / 6
- Poznałeś prawdę. Czyż nie ? - odpowiedziała, a następnie dodała - Teraz ty podążysz drogą wieczności.
Chociaż nadal nic nie rozumiał wiedział, iż należy coś natychmiast uczynić. Pewniej stanął na nogach. Spostrzegł swoją sakwę leżącą tuż przy łożu, w którym spoczywał. Postanowił w końcu zajrzeć do jej ciemnego wnętrza.
Tajemny symbol otwarcia wciąż przyciągał jego wzrok. Chwycił swój medalion i spostrzegł, iż w pewien sposób te znaki pasują do siebie. Zdjął go z szyi i przytknął do drugiego. Połączenie otworzyło sakwę. Symbole jakby zassały się w spiralnej głębi. Zajrzał do środka. Wewnątrz znajdowały się trzy buteleczki, a każda z nich pobłyskiwała innym żywym kolorem: błękit nieba, rubinowa Krwawa otchłań i nieskazitelna biel prawdy. Tuż obok tajemniczych napoi znajdowało się zawiniątko z suszonymi grzybkami i piękny lśniący sztylet o rękojeści z rogu młodego jelenia. Niestety te przedmioty nie wzbudziły w nim żadnych wspomnień.
- Chodź już przyszedł czas - podeszła do szamana i chwyciła go za rękę.
- Jak to przecież nas tu nie ma - odpowiedział szaman - To jest tylko sen, wizja która mi się wciąż śni. Wiec nie możemy donikąd iść,
- Prawa Bogów są prawami wszystkich. - powiedziała kobieta w czerni - Przeznaczenie podąża drogą dzikiej…