Melodramat · 5 min czytania
Dzień pierwszy (prolog)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Historia, którą pragnę wam opowiedzieć, dotyczy paru nacji mieszkańców z różnych krajów. Starałem się zapamiętać nasze niekończące się dyskusje, poglądy na zawiłe, barwne tematy, widziane oczami inności. Szczególnie interesowały mnie historie z egzotycznych krajów - ale nie tylko, starałem się ugryźć temat w różnych kategoriach przyjętych i wpojonych obyczajów. Będzie sporo o Egipcie, religii i przygodach codzienności, śmiesznych, łzawych. To mój sprint ku tolerancji w różnych kategoriach obyczajowość, tak potrzebnej w dzisiejszych czasach. Nie powinno też zabraknąć trzech podstawowych wartości jakie obrazują typową powieść - a, więc miłość, przygoda i tajemnicza magia złota, bogactwa poplątana z fikcją. To zaczynamy - pierwszy roboczy, wzorcowy odcinek "Dzień pierwszy", który rozstrzygnie, czy warto "ciągnąć" ten temat. * Nowojorska jesień tego ranka częstowała mżawką, przechodzącą od czasu do czasu w umiarkowany, zimny deszczyk. Maszerowałem nieśpiesznym krokiem do punktu, skąd zabierał nas samochód do pracy. Skrzyżowanie dwóch ruchliwych ulic Mc.Donald i Caton, to właśnie miejsce naszych zbiórek. Naszych? - to znaczy mnie i Majka, z pochodzenia Włocha zmiksowanego gdzieś po drodze, z Bóg tylko raczy wiedzieć z jaką rasą jeszcze. Przypadkiem dowiedziałem się od znajomego sprzedawcy gazet, który jak zwykle klnąc, jak przysłowiowy szewc informował mnie o wczorajszym wypadku samochodowym na skrzyżowaniu, obarczając jak zwykle winą kierowcę potężnego tracka. Staruszek poszedł na swoje stanowisko pracy, które mieściło się w pobliskim metrze, ja zaś do swojego miejsca zbiórki, gdzie czekał już Majko. Zagaiłem współpracownika jakimś banałem, klepiąc go po ramieniu, który zrewanżował się tym samym. Spojrzeniem niezależnego, postronnego widza, wyglądało to na serdeczne powitanie dwóch mafiozów. Majko? - znów w rodzinie ktoś zmarł, że trzy dni nie było cię w pracy? - spytałem żartobliwie. No, bo co mnie obchodzi czyjaś tam praca. - Tym razem poparzyłem się - odparł, prezentując mi obandażowany brzuch i ręce. - Siusiak cały? - spytałem ze śmiechem. - Właśnie, że nie - powiedział z całą powagą, jakby to