Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 9 min czytania

Dzień: Piekło

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień, który zmienił moje życie miał być dniem słodkiej bezczynności. Ćwierkające głosy uczniów wlatywały i wylatywały w tej samej chwili, w której zapełniały mój umysł. Beztroskość tego dnia była wszechogarniająca. Uśmiechałam się głupio do każdego, przepełniona pozytywnym nastrojem. Wiosenne słońce powoli zmierzało ku górze. - Klaro, wsiadaj do autobusu! – Zawołał nauczyciel od WOSu. Zrobiłam to niechętnie. Wolałam cieszyć się tymi ciepłymi promieniami na twarzy, zamiast „rozkoszować się” smrodem pojazdu prosto z PRLu. Zajęłam miejsce koło mojej przyjaciółki – Ady. Powoli przeżuwała pozostałości swojego śniadania. Światło słoneczne żwawo igrało na jej złotych włosach. - Nie mogłam się doczekać na tę wycieczkę. – Stwierdziła radośnie Ada, gestykulując przy tym szeroko. - Chciałabym mieć ten przejazd za sobą. Nienawidzę starych autobusów. Ledwo to jeździ i śmierdzi niemiłosiernie. – Odparłam na jej pogodne myśli. - Zawsze musisz widzieć negatywne strony wspaniałych wspomnień? – Zapytała dziewczyna. Szturchnęła mnie zaczepienie i ostatni raz spojrzała przez okno. Nasi rodzice stali obok siebie, rozmawiając między sobą. - Wszyscy na pokładzie? – Zagrzmiał przez mikrofon głos nauczyciela od WOSu. - Każdy ma swojego kompana? Tak? Na pewno? To ruszamy. – Pomachałam swoim rodzicom i autobus powoli ruszył. Zgrzytał, zrzędził i chwiał się, ale jechał. - Wiem, że już niektórzy słyszeli o szczegółach dzisiejszej wycieczki, ale powtórzę jeszcze raz dla tej garstki, która jest niewtajemniczona. Na miejsce przyjedziemy około dwunastej, teren miasteczka jest zamknięty. Zaraz Panie wylosują swoich mężów, a pozostali pracę i historię swojego życia. Wasze zadanie polega na wcieleniu się na dwadzieścia cztery godziny w rolę i napisaniu eseju, pod tytułem: „przyszłość, którą bym wybrał/wybrała”. - Na tym zakończył pan Niedźwiedzki i zaczął rozdawać nam, nasze nowe życia. Ada niemal podskakiwała na swoim siedzeniu. Spojrzałam, a moje pozostałe koleżanki z klasy, które przyjaźnie śmiały się z podniecenia przyjaciółki. Puściłam do nich oko i pierwsza sięgnęłam do jednego z worków Niedźwiedzkiego, celowo wyprzedzając Adę. Przeczytałam kartkę: „Sebastian Marczewski”. Serce zabiło mi mocniej. Trafiłam na bardzo dobrą partię, która zachwycała wszystkie dziewczyny w naszej szkole. Popatrzyłam na niego , przyglądał się mi. Pokazałam na kartkę. Uśmiechnął się! Na następnych miałam: „bibliotekarka, zaręczona, nie chce dzieci, wyprowadziła się młodo z domu, straciła kontakt z rodziną. Narzeczonego poznała na studiach, jest z nim od trzech lat. Mają szczęśliwy związek, choć dość często się kłócą. Nie ma perspektyw na dalszą przyszłość.”. - Ależ ostre to moje życie. – Zaśmiałam się głośno. – A ty co masz, Ada? - Hhmm…jestem narkomanką, mój mąż jest alkoholikiem, mamy dwójkę dzieci, które nie chcą nas znać. Jesteśmy bez pracy, żyjemy z zasiłku. – Widać, że jej entuzjazm wyraźnie spadł. Pokazałam jej swoją kartkę. – Masz Sebastiana?! To nie fair, ja mam Filipa Werońskiego. Nikt nie zna gorszego frajera.

Przez kolejną godzinę wesoło rozmawialiśmy o naszych nowych życiach. Większość była zadowolona. Nawet na chwilę pojawił się koło mnie Sebastian. Szybko streściłam mu swój życiorys. Jego za to wprawił mnie w osłupienie: „wydawca, chce dzieci. Podporządkowany narzeczonej, głęboko zakochany, jednak zdradza ją z innymi kobietami. Jedna z nich zachodzi z nim w ciąże. Twoje dodatkowe zadanie: szczerość i rozwiązanie problemu. - Mamy dodatkowe zadanie? – Zapytałam. Pokiwał głową. - Musimy poradzić sobie z tym jak prawdziwa para i opisać, jak oboje byśmy się zachowali. Jeśli zrobimy to prawidłowo, dostaniemy szóstki z WOSu na koniec roku. - Dobra, to ja ci od razu wybaczam. – Stwierdziłam z uśmiechem. Sebastian popatrzył na mnie przelotnie. - Raczej to nie będzie takie proste. – Odpowiedział. – Widzisz, normalnie ludzie zastanawiali by się nad sensem takiego związku, przyszłością i tym podobne. Musimy to naprawdę rozpatrz… Reszta jego zdania zaginęła w przerażającym pisku hamulców. Sebastian poleciał na mnie, ja poleciałam do przodu. Potem poczułam, że lecimy. Była to tylko sekunda, ale trwała jak wieczność. Uderzenie było szybkie, ale nowy ból wstrząsnął moim brzuchem. Nie było mowy o krzyku, strachu czy błaganiu o życie i kiedy autobus zaczął…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dzień: Piekło — czytnik · opowiadania