Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Dzień Ósmy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

...dnia siódmego po stworzeniu świata Bóg odpoczywał... Dnia ósmego stworzył TO miejsce z NIM w środku... Kawał ziemi wielkości Morza Czarnego zawieszony w przestrzeni spowijał mrok. Ciemność panująca w nocy, w zamkniętym pokoju bez okien w mocno zaciśniętej pięści była stałym elementem „krajobrazu” unoszącego się gruntu. Światło dostarczały jedynie słupy iskier, co jakiś czas wylatujących kaskadą z pękniętej ziemi oraz od czasu do czasu pojawiające się na niebie zgniłozielone fosforyzujące smugi. Powierzchnia tego miejsca była pokryta mokrą gliną i zimnymi skałami tworzącymi system jaskiń-labiryntów nie do przebycia. Woda pokrywała ten mały świat siecią przypominającą ludzki krwiobieg. Od głównych kanałów odchodziły mniejsze a od nich jeszcze mniejsze. Woda ... nie można nazwać tym określeniem substancji będącej płynem tego zakątka, powoli przemieszczającym się małymi włosowatymi strumyczkami. Ta maź docierała prawie wszędzie i jedynie jej głuchy bulgot do wtóru z jękami wydobywającymi się gdzieś spod powierzchni były jedynymi odgłosami dającymi świadectwo „życia”. W ciągle dusznym i parnym powietrzu zawieszone były lepkie sznury pokryte substancją przypominającą ślinę gąsienicy. Nie wiadomo gdzie miały swój początek, jakby zwisały z nieba, lub drwiły z grawitacji beztroskie i leniwe. Niektóre dotykały ziemi, inne ogonami drażniły drugi metr ponad gruntem. Powietrze było parne i duszne, a temperatura prawie cały czas dumnie sięgała 30 stopni. Żadna roślina nie odważyła się tam zapuścić korzeni, ani jedno źdźbło trawy, ani nawet chwast ... nie dlatego, że nie miały pozwolenia, po prostu ich tam nie było. Nie biło tam ani jedno serce jakiegokolwiek zwierzęcia, nie napotkałoby się tam nawet muchy czy pchły, życie tam umarło. Nie, to nawet nie tak, ono nie umarło, jego nigdy tam nie było, świat ten nie widział życia w pełni. Wszelkie organizmy zostały stworzone przez Boga tylko jako wyposażenie tej pierwszej Ziemi, Ziemi która była dobra. Na tej nie miało prawa istnieć nic prócz czegoś na kształt bakterii, pokrywających wszystko. Te niewidoczne armie były przystosowane do pożywiania się skałami i gliną ... pożerały więc zbocza tworząc przy tym na kamieniach surrealistyczne obrazy, a na nawierzchni podczas posiłków rzeźbiły mozaiki wyglądające jak zrogowaciała skóra gada. Nie istniało tam słońce ani księżyc, żadna gwiazda nie wiedziała o istnieniu tego miejsca ... tej samotni. ON leżał na płaskim, wielkim, martwym kamieniu pośród lepkich cząsteczek powietrza. Bóg stworzył GO na podobieństwo Adama, by był jak najmniej z Nim samym spokrewniony, by był swoim jestestwem jak najbardziej od Niego daleki. W tym momencie „Wszechmogący Stwórca” nie był w stanie bardziej oddalić jego korzeni niż na odległość jednego żyjącego, niedoskonałego człowieka stworzonego dnia szóstego. Leżał...czuł ból całego swego ciała, które dla nas ludzi nie przypominałoby własnych kształtów. Kończyny powykręcane były w nienaturalny, wręcz brutalny sposób, tak jakby bez skrupułów łamano je i pozwolono na to by bez nastawiania się zrosły. Skórę całego ciała pokrywały pęknięcia kwitnące purpurą żywej, krwistej tkanki, gdzieniegdzie skrywającej skromną nitkę żyły, uciekającą w głąb organizmu przed sztyletem powietrza. Tuż pod płaszczem jego skóry coś się poruszało, kształty przypominające wielkością dorosłego karalucha pełzały w NIM…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dzień Ósmy — czytnik · opowiadania