Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 10 min czytania

Dzień: Czyściec

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

2 tygodnie później

Poprosił o specjalne przewiezienie. Pielęgniarka spokojnie pchała jego wózek do przodu. Liczył na rozmowę, ale niestety docierały do niego niepokojące wiadomości. Nastała chwila, w której miał się zmierzyć z cudzym nieszczęściem. Leżała na łóżku, wpatrując się sztywno w szpitalny sufit. Zielone oczy wydawały się bez życia. - Dzień Dobry, pani Turska. – powiedział chłopak. - Witaj, chłopcze. Dobrze, że czujesz się lepiej. – odpowiedziała kobieta, patrząc smutno na córkę. Klara nie spojrzała na niego ani razu i wręcz miało się wrażenie, że zastygła w tej pozycji. - Czy mógłbym z nią porozmawiać w cztery oczy? – Turska pokiwała głową i wyszła zaraz za pielęgniarką. Po zamknięciu za nimi drzwi zalęgła cisza. Sebastian dopchał swój łóżek do łóżka dziewczyny i złapał ją za rękę. - Klaro. – szepnął. Lekko drgnęła. – Chyba wiesz o co przyszedłem cię poprosić. – uniosła głowę i spojrzała na niego. Jej zielone oczy dalej pozostawały puste. – Urządzają zbiorowy pogrzeb w specjalnym grobie. Wszyscy zostaną uhonorowani w należyty sposób. Specjalnie nas tam przewiozą ze szpitala, będziemy mieć lekarską opiekę na miejscu. Powiedz coś. – dodał po chwili jej milczenia. Klara sięgnęła po pilota i włączyła telewizor na jeden z programów informacyjnych. „Dochodzenie w sprawie wypadku szkolnego autobusu już niedługo dobiegnie końca. Specjaliści potwierdzają uszkodzenie hamulców. Pośmiertnie u kierowcy wykryto 0,2 promila alkoholu we krwi. Na pojutrze zaplanowany jest zbiorowy pogrzeb ofiar w ich rodzimej miejscowości – Starowie. Z pięćdziesięciu osób uczestniczących w wypadku umarło czterdzieści, w szpitalu zmarło jeszcze pięć osób, których obrażenie były zbyt rozległe.” - Jeśli pójdę na ten pogrzeb, to będzie znaczyło, że pogodziłam się z tym co się stało. A nie mam zamiaru kłamać. – odezwała się Klara po zakończeniu komunikatu. - To jest szansa, żeby się pożegnać. – odparł chłopak. - One powinny żyć. Jezu, miały tylko siedemnaście lat. My mamy siedemnaście lat! To nigdy nie powinno się zdarzyć. – dziewczyna zapadła się w sobie, tracąc znów ochotę do życia. - Ale się zdarzyło! Pora się z nimi pożegnać i zacząć myśleć o sobie. Nie zostaniesz tu na zawsze, kiedyś będziesz musiała stąd wyjść i zmierzyć się z tym co będzie na zewnątrz. Każdy chce z nami wywiad. – Sebastian żywiołowo ogłaszał te wieści. - Wywiad?! Myślisz o cholernym zaistnieniu w telewizji?! – wyrwała swoją rękę z jego uścisku i rzuciła się na niego z pięściami. – Jak możesz?! JAK?! Wyjdź stąd natychmiast! Wynoś się! - Pielęgniarki zaniepokojone przepychanką wbiegły do sali. - Proszę się uspokoić. – wołały. - Proszę go wyprowadzić, to się uspokoję! – krzyczała Klara. – I nigdy więcej nie chce widzieć tej pazernej hieny. - Jej serce. Trzeba ją uspokoić. – wykrzykiwał do siebie personel. W ruch poszły środki uspokajające, Klara znowu przeszła w stan żywej śpiączki, która może spowolniła jej serce, ale nie myśli.

***

Byłam otępiała. Kiedy jedne leki przestawały działać, faszerowali mnie innymi. Odmawiałam brania ich. Musiałam skończyć z przytłumianiem emocji. Dlatego zgodziłam się pójść na pogrzeb, jednak nie pozwoliłam na powtórne zbliżenie się do mnie Sebastiana. Kiedy przyjechał do mnie na wózku z głową opatuloną bandażem, czułam się jakby zyskała ważną osobę. To uczucie szybko zniknęło, kiedy pokazał czego najbardziej oczekuje po tym wypadku. Takim sposobem straciłam jeszcze jednego człowieka w moim życiu. Jechałam z tyłu małej karetki. Rana na moim brzuchu ciągle dawała o sobie znać. Ręce miałam pokryte drobnymi bliznami po szkle. Naprzeciwko mnie siedziała mama, która w czerni wyglądała mizernie i podle. Obok czułam ciepło bijące z ramienia mojego brata. Zmienił się, wydoroślał i pierwszy raz w życiu mi pomagał. Po szalejącym rozwodzie moich rodziców, kiedy zawzięcie kłócili się o wszystko, wyprowadził się z dala od nas, z dala ode mnie. Pięć lat to szmat czasu. Ja byłam wtedy dzieckiem, a on studentem pierwszego roku. Teraz w garniturze, z zarostem był moim oparciem, które mocno trzymało mnie za rękę i w każdej chwili gotowe było mi dodać otuchy. Nerwowo poprawiłam sukienkę i żakiet, który miałam na sobie. W dalszym ciągu nie chciałam tam jechać i nie chciałam tam być. Jak miałam znieść spojrzenia czy rozmowy z rodzinami osób, które umarły? Jak miałam przeprosić za to, że ja żyje, a ich dziecko nie? I jak miałam zmierzyć się z transmitowanym pogrzebem i dziennikarzami?

***

- Ktoś nadjeżdża. – powiedziała młoda dziennikarka do kamery. – Wysiada. To Klara Turska, jedna z ocalałych. Opiera się o brata, rana na jej brzuchu najwyraźniej ciągle pozostaje niezagojona. Tuż za nią Sebastian Marczewski, również po wypadku. Jak widzicie Państwo, jego głowa jest zabandażowana. Podszedł do dziewczyny i mocno ją uściskał. Ohh, chyba nie jest zadowolona z tego powodu. Ceremonia zaraz się zacznie, jednak spróbuje porozmawiać z tamtą uroczą parą. Dziennikarka na wysokich szpilkach szybko poleciała przez tłum, żeby dorwać ocalałych.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dzień: Czyściec — czytnik · opowiadania