Psychologia · 11 min czytania
Dzień: Duma
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Pięć lat później
Lipiec
Wyjątkowe jest jak łatwo człowiek potrafi się przystosowywać i zmieniać w zależności od sytuacji i nabieranych doświadczeń. Miałam dookoła siebie kalejdoskop osobowości. Każdy tu miał problemy i historię i wszyscy mogliśmy się tym podzielić. Nie czuliśmy wstydu czy strachu z powodu naszych przeżyć. Patrzyłam beznamiętnie na motto grupy terapeutycznej „nic co ludzkie, nie jest mi obce”. Powoli docierały do mnie słowa jednej z kursantek. - Znalazłam się w potrzasku. Wszystkie moje kłamstwa wyszły na wierzch, a ja nie chciałam z nimi skończyć. Pociągała mnie ta adrenalina, kiedy ktoś w nie uwierzył. Lubiłam wszelkiego rodzaju przekręty. To było dla mnie normalne. – Dla niektórych ta kobieta mogła się wydawać idealna. Wysoka brunetka z iskierkami w niebieskich oczach. Miała w sobie równocześnie swobodę i elegancję. Na pewno była rozchwytywana przez mężczyzn. Dla mnie pozostawała płytka. Nie miała prawdziwych problemów. Doświadczała jedynie tych, które sama stworzyła. – Dostałam za swoje i wreszcie rodzina, przyjaciele i policja odkryła moje przekręty. Były takie chwile, kiedy zastanawiam się, po co, to robiłam. - Więc po co? – zapytała się terapeutka, notując każde nasze słowo. Kursantka milczała przez chwilę. - Chyba miałam nadzieję, że mnie złapią. Chciałam, żeby mnie zauważyli. Mam dużą rodzinę i wybicie się ponad ich wszystkich jest niemożliwe. Podeszłam do tego od złej strony, ale nie zniosłabym więcej niewidzialności. - Błagam, niech ktoś tą biedną lalunię stąd zabierze. Marnuje tylko czas nas wszystkich. – odezwała się rudowłosa dziewczyna. Uśmiechnęłam się szeroko. Wreszcie ktoś, kto powiedział to na głos. Brunetka wyraźnie się zbulwersowała. - Elizo, opanuj się. – zwróciła się terapeutka do rudowłosej dziewczyny. Ta założyła nogę na nogę i wygodnie oparła się o krzesło. - Taka jest prawda. Wszyscy w tym pomieszczeniu mają dość tej bogaczki. Pani na pewno też. Robię nam przysługę. – odpowiedziała Eliza. – Na przykład: jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ta blondyna. – tutaj wskazała na mnie. – coś mówiła. - Może dlatego, że nie mam nic do powiedzenia. – oznajmiłam. - Nie traktuj siebie tak mało wartościowo, Klaro. – powiedziała terapeutka. - Wiedziałam! – krzyknęła brunetka. – Wiedziałam, że skąd cię kojarzę. Słynna Klara Turska. Co robisz na drugim końcu kraju? - Milczałam. Grupa utkwiła we mnie wzrok i wyraźnie oczekiwała jakiejś odpowiedzi. - Żegnam. – stwierdziłam, szybko zrywając się z krzesła i wychodząc z sali.
***
Część 22 / 2
Byłam lekko wstawiona, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Chwiejąc się, podeszłam je otworzyć. Pomimo alkoholu, który uderzył mi do głowy, od razu rozpoznałam, kto mnie odwiedził. - Skąd wiesz, gdzie mieszkam? – zapytałam się Elizy. Przepchnęła się obok mnie i uważnie rozglądnęła się po moim zagraconym mieszkaniu. - Pijesz w samotności? – wskazała na stolik, gdzie walała się butelka wina. Wzruszyłam ramionami. Rzuciła się na kanapę i wygodnie się na niej ułożyła. – Chętnie dołączę do ciebie, więc polej. – dodała. - Czego chcesz? – rzuciłam. - Proponuje ci swoje towarzystwo. – powiedziała. – Polewaj! – zrobiłam to niechętnie, ale nalałam jej drinka i przysiadłam się do niej. Szybko przechyliła szklankę i wypiła połowę mikstury. - Dlaczego chodzisz na terapię? – spytałam się. Dokończyła napój i odstawiła naczynie na stół. - Patologiczne dzieciństwo i tak dalej. Narkotyki i alkohol to chleb powszedni w moich stronach, tak samo jak zabójstwa i samobójstwa. W zasadzie wszystkie formy niszczenia sobie życia. A co tam u ciebie? - Teraz to tylko forma sprawdzania siebie. Czy wszystko ze mną w porządku. Po wypadku miałam huśtawkę nastrojów, od napadów płaczu po gniew. Długo zajęło mi wypracowanie równowagi w swoim życiu. – opowiedziałam, nalewając sobie jeszcze jeden kieliszek wina. - To dlatego przeprowadziłaś się? - spojrzałam na Elizę. Była bezpośrednia i nie oceniała mnie, jak inni ludzie. Może dlatego, że sama zmagała się ze sobą. Nie umiała jeszcze zdecydować do czego dąży, ale pruła naprzód. - Uznałam, że pójście na studia to dobry moment na całkowite wywrócenie życia do góry nogami. Czuję jak tchórz, myśląc o tej decyzji. - Nie uważasz, że traktujesz siebie zbyt ostro. Zrobiłabym na twoim miejscu to samo. W zasadzie: zrobiłam to samo. Uciekłam ze swojego piekielnego życia. Zaczęłam na nowo. - Nie czuję się jak tchórz z powodu wyjechania, ale z powodu tego, jak to zrobiłam. Nie powiedziałam nikomu, gdzie chce studiować. Kiedy mnie przyjęli, po prostu się spakowałam i zostawiłam listy. Nic więcej. Moja rodzina i… chłopak. Z nim było najtrudniej. Naprawdę mnie kochał, a ja go…nie. Chciał mi się oświadczyć. Znalazłam przypadkiem w jego samochodzie pierścionek. Spanikowałam i przez to niemal obsesyjnie zaczęłam myśleć o ucieczce. – powiedziałam. – Przepraszam. Kiedy jestem wstawiona mam słowotok. - Pewnie długo to w sobie trzymałaś. – stwierdziła. – Wypijmy za bliskich, których zostawiłyśmy za nami. – Wzniosłyśmy kieliszki i stuknęłyśmy się nimi. Wódka paliłam mnie w przełyk, jednak nic tak, nie dawało spokoju jak alkoholowe upojenie. ***
Styczeń
Pracowałam w…